Mirek Bojowy klasy "Pomarańczka"

  •  

    Mexicano jest boży czy ludzki?
    Płot kargula jest ludzki to wiem a co jeszcze jest ludzkie?
    Na przykład rozpuszczalnik nitro jest ludzki?

    #kononowicz

    •  

      @galicjanin: Ja widzę to inaczej. Najpierw są rzeczy boże - wszystko, co Prezydent uznaje za dobre. Boże jest wszelkie jedzenie, paczki od widzów, pieniądze i Asterka (ale stara). Później są rzeczy ludzkie, czyli neutralne. Oczywiście jeśli uzyskają aprobatę prezydencką, mogą awansować na boże, ale jeśli spowodują gniew, natychmiast są degradowane. Degradowane do rzeczy niludzkich, niebożych lub wręcz morderczych. W tym rejestrze znajduje się oczywiście olkohol (zguba ludzkości), znajdziemy tu też młodzież białostocką, bandytów z bandy bandyckiej, która obiła jądra (oba), a także redaktorów spierdolonych ze stanowiska. pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Kompletnie nie rozumiem dorzucania się do kosztów przejazdu, jeśli kierowca i tak jedzie w dane miejsce. Żeby było jaśniej:
    Jeśli mój kumpel wraca do domu ze studiów (własnym samochodem), a ja zabieram się z nim, to "oddaję" mu 20zł, czyli połowę kosztów paliwa. Ale skoro on jedzie tak czy inaczej, niezależnie ode mnie, to dlaczego mam oddawać za przejazd? I nie chodzi mi o te głupie 20zł, tylko o zwyczaj - zabranie dodatkowej osoby nic go nie kosztuje, pomijając absurdalnie niski koszt wyższego spalania.
    Gdybym ja kierował, to cieszyłbym się z towarzystwa podczas jazdy i że mam z kim pogadać, nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby chcieć od kumpla hajsu.
    Oczywiście nie mam na myśli sytuacji, gdzie jedziemy gdzieś wspólnie, np. na wakacje - wtedy wszyscy podejmujemy decyzję o wyjeździe i to normalne że składamy się po równo.
    Jestem jedyną osobą z takim podejściem? xD
    #oswiadczenie #transport

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: marcel_pijak
    Dodatek wspierany przez: Nie siedź w domu w ferie i w wakacje
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Wszystko się rozbija o różnicę pomiędzy przysługą a usługą. Jeśli kumpel podrzuca Cię raz na ruski rok, bo akurat tak się poskładało, że obaj wracacie tego samego dnia i o mniej więcej o tej samej godzinie zaczynacie podróż do domu - spoko, tu żądanie kasy to przegięcie. Jeśli jednak kumpel regularnie użycza Ci miejsca w samochodzie i umożliwia powrót szybszy, milion razy bardziej komfortowy niż za pomocą pociągu/autobusu, a do tego na przykład podwozi Cię jeszcze pod dom (bo raczej nie wyrzuca Cię na granicy miasta, albo pod dworcem, z którego musisz szorować z kamasza/autobusem MPK do domu), no... według przyzwoitości wypadało by parę gorszy sypnąć. Nie za paliwo, ale po prostu jako oznakę wdzięczności za to, że nie musisz się dzięki kumplowi tłuc komunikacją zbiorową, bo gdyby nie on - musiałbyś. pokaż całość

    • więcej komentarzy (69)

  •  

    Przyznam się wam, że prywatnie mam wielki ból dupy z powodu lenistwa naszych milusińskich ze Szkolnej 17. Przeraża mnie to, że goście którzy mają średnią krajową na łapę nadal żyją w warunkach jakby zajęli pustostan. Niemal dokładnie rok temu na Szkolnej pojawił się Paweł z Warszawy który obiecał pomoc wraz z spłaceniem ich długów jeżeli ogarną mieszkanie. W zamian Konon nasłał na gościa policję zanim ten zdążył wrócić do stolicy. Mija rok, a oni żyją jeszcze w wielkim syfie. Ja wiem, że Konon ma 150kg i sapie po najmniejszym wysiłku, a Major ma chore nogi, ale ludzie są jakieś granice. Wystarczyło by, że zamiast cały dzień się opierdalać przeznaczyli powiedzmy godzinę dziennie na ogarniecie swoje życia. Niech przez godzinę pracują na podwórku to po miesiącu mieli by tam zupełne inaczej wyglądające miejsce. Ile trzeba pracy żeby zebrać złom, zgrabić zgniłe jabłka, zmieść syf, poukładać w jednym miejscu drewno, latem posiać trawę, jakieś warzywa. To samo dom. Niech powoli sobie wyrzucą śmieci z mieszkania, wyrzucą stare rzeczy Leonardy, zmyją podłogi i tak dalej. Mając po circa 50 lat zamiast żyć w syfie mogli by już teraz jakby pracowali od roku żyć może i skromnie, ale schludnie na modłę starych domków na wsi. Oni nawet nie są wstanie ogarnąć, że takie sprzątanie to jest darmowy kontent na kanał na którym da się zarabiać, a widzowie na pewno by chętniej dawali donejty jakby cele był realne i spełniane np cel: na nowy dywan do gabinetu. Ludzie srają pod siebie z tego jak oni traktują nera to jakby zrobili sobie cel żeby zamiast trzymać go w chlewie zrobić taki kojec idący wzdłuż działki gdzie i tak nic nie robią to zebrali by kilka tysięcy na spokojnie. I tak wiem jest to tak samo realne jak polski program kosmiczny no, ale pomarzyć o ogarnieciu się na Szkolnej można.
    #kononowicz to już niestety #patostreamy
    pokaż całość

    źródło: szkolna.jpg

    •  

      @KrzysztofSuchodolski: Myślę, że do takiego syfu człowiek po prostu się przyzwyczaja. Szczególnie, jeśli ma w głowie to co Konon, czyli przekonanie, że brud, pierdolnik i widoczne ubóstwo to symbole człowieka biednego, ale uczciwego i dobrego. Chwilami mam wrażenie, że to wszystko dość mocno przypomina niektóre sytuacje rodzin z tych programów typu "wyremontujemy wam dom". Tam też domy i ich najbliższe otoczenia wyglądają jak po bombardowaniu, pomimo tego, że oprócz starszych, schorowanych dziadków/rodziców mieszka tam często starsza młodzież. Młode, zdrowe chłopaki i dziewczyny, dla których jakieś ogarnięcie tej chałupy i podwórka nie stanowiłoby większego problemu. Nie mówię tu o rzeczach, do wykonania których potrzeba ekipy profesjonalistów, ale po prostu o ogarnięciu w miarę swoich możliwości miejsca, w którym się żyje. Skoro więc tam jest z tym problem, to ciężko się dziwić, że jest tu. Konon żyjąc od parunastu lat w narastającym bajzlu nawet tego nie zauważył, a Major ma to generalnie w dupie - w swojej niewątpliwie "bogatej" przeszłości zapewne w gorszych miejscach bywał i gorsze smrody wąchał. pokaż całość

    • więcej komentarzy (9)

  •  

    Ej, a wiecie że można tak po prostu poznać normalną, fajną dziewczynę i ułożyć sobie z nią życie? Widzę że na siłę wciskacie sobie pewne kategorie którymi należy postrzegać związki, widzę że wg bardzo wielu z was można być tylko gigachadem, chadem, cuckiem, betabankomatem itd. i jeszcze wmawiacie sobie że tak wygląda rzeczywistość. Smutne to. Może wyłączcie komputery i telefony i zacznijcie żyć, nie patrząc przez pryzmat ram nałożonych wam przez internetowych specjalistów od związków i w ogóle życia.

    #przegryw #zwiazki
    pokaż całość

    •  

      @mbwwr: W tym momencie cała ta idea "przegrywu" to w zasadzie sprawnie działająca, bardzo szkodliwa sekta. Mechanizmy są identyczne:
      - Przyciąganie osób w jakiś sposób "osłabionych", o obniżonej odporności na manipulację (ludzie młodzi, po przejściach, z problemami natury psychicznej) - jest.
      - Uświadomienie im, że doznali pewnego "objawienia" polegającego na zrozumieniu jak działa świat, a co za tym idzie, wyrobienie w nich poczucia bycia "tymi lepszymi", "oświeconymi", "widzącymi więcej" - jest.
      - Wskazanie, że winę za ich wszystkie niepowodzenia ponosi właśnie "świat", a nie oni - jest
      - Utrzymywanie ich w tym przekonaniu "eksperymentami" i "wiedzą naukową" - jest
      - Sprowadzanie do parteru każdego wyznawcy, który próbuje wątpić/wyciągać wnioski inne niż dopuszcza oficjalna "linia polityczna" - jest.
      - Uznawanie za "zdrajcę" i ostracyzm wobec każdego, komu się udało wyjść z problemów - jest.
      - Nakładanie "piętna", które ma zatruć psychikę odstępcy przez wmówienie mu, że nawet jeśli odszedł, to w zasadzie niczego to nie zmienia, bo nadal jest "przegrywem", nawet jeśli tak się sam nie określa - jest.
      - Do bólu uproszczona, czarno-biała wizja rzeczywistości też występuje.
      - "Guru" znający odpowiedzi na każde pytanie również są.
      - Radykalne odłamy, które chcą prowadzić "świętą wojnę", mszcząc się na "świecie" i "wrogach" - to także jest.

      I tak to się kręci. Tylko... mam nadzieję, że kiedyś te chłopaki zrozumieją, jak bardzo dali się zrobić w bolka. Kto ich w tego bolka zrobił? Nie wiem, ale mam wrażenie, że to jacyś psychopaci, którzy rzucają ziarno i patrzą jak kiełkuje w tych gościach złość, wściekłość, podziały. I jarają się tym, śmiejąc się w kułak z tego, jak cierpią inni. I oby to zrozumienie nie przyszło w momencie, kiedy przywitają się z bezdomnością, psychiatrykiem albo więzieniem, kiedy odwalą jakąś głupotę.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Zawsze mnie zastanawiało to, że w hamerykanskich filmach wszystkie naprawy samochodów są robione od dołu.
    I wszystko grzechotką mimo, że ma wielką, czerwoną szafkę narzędziową.
    I te łańcuchy od wyciągarki wiszą przy otwartej masce.
    Hamerykańce zawsze w białych koszulkach z plamami oleju leża na deskorolce.
    To co oni, dokręcają śruby misek olejowych czy co?
    Wiecznie napinają paski alternatorów?
    Może mają silniki do góry nogami i cały osprzęt jest od dołu?
    I przychodzi przyszły zięć do przyszłego teścia po raz pierwszy, to nie jak w Polsce, że mama i tata wykąpani, na obiad schabowe, kapustka, ziemniaczki z koperkiem, grzeybki w occie i kompot.
    Tam za oceanem to córcia jak prowadzi swego bojfrenda to najsampierwej garażu, gdzie akurat dziś stary musi coś pogrzebać POD autem.
    Haj Dadi, dis is Majk maj nju Boj.
    A spod auta
    Fak dis shit dis tri kłoter incz kej is saking fakin dik, dis łont faking łork
    I tak w każdym hamerykańskim filmie.
    #motoryzacja #zalesie
    pokaż całość

    •  

      @polutt: Oczywiście aby nowy boj jego słithart został zaakceptowany, musi po rzuceniu okiem na silnik stwierdzić, że to przecież stara trzystukonna cztery tysiące pięćset pięćdziesiątka dwójka z 1952, podobno są tylko takie dwie w całym Ohajo. Jedna należy do jego dziadka, a druga... Wtedy dad wytoczy się spod bryki i powie z dumą: "Jes maj san, właśnie na nią patrzysz...". Wtedy boj powie "łaaał, khuul... Mój dziadek ścigał się taką w dorocznym rajdzie dookoła Tenesi. Dad wycierając ręce w szmatę, zapyta: "Mówisz synu o Rajdzie o Złotą Dynię Farmera Boba? W starym, dobrym Tenesi? Znam dobrze ten wyścig, brałem w nim udział kiedy byłem w twoim wieku. Moim odwiecznym konkurentem był Sam "Obalacz" Sparks, wyjątkowy sukinsyn [w tle głos oburzonej słithart: "Daad!"]. Później walczyliśmy w Wietnamie... Biedny Sam, ciekawe co porabia od czasu, kiedy mina żółtków urwała mu prawą rękę, ale oszczędziła jądra... Bo wiesz, my boj, ksywka "Obalacz" powstała, kiedy Sam po każdym patrolu w naszej latrynie..." Słithart: "Daaaad, słyszałam to tysiąc razy, to ohydne!". ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

    •  

      @der_Narr: "Łaskwie proszę o niewyprowadzanie mnie z równowagi nerwowej! Od dwóch dni stół jest tak skrajnie zanieczyszczony, że jedynie dzięki zlikwidowaniu tego zupełnie zbędnego przerywnika, polegającego na zastosowaniu ujęcia z góry, nie ujawniono przed naszymi szanownymi telewidzami tej jakże wstydliwej dla nas wszystkich sytuacji. Może któryś z szanownych panów raczyłby wskazany przeze mnie obszar stołu poddać procesowi puryfikacji? A jeśli w wyżej wymienionym miejscu, znajdowałyby się, za przeproszeniem szanownego pana realizatora, ekskrementy ludzkie, to także szanowny pan realizator ukazałby je, czy raczej zgłosiłby w tej materii protest? Drogi panie Rurku, pozwolę sobie zupełnie nie zgodzić się z pana aktualnym stanowiskiem, albowiem nie jest to kwestia znalezienia właściwej koncepcji w bliżej nieokreślonym czasie! Bynajmniej! Należy natomiast natychmiast poinformować pana Wolana, aby sprowadził pracowników właściwych do spraw zachowania czystości w naszym miejscu pracy. Myśl swoją kieruję przede wszystkim w stronę pana Wolana, ale do serca mój apel niech weźmie każdy nasz szanowny kolega, któremu bliska jest odpowiedzialność za to, co ukazujemy czterem milionom naszych widzów zasiadających codziennie przed teleodbiornikami. Stół zanieczyszczony jest jakimś rodzajem farby, niewątpliwie..." ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    Pamiętam swoje pierwsze wagary, było to w podstawówce w 6 klasie, poszedłem na nie razem z moim kolegą z klasy Kacprem. Miejscowość w której ówcześnie mieszkałem to małe miasteczko, ale generalnie to tam nic nie było i mogłoby się klasyfikować w sumie jako wieś xD, ale wracając do historii, nasze pierwsze wagary były w zimie, była to chyba końcówka grudnia, ewentualnie początek stycznia...Nie wiem co nam wtedy przyszło do głowy, ale wagary na właściwie wsi w zimie to głupota, były wtedy straszliwe mrozy, pomimo ubrania się na tzw. "cebulkę" dalej mocno pizgało, a my z racji tego, że mieszkaliśmy na zadupiu musieliśmy chodzić po jakichś polach, łąkach i lasach, bo wiadomo, małe miejscowości, każdy każdego zna, zaraz by się starzy dowiedzieli od sąsiadów. Mieliśmy wtedy najwięcej lekcji w tygodniu, a więc musieliśmy tak chodzić cały czas w ten mróz, pizgało niesamowicie i oprócz tego, że było zimno, to jeszcze zaczął padać deszcz, zaczęliśmy szukać jakiegoś miejsca, aby się schronić, ale nie mogliśmy po prostu tak jak w mieście iść gdzieś do galerii albo pod jakiś daszek, zostalibyśmy od razu zauważeni przez kogoś znajomego, wyboru dużego nie mieliśmy, bo gdzie się schronić przed deszczem chodząc po łąkach pokrytych śniegiem? Opcja była jedna - Ambona myśliwska ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wypatrzyliśmy jakąś obok lasu i bez namysłu zaczęliśmy wchodzić po drabinie, która swoją drogą przy wchodzeniu prawie spadła xD W środku zastaliśmy jakiś stary fotel i koc, jakieś majstry pianką próbowały ocieplić choć trochę wnętrze, generalnie to w środku dalej pizgało, ale dało się jako tako schronić przed powiewem zimnego powietrza i deszczem, mijała dopiero pierwsza lekcja, a my prawie umieraliśmy z zimna xD Kacper wpadł na jak nam się wtedy wydawało świetny pomysł - rozpalić małe ognisko z kartek wyrwanych z zeszytu żeby choć trochę się ocieplić xDDD Pomysł był dobry, wykonanie już nie...po podpaleniu tych kartek zapalniczką na "parapecie" ambony czuliśmy się jak harcerze, myśleliśmy, że zaraz będzie cieplutko, wyjęliśmy z plecaków drożdżówki i zaczęliśmy jeść od czasu do czasu dokładając kartek do naszego ogniska, ale oprócz tego, że w środku po prostu wszędzie był dym, to nic to nie dało, ostatecznie przesiedzieliśmy w tej ambonie wszystkie lekcje słuchając radia z telefonu i rozmawiając o tym jaka to szkoła jest zła ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Ot taka historia z mojego życia, miło to wspominam :3
    Jak pamiętacie swoje pierwsze wagary to też możecie napisać jak to wyglądało( ͡° ͜ʖ ͡°)
    pokaż całość

    źródło: ambona.jpg

    •  

      @MondryPajonk: U mnie największym problemem było to, że budynek podstawówki (przekształconej potem w gimbazę) stał w samym centrum dzielnicy, a zarówno ja, jak i wszyscy moi kumple mieszkaliśmy w blokach wokół tego budynku, w odległości nie większej niż jakieś 100-200 metrów od niego. Już samo to znacznie utrudniało wszelkie ucieczki, bo rodzice patrzący z okien mieli nas tam jak na talerzu. Dodatkowo sporo nauczycieli z naszej szkoły mieszkało na blokowisku lub w jego okolicach, tak więc wydostanie się poza "strefę śmierci" jeszcze niczego nie gwarantowało. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Tyle, że młody człowiek jest kreatywny, więc jeśli dobrze się zaplanowało wajsy, to się na te wajsy poszło. Pierwsze pamiętam bardzo dobrze. Podstawówka, chyba trzecia albo klasa. Wybraliśmy piątek, bo wtedy akurat mieliśmy najmniej zajęć, ponadto liczyliśmy, że do poniedziałku sprawa rozejdzie się po kościach. Za cel postawiliśmy sobie dotarcie do źródła rzeczki, która płynęła przez osiedle. Wszystko szło po naszej myśli, dopóki nie dotarliśmy do "końca cywilizacji", czyli obszarów złożonych z niezabudowanych terenów, jakichś wysypisk gruzu i torowisk kolejowych. Grunt zaczął robić się podmokły, a do tego wywiązała się między nami kłótnia o to, kto ma lepsze buty na takie warunki. Ja uważałem, że moje są lepsze, bo to "wysokogórskie z metką, to znaczy że można po górach chodzić i po kamieniach". xD Ziomek, że gówno prawda, bo jego, bo "mają takie coś jakby z blachy tu" i był w nich nad morzem, gdzie "statkiem pływał, a na statek nie wpuszczają w słabych butach, bo może być sztorm" xDD. Od kłótni przeszliśmy do praktycznych prób udowodnienia wytrzymałości swoich kamaszy, kopiąc wszystko, co weszło pod nogę - cegły, butelki, pustaki. Nic, cały czas remis. WNET! Zauważyliśmy coś w rodzaju zamarzniętej kałuży. Doszliśmy więc do wniosku, że tylko ona może rozstrzygnąć nasz spór - kto rozwali "z buciora" lód, ten ma lepsze obuwie. Obaj mieliśmy świetne ( ͡° ͜ʖ ͡°) Mój "wysokogórski but z metką" rozwalił cienki lód po paru kopach, a ja władowałem się do wody i błota niemal po łydki. To samo czekało mojego ziomka w jego dalekomorskich buciorach z "takim czymś jakby z blachy tu" (które w międzyczasie odpadło xD). Przypał zawisł w powietrzu. Ale kreatywność nie umarła. Ognisko! I tak je planowaliśmy po dotarciu do źródeł rzeczki, więc mieliśmy zapałki. Tyle, że zeszytów było szkoda, ale kumpel obmacał swoją kurtkę, plecak i... bingo! Znalazł w nim kilka jakichś listów, które matula dała mu, aby po powrocie ze szkoły wrzucił do skrzynki przy poczcie. Szybko stwierdziliśmy, że przecież jakiś tam "urząd miejski", "sąd rejonowy, wydział cywilny" i "kuria" (jego matka była katechetką, ale nie w naszej szkole, pamiętam tekst mojego kompana: "ty, co to jest kuria? Tam się kury chyba hoduje, nie?" xD ) mogą sobie poczekać. xD Podpałka była przednia. Ognisko piękne. Na tyle piękne, że postanowiliśmy przez nie skakać, bo przecież wiadomo, że tak robią wytrawni eksploratorzy. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Efekt? Przysmażone w paru miejscach kurtki i spodnie + bijący od nas na kilometr aromat wędzarni. W końcu trzeba było wracać. Wyobrażam sobie miny mijających nas na ulicy ludzi, bo my nie wyglądaliśmy jak uczniowie. My wyglądaliśmy jak cholerni uchodźcy ze strefy srogiej wojny. Buty przemoczone na wylot, spodnie uwalone czarnym błockiem, kurtki poprzepalane iskrami z ogniska i smród spalenizny, którym po prostu przesiąkliśmy. Linia obrony? WF mieliśmy na zewnątrz dzisiaj. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Chyba w cholernym Afganistanie było to "na zewnątrz", no ale według nas brzmiało to legitnie. Ja nie miałem jakiegoś strasznego przypału, bardziej była to beka z mojej pewności siebie co do WF na zewnątrz, ale kumpel miał tam całkiem ostrą awanturę, nie tyle o same wagary, co przede wszystkim o te listy, które zhajcował. ( ͡° ͜ʖ ͡°). To jednak nas nie zniechęciło. Kolejne wajsy spędziliśmy już u niego w domu, ale... to już osobna historia... xD pokaż całość

    • więcej komentarzy (17)

  •  

    Wczoraj jakaś dziennikarka w TVN powiedziała coś co zapadnie mi na długo w pamięci

    Paweł Adamowicz nawet nie wiedział, że odlicza do własnej śmierci

    creepy to jest

    #adamowicz #gdansk #wosp #wosp2019

  •  

    Zamordowano demokratycznie wybranego prezydenta miasta.

    Po wpisach w sieci zdaje się, że niektórzy akceptują takie działania - to jest chore. Niezależnie od zarzutów czy poglądów dojrzałe społeczeństwo jednomyślnie gardzi takimi czynami. Mam nadzieję, że takim społeczeństwem się okażemy.

    #gdansk #adamowicz

    •  

      @PrimusCebulis: Najwidoczniej tym ludziom marzy się coś w rodzaju jakiejś nieograniczonej anarchii, gdzie problemy rozwiązuje się majchrem w cudzym brzuchu. Tylko... nie wpadli jeszcze na to, że ten cudzy brzuch może być także i ich brzuchem, kiedy oni staną się czyimś "problemem do rozwiązania". Nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby popierać otwartą przemoc jednocześnie licząc na to, że ona będzie dotykać tylko tych, którzy nie pasują popierającemu? A on co? Będzie w tym wszystkim nietykalny? Wszyscy będą się rżnąć kosami, a jego otoczy jakaś ochronna bańka? pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    ja nie rozumiem...
    miał dostęp do NAJLEPSZEGO szpitala w Polsce, jeden z lepszych w Europie ...
    dostęp do profesorów, każdy w swojej dziedzinie najlepszy ...
    operacja się w nocy udała, akcja serca przywrócona
    co poszło nie tak ?

    #wosp #gdansk #zdrowie #medycyna

    •  

      @atrax15: Może trenował, a może po prostu zwyczajnie domyślał się, że jeśli zada kilka mocnych, głębokich ciosów ostrzem o długości kilkunastu centymetrów, to celując mniej więcej w okolice środka tułowia na pewno uszkodzi jakiś ważny narząd. Może serce, może płuco, może aortę, ale na pewno w coś ważnego trafi.

    • więcej komentarzy (48)

  •  

    Polska stereotypowa zawiść, aż wylewa się z gorących: "mnie to by nie ratowali, a taki prezydent to 50 litrów krwi dostaje", "odstąpiliby po przetoczeniu jednej jednostki".

    Wypowiada się jeden z drugim nie mając żadnego pokrycia w swoich słowach. Ot tak sobie założyli, bez najmniejszej próby weryfikacji jak jest naprawdę. Łatwo jest rzucać ciężkie oskarżenia. Byleby napisać jak to jest źle.

    #wosp #wosp2019 #adamowicz #gdansk
    pokaż całość

    •  

      @TheMan: Jak czytam takie teksty, to przed oczami mam takiego wąsatego Janusza, który siedzi w fotelu przed telewizorem i "WIE". Nigdy nie miał okazji przekonać się na własnej czy nawet cudzej skórze jak coś działa w praktyce, stosuje porównania z d...alekich zakątków kosmosu wzięte, ale i tak jego racja jest "najjegsza". "Hurr bo ciotka Janina jak umarła to jom nie ratowały, nic nie robiły, a to cza było elektroszczonsy, prundem walić w serce, remaninować durrr, andrenalyne dawać! Tak siem robi jak w telewyzji pokazujo! O! A nie.. Zwykły człowiek może zdychać!". To nic, że "ciotka Janina" leżała w stanie terminalnym wyniszczona przez nowotwór z licznymi przerzutami, a tak w ogóle to było w 1976. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Skończcie te pojazdy, że w Polsce brak ochrony i organizacji. Po prostu nikt się nie spodziewał, że ktoś wykorzysta charytatywną zbiórkę do zbrodni i to akurat dobrze świadczy o nas jako o narodzie.
    #gdansk #wosp

    •  

      @PeterFile: Dokładnie tak. Dla cywila to zbiórka charytatywna. Tyle, że specjaliści od bezpieczeństwa powinni spojrzeć na to nieco inaczej. Po pierwsze - to przede wszystkim otwarta impreza masowa. Otwarta - będą różni ludzie, mogą być także ci o złych zamiarach. Masowa - będzie tych ludzi bardzo dużo. Po drugie - na scenie będzie VIP. Polityk, prezydent szóstego co do wielkości miasta w kraju. Skoro polityk, to pewnie ma jakichś przeciwników politycznych, a wśród nich mogą znaleźć się fanatycy, którzy będą chcieli wykorzystać publiczne wystąpienie do przeprowadzenia jakiegoś ataku. I nie chodzi o to, żeby obstawić pobliskie budynki strzelcami wyborowymi, a chłopa ukryć za kuloodporną ścianą, nie przesadzajmy. Jednak "gorące" obszary imprezy takie jak scena, dojścia do niej, czy kulisy w mojej prywatnej opinii powinny być chronione mocniej. Nie przez dziadków z grupą inwalidzką i dzieciaki, które przyszły sobie dorobić, nie przez tępych karków, działających w dwóch trybach (stand by i wpierdolu losowym ludziom), ale przez zawodowców. Ludzi, którzy rozumieją czym w praktyce jest ochrona OSÓB i mienia. Gości uzbrojonych w coś więcej niż oczojebna kamizelka z napisem "ochrona", posiadających faktycznie umiejętności obezwładniania intruzów i posiadających do tego właściwe środki. Taser, paralizator czy jakiś srogi gaz to minimum. Broń palna - a czemu nie? Podejście "bo nikt się nie spodziewał" w kwestiach bezpieczeństwa jest bardzo niezdrowe i historia dowodzi, że wiele razy odbiło się solidną czkawką. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Ale mnie wkurwia widok takiej szarej niewinnej skromnie ubranej myszki w okularach u boku łysego seby rozpierdalacza z dywanami pod pachami.

    Ten świat jest niesprawiedliwy
    (╯︵╰,)

    #przegryw

    •  

      @Ferdek1212: Skąd w ogóle założenie, że to faktycznie szara, niewinna cnotka? To, że jest skromnie ubrana i nosi okulary, wcale nie musi oznaczać, że to fanka długich, kulturalnych dyskusji o literaturze, sztuce, nauce i problemach społecznych, zamknięta w sobie introwertyczka, czekająca na zbawienie od zła w postaci tępego Seby-przemocowca. Znam trzy takie aparatki, dwie są z klasycznymi Sebami, trzecia z takim Sebą była, teraz chyba nie ma nikogo (na stałe xD). Wszystkie ubierają się skromnie, jedna nawet nosi okulary. Wszystkie to mentalne Karyny i to takie stereotypowe - tępe, agresywne, z tablicami na FB zasranymi rakowymi treściami o "dobryh hłopaczynach co siedzom za nie winnoźdź". Jedna z nich (nosicielka okularów) zasłynęła tym, że jakieś trzy lata temu koleżanki-karynki wywaliły ją z jadącego samochodu w błoto i szła przez osiedle w maskowaniu taktycznym. xD Za co? Karyńska wendetta, ona wiedziała za co, każdy kto ją chociaż trochę znał, też wiedział, że nie za darmo. Z innymi też wiąże się parę ciekawych historii. Mówiąc krótko... pozory mylą. pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    siemano siemano widzowie. Jakie znacie najlepsze pieszczotliwe określenia jareczka zasranego ? podczepiam te powszechnie używane z kononopedii ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    pokaż spoiler Somaliano, Moczyniano, Slimaczano, Wątrobo-marskowiano, Kloaczano, Najebano, Obszczyniano, Wątrobiano, Oregano, Tadżykistano, Kambodżano, Pepsicano, Obciągano, Alkoholikano, Jareczek zasrany, Pakistano, Majerano, Narzygano, Watykano, Zasrano, Pojebano, Browariano, Osikano, Szczanodzbano, Moczowód, Moczopijano, Kotletano Spuchnięty, Białostaczano, Cyganiano, Firankaniano,Zodiakano, Choroszczano, Serbiano, Milicjano, Beztoaletano, Szampaniano, Wigiliano


    #mexicano #kononowicz
    pokaż całość

  •  

    „Joasia zacznij robic zdjecia tych szalików aparatem”
    Spoko loko
    Asia kupiła namiot bezcieniowy zeby nie układać pudełka z brystolu. Przyszedł, podniecenie na maksa.
    Nienawidzę ludzi składających namioty bezcieniowe.
    złożone to jak origami, gruby plastik, ciezko wychodzi. Czterdzieści minut z urazem ciała. Lał otworzony...
    Zapięcie zatrzasków przypomina zapięcie dziecięcego ubranka kiedy dziecko nagle chce uciec. Na szczescie pomogły mi nogi, rece i głowa, dam słowo ze przypominałam wtedy tą laske co popierdala w jakims horrorze po scianie z wykręcona głowa.
    Zdjęcia.
    Aparat nie lubi mnie, ja go nie znam. Tryb auto macro i wszystko auto co sie dało. Z bliskiej odległości sie ustawić nie chciało. Cofałam sie zgodnie z bzyczeniem obiektywu. I nagle na pograniczu drzwi pokoju... jest ostrość!
    Jak zapaliłam w pokoju światła poznałam kolory których nie znałam, potem przyszedł kot i pokazał mi funkcje których tez nie znam.
    Winszuje kazdemu kto robi zdjecia.
    Kocham Was i wasze aparaty, wasza cierpliwosc i wasze piękne zdjecia.

    Aparacie nie kocham Cie bardzo!!!

    #fotografia #dupablada
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

    •  

      @NIEKONWENCJONALNA: Na tym właśnie polega pułapka trybu automatycznego - w 99% przypadków nie zrobisz przy jego pomocy takiego zdjęcia, jakie TY chcesz zrobić, tylko takie, jakie według algorytmów (w tym przypadku Canona) POWINNO powstać w tych warunkach, żeby UZNAĆ je za prawidłowe. Rezygnacja z trybu ręcznego i trybów półautomatycznych (priorytetów czasu naświetlania/przysłony) na rzecz automatyki, to trochę jak wpuszczenie do swojej kuchni Magdy Gessler, aby ugotowała Twoją zupę. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ugotuje, fakt. Ale czy będzie Ci smakowało? Cholera wie. Kiedy korzystasz z trybu M - wyganiasz Gesslerową ze swojej kuchni zupełnie, kiedy korzystasz z Av i Tv - robisz coś w rodzaju "dobra, ty Madzia mi to najwyżej pokrój po swojemu, ale generalnie wara od gara, tu rządzę ja". ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    •  

      @galaktyczny_pingwin: Ja to widzę trochę inaczej. Racja, powinniśmy dążyć do perfekcji obrazu, a raczej nie zapominać o tym, że w torbach i kieszeniach mamy dziś sprzęt, który w jeszcze w czasach choćby tego lądowania na Omaha był czystym science fiction. Warto więc w pełni korzystać z tego, że "przyszłość jest dziś" i wyciskać z tego sprzętu ile się da i starać się robić to w pełni świadomie. Tyle, że każdy gatunek fotografii rządzi się swoimi prawami. To co w jednym gatunku uchodzi za niewybaczalny błąd, w drugim faktycznie może służyć zdjęciu. W reporterce czy streecie nieostrości, poruszenia, zniekształcenia czy jakieś nietypowe światło to elementy, które podkreślają "dzianie się", ulotność i niepowtarzalność sceny. Tam zdjęcie ultrapoprawne będzie może zdjęciem ładnym, ale nudnym. Grunt, to świadomość wpływu na całość konkretnych zabiegów i wyczucie w ich stosowaniu - nawet najlepszą zupę można przesolić, a najlepszy kadr można zepsuć cudowaniem na kiju. Jeśli jednak spróbujemy przenieść nawyki "uliczno-reporterskie" do studia - tam, gdzie robi się portret, akt, modę czy fotografię produktową, to nagle okaże się, że "nie pykło". Studio zapewnia warunki niemal laboratoryjne, ciężko więc wytłumaczyć, że "inaczej się nie dało". Zapewne się dało, tylko zabrakło wiedzy czy doświadczenia, ale... wiedzę można zdobyć, a doświadczenie przyjdzie z czasem. W przypadku fotografii produktowej najlepsza możliwa jakość to warunek kluczowy. To zdjęcie będzie oglądał klient, który nie może wziąć do ręki towaru, powinien więc dostać tyle informacji o tym towarze, ile tylko da się przekazać obrazem. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

    •  

      @36873: Zastanawiam się, jak wygląda w praktyce ta druga pasja. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Po prostu panna wychodzi rano z domu i.. chodzi dookoła osiedla czy gdzieś po mieście, a kiedy zabolą ją nogi, wraca do domu i cieszy się, że to był wspaniały dzień, w całości poświęcony zainteresowaniom? Ciekawe, czy ludzie interesujący się chodzeniem bez celu mają jakieś forum tematyczne? Pewnie mają. I pewnie ktoś tam ostatnio wyłapał bana, bo ktoś inny zauważył, że zbanowany jechał autobusem/samochodem, więc przynosi wstyd wszystkim na forum, bo przecież jechał, a nie szedł. Wywiązała się więc sroga awantura, w której ktoś napisał "Kolego, ty (specjalnie z małej litery) naprawdę potrzebujesz powrotu do podstawówki. Ja nie zamierzam ci (specjalnie z małej litery) tłumaczyć zagadnień takich jak ruch jednostajny prostoliniowy, więc zastanów się nad swoim życiem. Ponadto "szedł" a "jechał" to różnica zasadnicza. Tak, umieścimy to w zbiorze "poruszał się", ale..." [i tu mini-doktorat na ten temat] ( ͡° ͜ʖ ͡°) W innym dziale na sto procent od kilku lat toczy się gównoburza na ponad 200 podstron o to, czy lepszy jest chodnik z kostki brukowej, czy z płyt chodnikowych. Jest też pewnie instrukcja przechodzenia przez ulicę, bo jak wiadomo, głównym błędem początkujących jest wejście na przejście przy czerwonym świetle i śmierć na miejscu w wyniku pieprznięcia przez samochód. Cholera... aż bym sobie poczytał. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Lubię twórczość "Z dupy", ale w materiale o Kononowiczu to się gość trochę przejechał. Gada jak typowy normik, który pierwszy raz widzi Konona i lituje się nad nim, jaki to on biedny. Kto dłużej śledzi życie Konona ten wie, że to cwany lis i cyniczny k**as w jednym, który doskonale gra nieporadnego ułoma i dzięki temu może osiągnąć wszystkie swoje cele (to jest wyżebrać kasę/paczkę/dane osobowe potrzebne do złożenia donosu).
    #kononowicz #zdupy #youtube #patostreamy #suchodolski
    pokaż całość

    •  

      @ProfesorBombas: Gość oświadczył, że ma zamiar do Kononowicza pojechać. Jeśli ma taki zamiar, to ja mu życzę powodzenia w jego realizacji. Obawiam się tylko, że długo nie będzie mógł otrząsnąć się z szoku, kiedy nagle ten biedny, schorowany, starszy człowiek zażąda od niego dowodu osobistego i rejestracyjnego do spisania danych, a potem wyciągnie rękę po opłatę za filmowanie i robienie zdjęć w Belwederze. A to będzie dopiero początek, bo na pewno szybko dowie się, że "o... tu ugułem kemery są...o! Tu nagrywa się... całe te, kto co... idzie, kto chodzi... kto...jes spaniała teknika, ugułem, prosze o, ja zjadłem dopiero... Ksiek też ugułem kababa...". Na pewno jego uwadze nie umknie też zaparkowana Asterka boża. Wewnątrz domku drewnianego na pewno zastanie też sporo niszczejących paczek z jedzeniem i opakowań po olkoholu niebożym, morderczym. Ciekawe, czy po tym wszystkim nadal będzie trzymał się swojej opinii? Nie ukrywam, że chciałbym to zobaczyć. pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Nocna zmiana w nastawni.

    Był październik roku 1999. Rozpoczynała się nocna zmiana w nastawni kolejowej KD1, która jest częścią bocznicy kolejowej należącej do Kopalni Węgla Kamiennego “Dębieńsko”. O godzinie 22 na stanowisku zameldowała się 25 letnia dróżniczka Małgorzata Żarnowska. Mieszkała w Czerwionce-Leszczynach razem ze swoim mężem i kilkunastomiesięcznym dzieckiem. O Małgorzacie można było powiedzieć wiele dobrego, była ambitna, solidna, można było na niej polegać, a łączenie obowiązków zawodowych z macierzyństwem nie stanowiło dla niej problemu. Była także przezorna - nigdy nie wpuszczała do swojego miejsca pracy nieznajomych. Nie wiadomo, co stało się tamtej nocy z 26 na 27 października. Cokolwiek to było, rezultat był i nadal jest tragiczny.

    Pierwsze godziny pracy upłynęły Małgorzacie rutynowo, zamykała rogatki, sprawowała pieczę nad sygnalizacją i ruchem pociągów, wszystko skrupulatnie zapisując w dzienniku pracy. O 2:20 obok nastawni przejeżdża skład pociągu kopalni “Dębieńsko”. Załoga zna Małgorzatę, więc widząc zamknięte rogatki omija bocznicę pozdrawiając dziewczynę. Dziewięć minut później w dzienniku Małgorzata zostawia ostatnią w swoim życiu notatkę odnotowując tamten przejazd.

    Ta sama załoga wraca o godzinie 3:40. Tym razem nikt nie zamyka rogatek. Maszynistę zaskakuje ta niecodzienna sytuacja, postanawia zatrzymać skład i razem z resztą pracowników sprawdzić co się dzieję. W budynku nastawni nie było żywej duszy. Małgorzata nigdy nie opuściłaby miejsca pracy, bez żadnej informacji. Dlatego maszynista skontaktował się drogą radiową z nastawnią CWD1, lecz tam także nikt nie otrzymał żadnej wiadomości od kobiety. Pracownicy nastawni zadzwonili do męża Małgorzaty, który pracował na stanowisku sztygara w tej samej kopalni. Mężczyzna był pewien, że żona jest w pracy i nic nie wiedział o jej wyjściu. Kolejarze na własną rękę postanowili odnaleźć kobietę.

    Dwie godziny później dotarli do murowanego pojemnika na węgiel 70 metrów od nastawni KD1. To co tam zobaczyli, zostało w ich pamięci na zawsze. Na ziemi i miale węglowym leżały zwłoki Małgorzaty Żarnowskiej. Natychmiast zawiadomiono policję. Na miejscu pojawiła się ekipa policjantów kryminalnych z Rybnika, razem z prokuratorem. Rozpoczęły się oględziny miejsca zbrodni. Nie mogła zrobić tego sama. Wszyscy byli pewni jednego - padła ofiarą mordercy.

    Ciało Małgorzaty było obnażone. Kobietę przykrywał czarny sweter, wokół jej ust i nosa były ślady krwi. Wokół ciała znaleziono jej nóż i spinki do włosów. Sprowadzony na miejsce wyszkolony pies podjął trop, który prowadził wzdłuż torów. Policjanci odnaleźli tam portfel należący do Małgorzaty. Dalej trop się urwał. Ważnym śladem był odcisk ucha odnaleziony na jednej z szyb nastawni KD1 Zabezpieczono także reklamówkę z puszkami i butelkami odnalezioną niedaleko ciała, jednak nie udało się ustalić czy miała jakikolwiek związek z morderstwem.

    Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu kobiety były rozległe obrażenia wewnętrzne, wynikające z silnego ucisku klatki piersiowej i brzucha. Morderca działał ze szczególnym okrucieństwem, bił kobietę tępym narzędziem, dusił a chwile przej jej zgonem zgwałcił.

    W toku śledztwa przesłuchano ponad setkę osób z otoczenia Małgorzaty, pobierano materiał genetyczny, ubrania i ręczniki w poszukiwaniu krwi czy jakiegokolwiek śladu, który mógł okazać się przełomem w śledztwie. Powstały dwie wersje zdarzenia: był to napad rabunkowy, lub na tle seksualnym. W trakcie prowadzenia czynności policjanci wywnioskowali, że druga wersja jest bardziej prawdopodobna.

    30 grudnia 2000.r śledztwo umorzono, a bliscy nie skorzystali z możliwości zaskarżenia tego postanowienia sądu.

    Przełom miał nastąpić dwa lata później, kiedy rybnicka policja dostała informację jakoby jeden z osadzonych w Nowym Sączu przestępców przechwalał się współwięźniom, że to on dokonał morderstwa dróżniczki spod Rybnika. Te informację pozwoliły na ponowne wszczęcie śledztawa.

    Odnalezienie mężczyzny nie stanowiło żadnego problemu, ponieważ nadal znajdował się on w ośrodku zamkniętym. Podczas przesłuchania wyparł się jednak wszystkiego, a testy materiału genetycznego i porównanie odcisku ucha potwierdziło brak związku więźnia ze sprawą.

    Sprawę umorzono po raz kolejny ze względu na brak śladów, rodzina znowu nie starała się o wznowienie śledztwa. Śląska policja nadal bada okoliczności morderstwa dwudziestopięciolatki. Nie wyklucza się, że była to osoba ze środowiska Małgorzaty, która znała rozkład pociągów i wiedziała, że tego dnia kobieta będzie w nastawni sama. Możliwe, że to Małgorzata wpuściła ją do środka. Przedawnienie sprawy nastąpi w 2029 roku.

    Pozwólcie mi na pewne rozważania.
    Możliwe, że ślad ucha nie należał do mordercy, lecz do jedynego świadka. Co jeśli Małgorzata widząc, że do nastawni wchodzi obcy mężczyzna, jako sygnał alarmowy zamknęła rogatki. Ktoś z pracowników kopalni zatrzymał się na przejeździe. Wiedząc, że pociągi nie będą kursować przez kilka godzin wyszedł z samochodu i usłyszał odgłosy szamotaniny. Podszedł do nastawni, przycisnął ucho do szyby i wystraszył się tego co usłyszał lub zobaczył. To mało prawdopodobna wersja, ponieważ ta osoba nie miałaby powodu do ukrywania swoich zeznań. Chyba, że znała mordercę.

    #kryminalne #rybnik #morderstwo #sprawykriminalne

    Dla osób które wolą posłuchać:
    http://soundcloud.com/user-874874855/drozniczka-z-debienska

    Źródła:
    http://www.nowiny.pl/duzy-kaliber/121925-zabojca-zostawil-odcisk-ucha.html
    http://polskatimes.pl/z-archiwum-x-zabojstwo-25letniej-malgorzaty-na-terenie-kopalni-debiensko/ar/470797
    http://bezprzedawnienia.blogspot.com/2018/10/nocna-zmiana.html
    pokaż całość

    źródło: dróżniczka.jpg

    •  

      @derko123: Zastanawia mnie ta reklamówka z puszkami i butelkami. Jeśli były to butelki po wodzie czy puszki po napojach, to faktycznie, można by to pominąć, oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nie ma na tym śladów należących do ofiary. Jeśli jednak były to opakowania po alkoholu, to operator nastawni raczej takich śmieci nie "wygenerował". Wątpliwe, żeby człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym umilał sobie czas strzelaniem browarków. Skoro więc reklamówka nie była własnością ofiary, to czyją? Może zawierała fanty jakiegoś menela-zbieracza złomu? Niezrównoważonego psychicznie menela-zbieracza złomu? I tu przychodzą mi do głowy dwie opcje z tym niezrównoważeniem w tle. Pierwsza to próba wymuszenia pieniędzy, która zamieniła się w morderstwo i gwałt, bo szajba odbiła w wyniku odmowy. Dziewczyna wyszła z nastawni zapalić/złapać trochę świeżego powietrza, wtedy przypałętał się menel. Wiedział, że dziewczyna jest tu o tej porze sama. Próbował wysępić fajki/pieniądze, a kiedy odmówiła, uderzył ją (czymś - np. jakimś żelastwem, którym grzebał w śmieciach), ona straciła przytomność, a że korba odbiła na dobre, to dokończył "dzieło". Opcja druga to tło czysto seksualne, a rabunek dokonany przy okazji. Menel mógł być kimś w rodzaju Pękalskiego. Wiedział, że w nastawni pracuje młoda dziewczyna, "zakochał się" w niej, postanowił więc ją zabić (albo "tylko" pozbawić przytomności) i zgwałcić. Być może obserwował przez jakiś czas nastawnię i dzięki temu dowiedział się, że bywają noce, podczas których jego przyszła ofiara jest tam sama. Odcisk ucha powstał albo na etapie przygotowań (przyszedł, podsłuchał, ale coś go spłoszyło), albo tuż przez zbrodnią (podsłuchiwał, aby upewnić się, czy faktycznie jest sama). Dalej jak w opcji pierwszej - ona wyszła przed budynek, on zaatakował i wyparował. Dlaczego targał ze sobą reklamówkę z fajansem, planując zbrodnię? Piorun go wie, ale skoro mówimy o niezrównoważonym menelu, to tytana umysłu na myśli raczej nie mamy. I tu pojawia się sprawa noża. Wyjaśniono, do kogo należał? Może był to nóż ofiary, który miała tam dla (złudnego) poczucia bezpieczeństwa i zwyczajnie nie zdążyła/nie potrafiła/nie chciała go użyć? Idąc tym tropem równie dobrze to hałas wywołany przez ten fajans z reklamówki mógł wywabić ofiarę z nastawni. Wzięła ze sobą nóż, gość go zobaczył (groziła mu nim?), włączył mu się psychoagresor no i efekt jak w dwóch poprzednich opcjach.

      @PrinsFrans Jeżdżę czasem trochę po Polsce i sam miewałem takie przemyślenia. Pamiętam, kiedyś wracałem w środku nocy ze zlecenia, bodajże gdzieś na wschodzie kraju. Wjechałem w zadupie totalne i ostateczne, z jednej strony las, z drugiej strony pola, a w pewnym momencie same pola. Mijałem co prawda tabliczki z nazwami miejscowości, ale nigdzie w pobliżu tych miejscowości nie widziałem. Jedyny oświetlony i ruchomy obiekt to moja "krwawa piuntka" (wtedy czerwony Civic V ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), a jedyny żywy obiekt to ja wewnątrz "krwawej piuntki". Dość długo jechałem, kiedy zauważyłem jakąś grupkę świateł na horyzoncie. Przejazd. Strzeżony, z zaporami i kanciapą dróżnika. Po środku cholernego niczego. Jakiś kilometr od przejazdu dopiero mała wieś. Pomiędzy przejazdem a wsią - znowu cholerne, czarne jak smoła limbo. I tak sobie pomyślałem, że gość przecież jest tu tak bardzo "na widelcu", jak nikt nigdy nigdzie nawet nie. Nawet gdyby próbował wezwać pomocy, to dziesięć razy go tu zatłuką, zanim ktokolwiek przyjedzie. No bo kto? W "pobliskiej" wsi nie usłyszą. Ktoś, kto odbierze radiotelefon też pewnie jest w cholerę daleko. Może pilnuje jakaś firma ochroniarska i facet ma tam coś w rodzaju napadówki? Może i ma, tylko jak wyżej - zanim dojedzie patrol, to naprawdę sporo czasu może minąć.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (36)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #zalesie

    tl dr: Mirki, pomóżcie, chyba zakochałem się w wariatce. Spotykamy się od pół roku i teraz czas podjąć decyzję czy wchodzimy w związek czy kończyny znajomość.
    Pół roku temu poznałem dziewczynę na tinderze, taka z wyglądu 9/10 do tego bardzo inteligenta, samodzielna i niesamowita w łóżku. Problem jest taki, że dziewczyna jest lekko, nie wiem, jak to powiedzieć szalona? Generalnie jej szaleństwo ujawnia się tylko na poziomie zwykłego życia bo co do podejmowanych decyzji i wyborów życiowych to nie widziałem bardziej racjonalnego człowieka, co również samo w sobie jest dziwne. Postaram się jej szaleństwo zobrazować przykladami: umawiamy się na kolację u niej w domu, przychodze do niej i widzę, że jest jakoś dziwnie ubrana a ona do mnie z francuskim akcentem że dzisiaj wciela się w postać Daphne, wyzwolonej francuski z przełomu wieków, która romansuje z największymi intelektualistami tamtej epoki. robi to z taką wczutą, że człowiek nie wie czy to żart czy nie. Na początku wydawało mi się to urocze, to jej przybieranie ról ale ona też potrafi godzinami udawać kota lub inne zwierzę. Przykład drugi: Pomimo tego, że ma bardzo dobrą pracę w weekendy dorabia sobie pilnując dzieci bo jak sama mówi, uwielbia się z nimi bawić. I to naprawdę bawić w stylu siedmiolatków.. skakanie, szaleństwo w kulkach, trampoliny, wycinanie malowanie farbkami, cieszy się czasem chyba bardziej od tych dzieci. Ona w tym czasie naprawdę zachowuje się jak dziecko, łącznie z myśleniem typowym dla siedmiolatkow. Kolejny przykład, zmyślone historię: Gdy pytam się jak jej dzień minął.zawsze ma dwie wersje, zmyślona i prawdziwa i pyta się która chce uskyszec. Te zmyślone historie to np. misje archeologiczne, ratowanie świata itp. na początku to również było urocze ale teraz sam.nie wiem, co o tym myśleć. Przykład czwarty: taniec. Raz na jakiś czas odprawia jakiś dziwny taniec, który sama nazywa tancem odrodzenia. Podlapala to z jakiegoś teatru, gdzie człowiek tańcem nawiazuje kontakt z rzeczywistością przedjezykowa, jak sama to nazywa. Przyklad piąty: wyklady. Godzinami potrafi przedstawiać jakieś stanowisko filozoficzne lub manifest artystyczny. Robi to również kiedy jest sama, czyli tak, gada sama do siebie. Takich przykładów można mnożyć, dodatkowo ma dziwne zwyczaje, potrafi przejść od zachowania typowego introwertyka w fazę tak grubego ekstrawertyzmu, że to aż się w głowie nie mieści. Poza tym dziewczyna jest bardzo mądra, gdy trzeba porozmawiać lub podjąć decyzję to robi to tylko w oparciu o fakty, dobrze gospodaruje finansami, nie czepia się, bardzo mało rzeczy jej przeszkadza. Wspiera mnie, motywuje mnie i opiekuje się mną. Gdy byłem chory przyszła z lekami, jedzeniem ale nie przyszła do mnie jako ona ale jako pielęgniarka wojenna, która przyszła opatrywać rany rannego żołnierza. Te jej zmyślone historię nawet dziur nie mają, bo powołuje się na faktu historyczne, operuje datami i różnymi znanymi wydarzeniami. Od samego początku znajomości mówiła wprist że nie jest normalna i że lubi wykorzystywać wolność do życia poza światem i albo to akceptuję albo nie. W luźnym związku, jaki do tej pory mielismy w ogóle mi to nie przeszkadzało ale odkąd poprosila mnie o deklaracje odnośnie związku myślę tylko o tym, że będzie tylko gorzej. Z jednej strony wiem, że to jej szaleństwo to tylko taka poza ale z drugiej strony jeśli nie? Mirki, znacie takie osoby? Czy weszlibyscie w taki związek? Ja sam jestem raczej wycofanym nerdem i czasem mysle że jedyne co mam jej do zaoferowania to tylko duża pała, bo co innego mogłoby ja we mnie pociągać. Nie jestem szalony, nie lubię przygód, prowadzę normalne życie. Czy taki związek ma przyszłość? Tu nie chodzi tylko o to, czy ja z nią wytrzymam ale też czy ona nie znudzi się mną po kilku latach.. jestem w kropce. Ryzykowalibyscie wejście w taki zwiazek?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Znam taką dziewczynę i... to chyba jedna z najciekawszych osób, jakie poznałem w dotychczasowym życiu. Aktorka teatralna. Chodząca kopalnia pomysłów i scenariuszy na stworzenie czegoś kreatywnego, a do tego człowiek, który nie odkłada tych wszystkich rzeczy na jakieś nieokreślone "kiedyś tam". Jest pomysł? Realizujemy, póki gorące. Cholernie fajnie się z nią rozmawia, bo widać, że postrzega rzeczywistość w tysiącach odcieni, zwraca uwagę na małe, ale znaczące szczegóły, przy czym nie jest to gadanie dla samego gadania, tylko naprawdę mądre wnioski. Wiedzę na temat "świata" - literatury, sztuki czy historii - ma naprawdę bogatą. Kiedy coś opowiada, zawsze wychodzi jej z tego pasta, tyle że na żywo - wciela się w bohaterów, idealnie naśladuje ich sposoby mówienia, gesty, mimikę ( ͡° ͜ʖ ͡°). "Wariatka"? "głupia"? Nie. Po prostu człowiek, który robi całym sobą to co kocha, czerpie z tego radochę i chyba nie grozi jej "zgrażynienie", które obserwuję wśród niektórych koleżanek po trzydziestce. Wiecie, H U M O R w postaci komiksowych obrazków o trudach małżeństwa, gdzie wszystko sprowadza się do "chodzi o kutasa?", rymowanki typu "mądrości BABUNI" i codzienne życzenia w postaci animowanych gifów z kotkami, pieskami i S M A C Z N Ą K A W U S I Ą. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (182)

  •  

    Redaktor frondy oburzony na "zwyrodniałych, pozbawionych empatii" ludzi którzy dalej chcą iść się bawić w escape roomie.

    #bekazkatoli

    źródło: frondaescape.jpg

    •  

      @lakukaracza_: Zawsze w takich przypadkach zastanawiam się, czy autor słów typu "ale oni przecież powinni zrobić tak i tak" ma chociaż blade pojęcie odnośnie realiów tego, o czym mówi. Najlepiej porównać to do wypadków w lotnictwie. Jest sobie linia, dochodzi do katastrofy, giną ludzie. Wstępne ustalenia wykazują, że wypadek zdarzył się przez rażące zaniedbania w kwestiach bezpieczeństwa. I... co? W tym momencie wszystkie linie, u których bezpieczeństwo stoi na najwyższym poziomie (i zostało to potwierdzone) mają uziemiać swoje maszyny, a pasażerowie zmieniać swoje plany (stworzone często duuużo czasu przed tragedią), żeby okazać solidarność i nie wyjść na zimnych sukinsynów bez empatii? Świat tak nie działa i... chyba nigdy tak nie działał. Ile to jest "kilka dni"? Jest jakaś minimalna i maksymalna liczba dni, w której należy się zmieści z solidaryzowaniem się, aby nie usłyszeć zarzutów o brak empatii? Zamknięcie interesu "dla zasady" na te kilka dni to utrata nie tylko tych klientów, którzy odbiją się od drzwi, ale także przyszłych, bo jak wiadomo zadowolony klient powie pięciu innym, ale niezadowolony piętnastu innym. pokaż całość

    • więcej komentarzy (22)

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika SP_Alfa_Kilo

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Coats Jackets | 1x09 Garo | Hypertension