Mirek Bojowy klasy "Pomarańczka"

  •  

    Wczoraj jakaś dziennikarka w TVN powiedziała coś co zapadnie mi na długo w pamięci

    Paweł Adamowicz nawet nie wiedział, że odlicza do własnej śmierci

    creepy to jest

    #adamowicz #gdansk #wosp #wosp2019

  •  

    Zamordowano demokratycznie wybranego prezydenta miasta.

    Po wpisach w sieci zdaje się, że niektórzy akceptują takie działania - to jest chore. Niezależnie od zarzutów czy poglądów dojrzałe społeczeństwo jednomyślnie gardzi takimi czynami. Mam nadzieję, że takim społeczeństwem się okażemy.

    #gdansk #adamowicz

    •  

      @PrimusCebulis: Najwidoczniej tym ludziom marzy się coś w rodzaju jakiejś nieograniczonej anarchii, gdzie problemy rozwiązuje się majchrem w cudzym brzuchu. Tylko... nie wpadli jeszcze na to, że ten cudzy brzuch może być także i ich brzuchem, kiedy oni staną się czyimś "problemem do rozwiązania". Nie wiem co trzeba mieć w głowie, żeby popierać otwartą przemoc jednocześnie licząc na to, że ona będzie dotykać tylko tych, którzy nie pasują popierającemu? A on co? Będzie w tym wszystkim nietykalny? Wszyscy będą się rżnąć kosami, a jego otoczy jakaś ochronna bańka? pokaż całość

    • więcej komentarzy (7)

  •  

    ja nie rozumiem...
    miał dostęp do NAJLEPSZEGO szpitala w Polsce, jeden z lepszych w Europie ...
    dostęp do profesorów, każdy w swojej dziedzinie najlepszy ...
    operacja się w nocy udała, akcja serca przywrócona
    co poszło nie tak ?

    #wosp #gdansk #zdrowie #medycyna

    •  

      @atrax15: Może trenował, a może po prostu zwyczajnie domyślał się, że jeśli zada kilka mocnych, głębokich ciosów ostrzem o długości kilkunastu centymetrów, to celując mniej więcej w okolice środka tułowia na pewno uszkodzi jakiś ważny narząd. Może serce, może płuco, może aortę, ale na pewno w coś ważnego trafi.

    • więcej komentarzy (48)

  •  

    Polska stereotypowa zawiść, aż wylewa się z gorących: "mnie to by nie ratowali, a taki prezydent to 50 litrów krwi dostaje", "odstąpiliby po przetoczeniu jednej jednostki".

    Wypowiada się jeden z drugim nie mając żadnego pokrycia w swoich słowach. Ot tak sobie założyli, bez najmniejszej próby weryfikacji jak jest naprawdę. Łatwo jest rzucać ciężkie oskarżenia. Byleby napisać jak to jest źle.

    #wosp #wosp2019 #adamowicz #gdansk
    pokaż całość

    •  

      @TheMan: Jak czytam takie teksty, to przed oczami mam takiego wąsatego Janusza, który siedzi w fotelu przed telewizorem i "WIE". Nigdy nie miał okazji przekonać się na własnej czy nawet cudzej skórze jak coś działa w praktyce, stosuje porównania z d...alekich zakątków kosmosu wzięte, ale i tak jego racja jest "najjegsza". "Hurr bo ciotka Janina jak umarła to jom nie ratowały, nic nie robiły, a to cza było elektroszczonsy, prundem walić w serce, remaninować durrr, andrenalyne dawać! Tak siem robi jak w telewyzji pokazujo! O! A nie.. Zwykły człowiek może zdychać!". To nic, że "ciotka Janina" leżała w stanie terminalnym wyniszczona przez nowotwór z licznymi przerzutami, a tak w ogóle to było w 1976. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Skończcie te pojazdy, że w Polsce brak ochrony i organizacji. Po prostu nikt się nie spodziewał, że ktoś wykorzysta charytatywną zbiórkę do zbrodni i to akurat dobrze świadczy o nas jako o narodzie.
    #gdansk #wosp

    •  

      @PeterFile: Dokładnie tak. Dla cywila to zbiórka charytatywna. Tyle, że specjaliści od bezpieczeństwa powinni spojrzeć na to nieco inaczej. Po pierwsze - to przede wszystkim otwarta impreza masowa. Otwarta - będą różni ludzie, mogą być także ci o złych zamiarach. Masowa - będzie tych ludzi bardzo dużo. Po drugie - na scenie będzie VIP. Polityk, prezydent szóstego co do wielkości miasta w kraju. Skoro polityk, to pewnie ma jakichś przeciwników politycznych, a wśród nich mogą znaleźć się fanatycy, którzy będą chcieli wykorzystać publiczne wystąpienie do przeprowadzenia jakiegoś ataku. I nie chodzi o to, żeby obstawić pobliskie budynki strzelcami wyborowymi, a chłopa ukryć za kuloodporną ścianą, nie przesadzajmy. Jednak "gorące" obszary imprezy takie jak scena, dojścia do niej, czy kulisy w mojej prywatnej opinii powinny być chronione mocniej. Nie przez dziadków z grupą inwalidzką i dzieciaki, które przyszły sobie dorobić, nie przez tępych karków, działających w dwóch trybach (stand by i wpierdolu losowym ludziom), ale przez zawodowców. Ludzi, którzy rozumieją czym w praktyce jest ochrona OSÓB i mienia. Gości uzbrojonych w coś więcej niż oczojebna kamizelka z napisem "ochrona", posiadających faktycznie umiejętności obezwładniania intruzów i posiadających do tego właściwe środki. Taser, paralizator czy jakiś srogi gaz to minimum. Broń palna - a czemu nie? Podejście "bo nikt się nie spodziewał" w kwestiach bezpieczeństwa jest bardzo niezdrowe i historia dowodzi, że wiele razy odbiło się solidną czkawką. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Ale mnie wkurwia widok takiej szarej niewinnej skromnie ubranej myszki w okularach u boku łysego seby rozpierdalacza z dywanami pod pachami.

    Ten świat jest niesprawiedliwy
    (╯︵╰,)

    #przegryw

    •  

      @Ferdek1212: Skąd w ogóle założenie, że to faktycznie szara, niewinna cnotka? To, że jest skromnie ubrana i nosi okulary, wcale nie musi oznaczać, że to fanka długich, kulturalnych dyskusji o literaturze, sztuce, nauce i problemach społecznych, zamknięta w sobie introwertyczka, czekająca na zbawienie od zła w postaci tępego Seby-przemocowca. Znam trzy takie aparatki, dwie są z klasycznymi Sebami, trzecia z takim Sebą była, teraz chyba nie ma nikogo (na stałe xD). Wszystkie ubierają się skromnie, jedna nawet nosi okulary. Wszystkie to mentalne Karyny i to takie stereotypowe - tępe, agresywne, z tablicami na FB zasranymi rakowymi treściami o "dobryh hłopaczynach co siedzom za nie winnoźdź". Jedna z nich (nosicielka okularów) zasłynęła tym, że jakieś trzy lata temu koleżanki-karynki wywaliły ją z jadącego samochodu w błoto i szła przez osiedle w maskowaniu taktycznym. xD Za co? Karyńska wendetta, ona wiedziała za co, każdy kto ją chociaż trochę znał, też wiedział, że nie za darmo. Z innymi też wiąże się parę ciekawych historii. Mówiąc krótko... pozory mylą. pokaż całość

    • więcej komentarzy (18)

  •  

    siemano siemano widzowie. Jakie znacie najlepsze pieszczotliwe określenia jareczka zasranego ? podczepiam te powszechnie używane z kononopedii ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

    pokaż spoiler Somaliano, Moczyniano, Slimaczano, Wątrobo-marskowiano, Kloaczano, Najebano, Obszczyniano, Wątrobiano, Oregano, Tadżykistano, Kambodżano, Pepsicano, Obciągano, Alkoholikano, Jareczek zasrany, Pakistano, Majerano, Narzygano, Watykano, Zasrano, Pojebano, Browariano, Osikano, Szczanodzbano, Moczowód, Moczopijano, Kotletano Spuchnięty, Białostaczano, Cyganiano, Firankaniano,Zodiakano, Choroszczano, Serbiano, Milicjano, Beztoaletano, Szampaniano, Wigiliano


    #mexicano #kononowicz
    pokaż całość

  •  

    „Joasia zacznij robic zdjecia tych szalików aparatem”
    Spoko loko
    Asia kupiła namiot bezcieniowy zeby nie układać pudełka z brystolu. Przyszedł, podniecenie na maksa.
    Nienawidzę ludzi składających namioty bezcieniowe.
    złożone to jak origami, gruby plastik, ciezko wychodzi. Czterdzieści minut z urazem ciała. Lał otworzony...
    Zapięcie zatrzasków przypomina zapięcie dziecięcego ubranka kiedy dziecko nagle chce uciec. Na szczescie pomogły mi nogi, rece i głowa, dam słowo ze przypominałam wtedy tą laske co popierdala w jakims horrorze po scianie z wykręcona głowa.
    Zdjęcia.
    Aparat nie lubi mnie, ja go nie znam. Tryb auto macro i wszystko auto co sie dało. Z bliskiej odległości sie ustawić nie chciało. Cofałam sie zgodnie z bzyczeniem obiektywu. I nagle na pograniczu drzwi pokoju... jest ostrość!
    Jak zapaliłam w pokoju światła poznałam kolory których nie znałam, potem przyszedł kot i pokazał mi funkcje których tez nie znam.
    Winszuje kazdemu kto robi zdjecia.
    Kocham Was i wasze aparaty, wasza cierpliwosc i wasze piękne zdjecia.

    Aparacie nie kocham Cie bardzo!!!

    #fotografia #dupablada
    pokaż całość

    źródło: x3.wykop.pl

    •  

      @NIEKONWENCJONALNA: Na tym właśnie polega pułapka trybu automatycznego - w 99% przypadków nie zrobisz przy jego pomocy takiego zdjęcia, jakie TY chcesz zrobić, tylko takie, jakie według algorytmów (w tym przypadku Canona) POWINNO powstać w tych warunkach, żeby UZNAĆ je za prawidłowe. Rezygnacja z trybu ręcznego i trybów półautomatycznych (priorytetów czasu naświetlania/przysłony) na rzecz automatyki, to trochę jak wpuszczenie do swojej kuchni Magdy Gessler, aby ugotowała Twoją zupę. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ugotuje, fakt. Ale czy będzie Ci smakowało? Cholera wie. Kiedy korzystasz z trybu M - wyganiasz Gesslerową ze swojej kuchni zupełnie, kiedy korzystasz z Av i Tv - robisz coś w rodzaju "dobra, ty Madzia mi to najwyżej pokrój po swojemu, ale generalnie wara od gara, tu rządzę ja". ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    •  

      @galaktyczny_pingwin: Ja to widzę trochę inaczej. Racja, powinniśmy dążyć do perfekcji obrazu, a raczej nie zapominać o tym, że w torbach i kieszeniach mamy dziś sprzęt, który w jeszcze w czasach choćby tego lądowania na Omaha był czystym science fiction. Warto więc w pełni korzystać z tego, że "przyszłość jest dziś" i wyciskać z tego sprzętu ile się da i starać się robić to w pełni świadomie. Tyle, że każdy gatunek fotografii rządzi się swoimi prawami. To co w jednym gatunku uchodzi za niewybaczalny błąd, w drugim faktycznie może służyć zdjęciu. W reporterce czy streecie nieostrości, poruszenia, zniekształcenia czy jakieś nietypowe światło to elementy, które podkreślają "dzianie się", ulotność i niepowtarzalność sceny. Tam zdjęcie ultrapoprawne będzie może zdjęciem ładnym, ale nudnym. Grunt, to świadomość wpływu na całość konkretnych zabiegów i wyczucie w ich stosowaniu - nawet najlepszą zupę można przesolić, a najlepszy kadr można zepsuć cudowaniem na kiju. Jeśli jednak spróbujemy przenieść nawyki "uliczno-reporterskie" do studia - tam, gdzie robi się portret, akt, modę czy fotografię produktową, to nagle okaże się, że "nie pykło". Studio zapewnia warunki niemal laboratoryjne, ciężko więc wytłumaczyć, że "inaczej się nie dało". Zapewne się dało, tylko zabrakło wiedzy czy doświadczenia, ale... wiedzę można zdobyć, a doświadczenie przyjdzie z czasem. W przypadku fotografii produktowej najlepsza możliwa jakość to warunek kluczowy. To zdjęcie będzie oglądał klient, który nie może wziąć do ręki towaru, powinien więc dostać tyle informacji o tym towarze, ile tylko da się przekazać obrazem. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

    •  

      @36873: Zastanawiam się, jak wygląda w praktyce ta druga pasja. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Po prostu panna wychodzi rano z domu i.. chodzi dookoła osiedla czy gdzieś po mieście, a kiedy zabolą ją nogi, wraca do domu i cieszy się, że to był wspaniały dzień, w całości poświęcony zainteresowaniom? Ciekawe, czy ludzie interesujący się chodzeniem bez celu mają jakieś forum tematyczne? Pewnie mają. I pewnie ktoś tam ostatnio wyłapał bana, bo ktoś inny zauważył, że zbanowany jechał autobusem/samochodem, więc przynosi wstyd wszystkim na forum, bo przecież jechał, a nie szedł. Wywiązała się więc sroga awantura, w której ktoś napisał "Kolego, ty (specjalnie z małej litery) naprawdę potrzebujesz powrotu do podstawówki. Ja nie zamierzam ci (specjalnie z małej litery) tłumaczyć zagadnień takich jak ruch jednostajny prostoliniowy, więc zastanów się nad swoim życiem. Ponadto "szedł" a "jechał" to różnica zasadnicza. Tak, umieścimy to w zbiorze "poruszał się", ale..." [i tu mini-doktorat na ten temat] ( ͡° ͜ʖ ͡°) W innym dziale na sto procent od kilku lat toczy się gównoburza na ponad 200 podstron o to, czy lepszy jest chodnik z kostki brukowej, czy z płyt chodnikowych. Jest też pewnie instrukcja przechodzenia przez ulicę, bo jak wiadomo, głównym błędem początkujących jest wejście na przejście przy czerwonym świetle i śmierć na miejscu w wyniku pieprznięcia przez samochód. Cholera... aż bym sobie poczytał. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (11)

  •  

    Lubię twórczość "Z dupy", ale w materiale o Kononowiczu to się gość trochę przejechał. Gada jak typowy normik, który pierwszy raz widzi Konona i lituje się nad nim, jaki to on biedny. Kto dłużej śledzi życie Konona ten wie, że to cwany lis i cyniczny k**as w jednym, który doskonale gra nieporadnego ułoma i dzięki temu może osiągnąć wszystkie swoje cele (to jest wyżebrać kasę/paczkę/dane osobowe potrzebne do złożenia donosu).
    #kononowicz #zdupy #youtube #patostreamy #suchodolski
    pokaż całość

    •  

      @ProfesorBombas: Gość oświadczył, że ma zamiar do Kononowicza pojechać. Jeśli ma taki zamiar, to ja mu życzę powodzenia w jego realizacji. Obawiam się tylko, że długo nie będzie mógł otrząsnąć się z szoku, kiedy nagle ten biedny, schorowany, starszy człowiek zażąda od niego dowodu osobistego i rejestracyjnego do spisania danych, a potem wyciągnie rękę po opłatę za filmowanie i robienie zdjęć w Belwederze. A to będzie dopiero początek, bo na pewno szybko dowie się, że "o... tu ugułem kemery są...o! Tu nagrywa się... całe te, kto co... idzie, kto chodzi... kto...jes spaniała teknika, ugułem, prosze o, ja zjadłem dopiero... Ksiek też ugułem kababa...". Na pewno jego uwadze nie umknie też zaparkowana Asterka boża. Wewnątrz domku drewnianego na pewno zastanie też sporo niszczejących paczek z jedzeniem i opakowań po olkoholu niebożym, morderczym. Ciekawe, czy po tym wszystkim nadal będzie trzymał się swojej opinii? Nie ukrywam, że chciałbym to zobaczyć. pokaż całość

    • więcej komentarzy (14)

  •  

    Nocna zmiana w nastawni.

    Był październik roku 1999. Rozpoczynała się nocna zmiana w nastawni kolejowej KD1, która jest częścią bocznicy kolejowej należącej do Kopalni Węgla Kamiennego “Dębieńsko”. O godzinie 22 na stanowisku zameldowała się 25 letnia dróżniczka Małgorzata Żarnowska. Mieszkała w Czerwionce-Leszczynach razem ze swoim mężem i kilkunastomiesięcznym dzieckiem. O Małgorzacie można było powiedzieć wiele dobrego, była ambitna, solidna, można było na niej polegać, a łączenie obowiązków zawodowych z macierzyństwem nie stanowiło dla niej problemu. Była także przezorna - nigdy nie wpuszczała do swojego miejsca pracy nieznajomych. Nie wiadomo, co stało się tamtej nocy z 26 na 27 października. Cokolwiek to było, rezultat był i nadal jest tragiczny.

    Pierwsze godziny pracy upłynęły Małgorzacie rutynowo, zamykała rogatki, sprawowała pieczę nad sygnalizacją i ruchem pociągów, wszystko skrupulatnie zapisując w dzienniku pracy. O 2:20 obok nastawni przejeżdża skład pociągu kopalni “Dębieńsko”. Załoga zna Małgorzatę, więc widząc zamknięte rogatki omija bocznicę pozdrawiając dziewczynę. Dziewięć minut później w dzienniku Małgorzata zostawia ostatnią w swoim życiu notatkę odnotowując tamten przejazd.

    Ta sama załoga wraca o godzinie 3:40. Tym razem nikt nie zamyka rogatek. Maszynistę zaskakuje ta niecodzienna sytuacja, postanawia zatrzymać skład i razem z resztą pracowników sprawdzić co się dzieję. W budynku nastawni nie było żywej duszy. Małgorzata nigdy nie opuściłaby miejsca pracy, bez żadnej informacji. Dlatego maszynista skontaktował się drogą radiową z nastawnią CWD1, lecz tam także nikt nie otrzymał żadnej wiadomości od kobiety. Pracownicy nastawni zadzwonili do męża Małgorzaty, który pracował na stanowisku sztygara w tej samej kopalni. Mężczyzna był pewien, że żona jest w pracy i nic nie wiedział o jej wyjściu. Kolejarze na własną rękę postanowili odnaleźć kobietę.

    Dwie godziny później dotarli do murowanego pojemnika na węgiel 70 metrów od nastawni KD1. To co tam zobaczyli, zostało w ich pamięci na zawsze. Na ziemi i miale węglowym leżały zwłoki Małgorzaty Żarnowskiej. Natychmiast zawiadomiono policję. Na miejscu pojawiła się ekipa policjantów kryminalnych z Rybnika, razem z prokuratorem. Rozpoczęły się oględziny miejsca zbrodni. Nie mogła zrobić tego sama. Wszyscy byli pewni jednego - padła ofiarą mordercy.

    Ciało Małgorzaty było obnażone. Kobietę przykrywał czarny sweter, wokół jej ust i nosa były ślady krwi. Wokół ciała znaleziono jej nóż i spinki do włosów. Sprowadzony na miejsce wyszkolony pies podjął trop, który prowadził wzdłuż torów. Policjanci odnaleźli tam portfel należący do Małgorzaty. Dalej trop się urwał. Ważnym śladem był odcisk ucha odnaleziony na jednej z szyb nastawni KD1 Zabezpieczono także reklamówkę z puszkami i butelkami odnalezioną niedaleko ciała, jednak nie udało się ustalić czy miała jakikolwiek związek z morderstwem.

    Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu kobiety były rozległe obrażenia wewnętrzne, wynikające z silnego ucisku klatki piersiowej i brzucha. Morderca działał ze szczególnym okrucieństwem, bił kobietę tępym narzędziem, dusił a chwile przej jej zgonem zgwałcił.

    W toku śledztwa przesłuchano ponad setkę osób z otoczenia Małgorzaty, pobierano materiał genetyczny, ubrania i ręczniki w poszukiwaniu krwi czy jakiegokolwiek śladu, który mógł okazać się przełomem w śledztwie. Powstały dwie wersje zdarzenia: był to napad rabunkowy, lub na tle seksualnym. W trakcie prowadzenia czynności policjanci wywnioskowali, że druga wersja jest bardziej prawdopodobna.

    30 grudnia 2000.r śledztwo umorzono, a bliscy nie skorzystali z możliwości zaskarżenia tego postanowienia sądu.

    Przełom miał nastąpić dwa lata później, kiedy rybnicka policja dostała informację jakoby jeden z osadzonych w Nowym Sączu przestępców przechwalał się współwięźniom, że to on dokonał morderstwa dróżniczki spod Rybnika. Te informację pozwoliły na ponowne wszczęcie śledztawa.

    Odnalezienie mężczyzny nie stanowiło żadnego problemu, ponieważ nadal znajdował się on w ośrodku zamkniętym. Podczas przesłuchania wyparł się jednak wszystkiego, a testy materiału genetycznego i porównanie odcisku ucha potwierdziło brak związku więźnia ze sprawą.

    Sprawę umorzono po raz kolejny ze względu na brak śladów, rodzina znowu nie starała się o wznowienie śledztwa. Śląska policja nadal bada okoliczności morderstwa dwudziestopięciolatki. Nie wyklucza się, że była to osoba ze środowiska Małgorzaty, która znała rozkład pociągów i wiedziała, że tego dnia kobieta będzie w nastawni sama. Możliwe, że to Małgorzata wpuściła ją do środka. Przedawnienie sprawy nastąpi w 2029 roku.

    Pozwólcie mi na pewne rozważania.
    Możliwe, że ślad ucha nie należał do mordercy, lecz do jedynego świadka. Co jeśli Małgorzata widząc, że do nastawni wchodzi obcy mężczyzna, jako sygnał alarmowy zamknęła rogatki. Ktoś z pracowników kopalni zatrzymał się na przejeździe. Wiedząc, że pociągi nie będą kursować przez kilka godzin wyszedł z samochodu i usłyszał odgłosy szamotaniny. Podszedł do nastawni, przycisnął ucho do szyby i wystraszył się tego co usłyszał lub zobaczył. To mało prawdopodobna wersja, ponieważ ta osoba nie miałaby powodu do ukrywania swoich zeznań. Chyba, że znała mordercę.

    #kryminalne #rybnik #morderstwo #sprawykriminalne

    Dla osób które wolą posłuchać:
    http://soundcloud.com/user-874874855/drozniczka-z-debienska

    Źródła:
    http://www.nowiny.pl/duzy-kaliber/121925-zabojca-zostawil-odcisk-ucha.html
    http://polskatimes.pl/z-archiwum-x-zabojstwo-25letniej-malgorzaty-na-terenie-kopalni-debiensko/ar/470797
    http://bezprzedawnienia.blogspot.com/2018/10/nocna-zmiana.html
    pokaż całość

    źródło: dróżniczka.jpg

    •  

      @derko123: Zastanawia mnie ta reklamówka z puszkami i butelkami. Jeśli były to butelki po wodzie czy puszki po napojach, to faktycznie, można by to pominąć, oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nie ma na tym śladów należących do ofiary. Jeśli jednak były to opakowania po alkoholu, to operator nastawni raczej takich śmieci nie "wygenerował". Wątpliwe, żeby człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym umilał sobie czas strzelaniem browarków. Skoro więc reklamówka nie była własnością ofiary, to czyją? Może zawierała fanty jakiegoś menela-zbieracza złomu? Niezrównoważonego psychicznie menela-zbieracza złomu? I tu przychodzą mi do głowy dwie opcje z tym niezrównoważeniem w tle. Pierwsza to próba wymuszenia pieniędzy, która zamieniła się w morderstwo i gwałt, bo szajba odbiła w wyniku odmowy. Dziewczyna wyszła z nastawni zapalić/złapać trochę świeżego powietrza, wtedy przypałętał się menel. Wiedział, że dziewczyna jest tu o tej porze sama. Próbował wysępić fajki/pieniądze, a kiedy odmówiła, uderzył ją (czymś - np. jakimś żelastwem, którym grzebał w śmieciach), ona straciła przytomność, a że korba odbiła na dobre, to dokończył "dzieło". Opcja druga to tło czysto seksualne, a rabunek dokonany przy okazji. Menel mógł być kimś w rodzaju Pękalskiego. Wiedział, że w nastawni pracuje młoda dziewczyna, "zakochał się" w niej, postanowił więc ją zabić (albo "tylko" pozbawić przytomności) i zgwałcić. Być może obserwował przez jakiś czas nastawnię i dzięki temu dowiedział się, że bywają noce, podczas których jego przyszła ofiara jest tam sama. Odcisk ucha powstał albo na etapie przygotowań (przyszedł, podsłuchał, ale coś go spłoszyło), albo tuż przez zbrodnią (podsłuchiwał, aby upewnić się, czy faktycznie jest sama). Dalej jak w opcji pierwszej - ona wyszła przed budynek, on zaatakował i wyparował. Dlaczego targał ze sobą reklamówkę z fajansem, planując zbrodnię? Piorun go wie, ale skoro mówimy o niezrównoważonym menelu, to tytana umysłu na myśli raczej nie mamy. I tu pojawia się sprawa noża. Wyjaśniono, do kogo należał? Może był to nóż ofiary, który miała tam dla (złudnego) poczucia bezpieczeństwa i zwyczajnie nie zdążyła/nie potrafiła/nie chciała go użyć? Idąc tym tropem równie dobrze to hałas wywołany przez ten fajans z reklamówki mógł wywabić ofiarę z nastawni. Wzięła ze sobą nóż, gość go zobaczył (groziła mu nim?), włączył mu się psychoagresor no i efekt jak w dwóch poprzednich opcjach.

      @PrinsFrans Jeżdżę czasem trochę po Polsce i sam miewałem takie przemyślenia. Pamiętam, kiedyś wracałem w środku nocy ze zlecenia, bodajże gdzieś na wschodzie kraju. Wjechałem w zadupie totalne i ostateczne, z jednej strony las, z drugiej strony pola, a w pewnym momencie same pola. Mijałem co prawda tabliczki z nazwami miejscowości, ale nigdzie w pobliżu tych miejscowości nie widziałem. Jedyny oświetlony i ruchomy obiekt to moja "krwawa piuntka" (wtedy czerwony Civic V ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), a jedyny żywy obiekt to ja wewnątrz "krwawej piuntki". Dość długo jechałem, kiedy zauważyłem jakąś grupkę świateł na horyzoncie. Przejazd. Strzeżony, z zaporami i kanciapą dróżnika. Po środku cholernego niczego. Jakiś kilometr od przejazdu dopiero mała wieś. Pomiędzy przejazdem a wsią - znowu cholerne, czarne jak smoła limbo. I tak sobie pomyślałem, że gość przecież jest tu tak bardzo "na widelcu", jak nikt nigdy nigdzie nawet nie. Nawet gdyby próbował wezwać pomocy, to dziesięć razy go tu zatłuką, zanim ktokolwiek przyjedzie. No bo kto? W "pobliskiej" wsi nie usłyszą. Ktoś, kto odbierze radiotelefon też pewnie jest w cholerę daleko. Może pilnuje jakaś firma ochroniarska i facet ma tam coś w rodzaju napadówki? Może i ma, tylko jak wyżej - zanim dojedzie patrol, to naprawdę sporo czasu może minąć.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (36)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    #logikarozowychpaskow #logikaniebieskichpaskow #zwiazki #zalesie

    tl dr: Mirki, pomóżcie, chyba zakochałem się w wariatce. Spotykamy się od pół roku i teraz czas podjąć decyzję czy wchodzimy w związek czy kończyny znajomość.
    Pół roku temu poznałem dziewczynę na tinderze, taka z wyglądu 9/10 do tego bardzo inteligenta, samodzielna i niesamowita w łóżku. Problem jest taki, że dziewczyna jest lekko, nie wiem, jak to powiedzieć szalona? Generalnie jej szaleństwo ujawnia się tylko na poziomie zwykłego życia bo co do podejmowanych decyzji i wyborów życiowych to nie widziałem bardziej racjonalnego człowieka, co również samo w sobie jest dziwne. Postaram się jej szaleństwo zobrazować przykladami: umawiamy się na kolację u niej w domu, przychodze do niej i widzę, że jest jakoś dziwnie ubrana a ona do mnie z francuskim akcentem że dzisiaj wciela się w postać Daphne, wyzwolonej francuski z przełomu wieków, która romansuje z największymi intelektualistami tamtej epoki. robi to z taką wczutą, że człowiek nie wie czy to żart czy nie. Na początku wydawało mi się to urocze, to jej przybieranie ról ale ona też potrafi godzinami udawać kota lub inne zwierzę. Przykład drugi: Pomimo tego, że ma bardzo dobrą pracę w weekendy dorabia sobie pilnując dzieci bo jak sama mówi, uwielbia się z nimi bawić. I to naprawdę bawić w stylu siedmiolatków.. skakanie, szaleństwo w kulkach, trampoliny, wycinanie malowanie farbkami, cieszy się czasem chyba bardziej od tych dzieci. Ona w tym czasie naprawdę zachowuje się jak dziecko, łącznie z myśleniem typowym dla siedmiolatkow. Kolejny przykład, zmyślone historię: Gdy pytam się jak jej dzień minął.zawsze ma dwie wersje, zmyślona i prawdziwa i pyta się która chce uskyszec. Te zmyślone historie to np. misje archeologiczne, ratowanie świata itp. na początku to również było urocze ale teraz sam.nie wiem, co o tym myśleć. Przykład czwarty: taniec. Raz na jakiś czas odprawia jakiś dziwny taniec, który sama nazywa tancem odrodzenia. Podlapala to z jakiegoś teatru, gdzie człowiek tańcem nawiazuje kontakt z rzeczywistością przedjezykowa, jak sama to nazywa. Przyklad piąty: wyklady. Godzinami potrafi przedstawiać jakieś stanowisko filozoficzne lub manifest artystyczny. Robi to również kiedy jest sama, czyli tak, gada sama do siebie. Takich przykładów można mnożyć, dodatkowo ma dziwne zwyczaje, potrafi przejść od zachowania typowego introwertyka w fazę tak grubego ekstrawertyzmu, że to aż się w głowie nie mieści. Poza tym dziewczyna jest bardzo mądra, gdy trzeba porozmawiać lub podjąć decyzję to robi to tylko w oparciu o fakty, dobrze gospodaruje finansami, nie czepia się, bardzo mało rzeczy jej przeszkadza. Wspiera mnie, motywuje mnie i opiekuje się mną. Gdy byłem chory przyszła z lekami, jedzeniem ale nie przyszła do mnie jako ona ale jako pielęgniarka wojenna, która przyszła opatrywać rany rannego żołnierza. Te jej zmyślone historię nawet dziur nie mają, bo powołuje się na faktu historyczne, operuje datami i różnymi znanymi wydarzeniami. Od samego początku znajomości mówiła wprist że nie jest normalna i że lubi wykorzystywać wolność do życia poza światem i albo to akceptuję albo nie. W luźnym związku, jaki do tej pory mielismy w ogóle mi to nie przeszkadzało ale odkąd poprosila mnie o deklaracje odnośnie związku myślę tylko o tym, że będzie tylko gorzej. Z jednej strony wiem, że to jej szaleństwo to tylko taka poza ale z drugiej strony jeśli nie? Mirki, znacie takie osoby? Czy weszlibyscie w taki związek? Ja sam jestem raczej wycofanym nerdem i czasem mysle że jedyne co mam jej do zaoferowania to tylko duża pała, bo co innego mogłoby ja we mnie pociągać. Nie jestem szalony, nie lubię przygód, prowadzę normalne życie. Czy taki związek ma przyszłość? Tu nie chodzi tylko o to, czy ja z nią wytrzymam ale też czy ona nie znudzi się mną po kilku latach.. jestem w kropce. Ryzykowalibyscie wejście w taki zwiazek?

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: kwasnydeszcz
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla młodzieży
    pokaż całość

    •  

      @AnonimoweMirkoWyznania: Znam taką dziewczynę i... to chyba jedna z najciekawszych osób, jakie poznałem w dotychczasowym życiu. Aktorka teatralna. Chodząca kopalnia pomysłów i scenariuszy na stworzenie czegoś kreatywnego, a do tego człowiek, który nie odkłada tych wszystkich rzeczy na jakieś nieokreślone "kiedyś tam". Jest pomysł? Realizujemy, póki gorące. Cholernie fajnie się z nią rozmawia, bo widać, że postrzega rzeczywistość w tysiącach odcieni, zwraca uwagę na małe, ale znaczące szczegóły, przy czym nie jest to gadanie dla samego gadania, tylko naprawdę mądre wnioski. Wiedzę na temat "świata" - literatury, sztuki czy historii - ma naprawdę bogatą. Kiedy coś opowiada, zawsze wychodzi jej z tego pasta, tyle że na żywo - wciela się w bohaterów, idealnie naśladuje ich sposoby mówienia, gesty, mimikę ( ͡° ͜ʖ ͡°). "Wariatka"? "głupia"? Nie. Po prostu człowiek, który robi całym sobą to co kocha, czerpie z tego radochę i chyba nie grozi jej "zgrażynienie", które obserwuję wśród niektórych koleżanek po trzydziestce. Wiecie, H U M O R w postaci komiksowych obrazków o trudach małżeństwa, gdzie wszystko sprowadza się do "chodzi o kutasa?", rymowanki typu "mądrości BABUNI" i codzienne życzenia w postaci animowanych gifów z kotkami, pieskami i S M A C Z N Ą K A W U S I Ą. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (182)

  •  

    Redaktor frondy oburzony na "zwyrodniałych, pozbawionych empatii" ludzi którzy dalej chcą iść się bawić w escape roomie.

    #bekazkatoli

    źródło: frondaescape.jpg

    •  

      @lakukaracza_: Zawsze w takich przypadkach zastanawiam się, czy autor słów typu "ale oni przecież powinni zrobić tak i tak" ma chociaż blade pojęcie odnośnie realiów tego, o czym mówi. Najlepiej porównać to do wypadków w lotnictwie. Jest sobie linia, dochodzi do katastrofy, giną ludzie. Wstępne ustalenia wykazują, że wypadek zdarzył się przez rażące zaniedbania w kwestiach bezpieczeństwa. I... co? W tym momencie wszystkie linie, u których bezpieczeństwo stoi na najwyższym poziomie (i zostało to potwierdzone) mają uziemiać swoje maszyny, a pasażerowie zmieniać swoje plany (stworzone często duuużo czasu przed tragedią), żeby okazać solidarność i nie wyjść na zimnych sukinsynów bez empatii? Świat tak nie działa i... chyba nigdy tak nie działał. Ile to jest "kilka dni"? Jest jakaś minimalna i maksymalna liczba dni, w której należy się zmieści z solidaryzowaniem się, aby nie usłyszeć zarzutów o brak empatii? Zamknięcie interesu "dla zasady" na te kilka dni to utrata nie tylko tych klientów, którzy odbiją się od drzwi, ale także przyszłych, bo jak wiadomo zadowolony klient powie pięciu innym, ale niezadowolony piętnastu innym. pokaż całość

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Wezcie już skończcie z tym waszym projektem #klaudiusz do uja pana. Typek sie chwalił, że miał 600 par, z czego na dobrą sprawę, były dwie laski które sie chciały spotkać. Jedna w wigilie, co same w sobie jest dość żałosne XD A druga, to ta słynna od rodzynów, która moim zdaniem ewidentnie była dość tępa, i myslała, że to takie poczucie humoru. Bo nie napisala OKEJ, WYLIŻE CI ODBYT. Tylko rakowe smiejace sie emotki, faktycznie ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja rozumiem, jakby walił co 20 minut screeny, gdzie traktuje kobiety jak szmaty, i pisze, że chce je zaliczyć, a one i tak chcą sie spotkać. To by było mocne. Ale nie było.

    Kolejna sprawa, to wystawianie lasek XD Przecież to żałosne, jasne, jakby miały w domu facetów, to jechać z nimi. A tak, to poprostu chcą sie z kimś spotkać, poznać albo nawet przelecieć (od tego te gowno jest), to też nie wasza sprawa. A banda zakolaków z językiem na wierzchu pisze, żeby wystawiać je tam gdzie leci webcam XDD I co wy chcecie tam oglądać? Czekającą osobę?

    Każdy wie, że tinderowe księżniczki to najgorszy typ dziewczyny do związku, pełno tam desperatek i szlaufów, tymczasem dla przegrywów to jest jakas wyrocznia jakie to p0lki są. Tutaj dochodzimy do fenomenu #p0lka. Przecież dziewczyny z innych krajów też by na was nie spojrzały XD

    Zawsze było mi szkoda chłopaków od #przegryw, bo sądziłem, że potrzebują tylko kogos kto ich zaakceptuje i przytuli. Ale to jakieś pojeby.

    #afera #tinder #rozowepaski
    pokaż całość

    •  

      @erni13: Mnie traktowanie Tindera jako jakiejś wyroczni mocno śmieszy. Pamiętam czasy, kiedy popularna była Fotka. Każdy wiedział, że o wartościowe osoby tam naprawdę ciężko, bo ten portal okupują głównie spalone na skwarek dziunie w białych kozaczkach i żelusie typu "Casanova barów mlecznych". ( ͡° ͜ʖ ͡°) One świeciły półdupkami i strzelały zdjęcia z dzióbkiem, oni napinali suche klaty w rozpiętych koszulach z płomieniami. Przeróżnych desperatek i zawodniczek z trojgiem dzieci o różnych nazwiskach też tam nie brakowało. Ludzie o tym doskonale wiedzieli i toczyli z tego bekę. Nikt nie wrzeszczał ze łzami w oczach, że Polki to szmaty, a panna z widocznymi poparzeniami od UV nieudolnie zamaskowanymi toną tapety woli co tydzień bzykać się z innym ale równie przysmażonym fanem żelu i złotego krowiaka na szyi. Dlaczego? Bo to nie tak, że Polki/Angielki/Niemki/Szwedki to szmaty. Kurewstwo nie ma narodowości. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Brak szacunku do siebie to stan umysłu. Taki sam, jak bycie złodziejem, oszustem, nierobem. Jeśli ktoś liczy na to, że taki "eksperyment" coś zmieni, to jest dziecinnie naiwny. To tak, jakby wierzyć, że ujawnienie dwóch trzy trzech przypadków kradzieży spowoduje, że inni złodzieje przestaną kraść i przemyślą swoje postępowanie. ( ͡° ͜ʖ ͡°) W ogóle nazywanie tego "eksperymentem społecznym" to XD do potęgi XD. Dobra, właśnie sobie wymyśliłem, że wszystkie samochody w moim mieście są czerwone. Cholerne czerwone samochody! Zaraz to udowodnię! Wyszedłem na zewnątrz. Obok mojego ktoś zaparkował czerwoną Alfę. Bingo! Idę dalej. Ooo, jedzie czerwona Honda! Tak! No ale przecież to za mało, ale zaraz... o! Jest! Wiśniowy Polonez! Że nie czerwony? Ale kolor wiśniowy to prawie jak czerwony! Potwierdza się. A ta biała meganka? No... ale na biały składają się wszystkie kolory, więc biała meganka to także czerwona meganka! Ha! Potwierdzone! Wszystkie samochody w moim mieście są czerwone. Nauka biczys... ( ͡° ͜ʖ ͡°) A że nie wyszedłem poza obręb mojego osiedla? A po co? Przecież to wiadomo, że tam też wszystkie są czerwone. Nie to, co w innych miastach, w których nigdy nie byłem. Tam na pewno są różne! pokaż całość

    • więcej komentarzy (31)

  •  

    #fotografia #fotografiaanalogowa Znalazłem u siebie w mieście fajny stary obiektyw tylko w opisie jest, że ma minimalnie zaolejoną przysłonę. Czy to poważne? Jakie skutki zaolejonej przysłony?

    •  

      Generalnie skutkiem zaolejonej przysłony może być... problem z pracą przysłony. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Problem ten będzie objawiał się najczęściej albo poprzez bardzo "leniwe", powolne domykanie się przysłony do zadanej wartości, albo wręcz przez brak domknięcia. "Zdrowy" obiektyw na wciśnięcie bolca popychacza reaguje natychmiast. Dobrze byłoby po prostu wziąć to szkło do ręki i pobawić się przez chwilę przysłoną, ustawić kilka wartości i sprawdzić, jak do nich się domyka. Jeśli dzieje się to natychmiast, wszystko jest ok. Olej w niektórych radzieckich obiektywach był wadą fabryczną, która nie miała wpływu na pracę przysłony. Sam miałem kiedyś zaolejonego Heliosa, który działał zupełnie sprawnie. pokaż całość

      +: Dolan
    •  

      @Siley: Pstrykałem jakiś czas temu zawody taneczne. I teraz już wszystko rozumiem... akredytację dali, zdjęcia z bekstejdżu też robić dali, nawet szklankę mineralki dali, ale złotego medalu mi nie dali. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jak to ogarnąć? Czy aby dostać swój złoty medal powinienem zatrudnić P O T Ę Ż N Ą kancelarię?

    • więcej komentarzy (2)

    •  

      @Kangaro: Ło w kurwĘ, stoisko ze... wszystkim! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      @hadrian3: Na moim osiedlu identycznie. Biedronę mam jakieś 30 metrów od klatki, ale i tak od dłuższego czasu po jakieś mniejsze zakupy chodzę do sklepów w głębi dzielnicy. Ostatnio potrzebowałem zapałek. Cholernych zapałek, tylko tyle. Alejka z obu stron zastawiona była paletami w ten sposób, że zwyczajnie uniemożliwiały one dostęp do jakiegokolwiek towaru. Tu nawet człowiek o umiejętnościach grotołaza i alpinisty może sobie te umiejętności o kant dupy potłuc, bo to była po prostu szczelna ściana z palet wzdłuż całego regału. Na końcu tego burdelu dwie kolejne, zamykające "wylot". Ruszenie tego wszystkiego i poprzestawianie w jakiś logiczny sposób wymagałoby konsultacji z mistrzem galaktyki w Tetrisa. Zastanawiam się też, co za kretyn wymyślił pojemniki z bułkami na wysokości podłogi? Dobra, ja, młody i zdrowy chłop bez problemu się schylę, przykucnę i jakoś tam te buły wyciągnę (chociaż i tak tam pieczywa nie kupuję - jakość dramatyczna). Tyle, że nie każdy jest młodym, zdrowym chłopem. Człowiek starszy, niepełnosprawny czy nawet z jakimś chwilowym urazem ograniczającym sprawność zwyczajnie i po ludzku NIE JEST W STANIE wyciągnąć stamtąd nawet pół bułki. Szczególnie, kiedy jest ich mało i leżą w głębi pojemnika. Jakiś czas temu widziałem faceta, który przed tym chujostwem... klęczał. Poważnie, klęczał na podłodze i prawie na czworaka wkładał tam rękę, żeby dosięgnąć. ( ಠ_ಠ) pokaż całość

    • więcej komentarzy (24)

  •  

    A tera drogie dzieci zagadka, dlaczego Jarosław Mexicano Andrzejewski nie kupi sobie na wieczór zapasowego czteropaka żubra żeby nie musieć dymać w mrozie o 5 rano do zodiaka?

    #kononowicz #mexicano #alkoholizm

    Dlaczego Jarek nie kupi sobie kilka piwek na zapas, żeby nie lecieć rano

    • 22 głosy (13.75%)
      Bo mu to nie przyszło do głowy
    • 46 głosów (28.75%)
      Nie ma za co i będzie miał rano jak zabierze matce
    • 92 głosy (57.50%)
      Bo się boi, że to zapasowe piwo wypije
    •  

      @Ksemidesdelos: Odpowiedź trzecia i mówię to zupełnie poważnie. Jednym z takich znaków rozpoznawczych zaawansowanego alkoholizmu, a dokładniej utraty kontroli nad piciem jest brak umiejętności tworzenia jakiegokolwiek zapasu alkoholu w domu. Dla przykładu - człowiek pijący alkohol, ale od niego nieuzależniony jest w stanie stworzyć sobie w domu barek, do którego od czasu do czasu kupuje butelkę jakiegoś wina czy wódki, żeby tam sobie to stało i ładnie wyglądało, a jak będzie okazja to się otworzy i wypije. Taki człowiek jest też w stanie kupić sobie w środku tygodnia kilka piw i schować je do lodówki z myślą o weekendzie. Alkoholik wypije wszystko, co ma akurat pod ręką, a jeśli coś mu zostanie to tylko dlatego, że w trakcie chlania odcięło mu sygnał wizji i fonii. Zakup butelki jest dla niego równoznaczny z opróżnieniem jej w krótkim czasie od nabycia. Jest tak dlatego (co nie jest żadnym odkryciem ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), bo alkoholik nie pije, żeby się napić, a po to, żeby się upić. pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Oj źle to Mexicano rozegrał :) Wczoraj zgoda itp. wszystko fajnie, dziś już, że nie będzie za darmo siedział na lajtach :D zamiast cierpliwie odczekać kilka tygodni jak się sprawy potoczą i po prostu wbijać od czasu do czasu na Szkolną zrobić materiał, wbić na lajta, wypić piwko i przypomnieć o sobie ludziom to ten od razu łapczywy na kasę, bo ma swoją markę xD Konon jak to zobaczy to na bank będzie koniec zgody.
    #kononowicz
    pokaż całość

    •  

      @yraras: A ja się nie dziwię się. Obecnie wszyscy bohaterowie US17 rozumieją już, że Szkolna+internety=kasiora. A jak wiadomo, tam gdzie jakiś szmal (szczególnie do podziału), tam sentymentów nie ma. W tym momencie, podobnie jak kolega @dizel81 nie widzę miejsca dla Jarka Meksykanina. Redaktorem nie będzie, bo obecnie posada redaktora to posada intratna. Nawet gdyby obecna redakcja została spierdolona ze stanowiska, to podejrzewam, że tam już jest kolejka ludzi, którzy (oczywiście nie pro bono) będą chętni do współpracy. Bosostopiano nawet gdyby chciał, to nie zdąży. "Aktorem" też nie będzie, bo... w sumie ma niewiele do zaoferowania. W trakcie wygnania jego głównym "paliwem" był sam konflikt z "panem K.". Brak konfliktu - brak jakiejś charakterystycznej dla niego treści. Nie wiem też, czy zwróciliście na to uwagę, ale moim zdaniem przez ten rok znacznie zwiększyła się nie tylko pewność siebie Konona, ale także jego niestabilność emocjonalna. Dziś naprawdę niewiele potrzeba, aby Prezydent wybuchł i rzucił jakimś oskarżeniem albo przypomniał sobie dawno zapomnianą sprawę. Meksyk jako "nawróceniec" może być w strefie zero takiej bembeńskiej eksplozji, bo niby zgoda, niby sztama, ale... "ty mówił że ja z matką seksu używał? Że ja gwałciciel?! Że ja wszystko?!" I cyk, Menelicano za bramką. I kolejne nagranie typu: "Widzicie kochani, ja próbowałem, próbowałem z panem Ka się dogadać, ja podałem dla niego rękę, ale sami widzicie jaki jest pan Ka, sami widzicie...". pokaż całość

    • więcej komentarzy (5)

  •  

    Typowe wyobrażenia o "Wyborczej" kogoś, kto nigdy nie czyta "Wyborczej" jest takie, że sączy się tam niezbilansowaną propagandę proimigrancką i czytelnicy są niedoinformowani/mają wyprane mózgi. Myśli tak na oko z 80% Wykopu.

    W rzeczywistości Wyborcza - choć posiada wyraźną linię redakcyjną - często zaprasza osoby, z którymi się nie zgadza, by się swobodnie (w wywiadzie) wypowiedziały. Ostatnio np. zaprosili prof. Nowaka. We wrześniu 2015 (sic!) Wyborcza wydrukowała z kolei duży wywiad z Euroislamem. Czytamy tam m. in.:

    Grzegorz, w jednym z wywiadów powiedziałeś, że "żeby zrozumieć naturę terroryzmu islamskiego, wystarczy poczytać Koran". Mocne słowa.

    G.L.: Absolutnie tak. Żeby zrozumieć proces myślenia islamskich terrorystów, wystarczy przeczytać Koran, co nie znaczy, że każdy czytający tę księgę zostaje terrorystą.

    W Koranie jest inspiracja do terroryzmu?

    G.L.: Tak, w wielu wersetach.

    Na przykład?

    G.L.: Spośród ponad stu wersetów w Koranie, wzywających do walki, weźmy dla przykładu z sury, z jakiegoś powodu nazwanej "Łupy", wers 67: "Nie jest odpowiednie dla Proroka, aby brał jeńców, dopóki on nie dokona całkowitego podboju ziemi".

    I jeszcze:

    Na waszej stronie pada takie stwierdzenie, że Państwo Islamskie, terroryzm, dżihadyzm to tak naprawdę ten "prawdziwy islam". Że liberałowie i demokraci muzułmańscy to już nie są "prawdziwi muzułmanie". To samo o liberalnych muzułmanach mówią terroryści i fundamentaliści islamscy.

    P.Ś. : Bardzo bym chciał, żeby dominującym nurtem w islamie byli muzułmańscy liberałowie akceptujący równość płci, religii i szanujący wartości demokratyczne, ale niestety tak nie jest.

    Czytelnik GW poznał więc stanowisko drugiej strony sporu w kluczowym (szczyt potoków imigracyjnych) momencie.

    Pytanie: czy któraś "prawacka" gazeta/tygodnik zaprasza drugą stronę, by wypowiadała się w ten sposób? Był tam kiedyś jakiś poważny przeciwnik ideologiczny/polityczny inaczej niż w formie kontrolowanej (cytaty)? Nie? I kto tu jest niedoinformowany/manipulowany?

    #islam #imigranci #uchodzcy #media #4konserwy #neuropa #wyborcza #gw
    pokaż całość

    źródło: media.wplm.pl

    •  

      @gora-adam90: Warto dodać, że dzięki dziennikarzom Wyborczej wypłynęło sporo przeróżnych afer i nieprawidłowości w kwestiach, które może w różnym stopniu, ale dotyczą nas wszystkich. Nie mówię tu o aferach politycznych, bo tam i tak każdy będzie miał swoją rację - jeden powie, że "afera", drugi że "manipulacja", a prawda i tak będzie gdzieś po środku, na zasadzie "może nie do końca tak, jak mówi opcja A i nie do końca tak jak mówi opcja B, ale coś tam na rzeczy było." Bardziej chodzi mi choćby o aferę "łowców skór" czy reportaże zebrane w książce "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej (dziennikarka śledcza Wyborczej). Dobrą robotą była także akcja "Rodzić po ludzku", która miała zwrócić uwagę na wszelkie patologie na porodówkach. A było z czym walczyć, bo jeszcze w latach dziewięćdziesiątych i na przełomie wieków na wielu oddziałach położniczych panowała mentalność żywcem wyjęta z PRL - brak prywatności, olewka rodzącej, a nierzadko agresja psychiczna, a nawet jakieś przejawy agresji fizycznej wobec niej. Magdalena Grzebałkowska (również dziennikarka Wyborczej) napisała dwie bardzo dobre książki - "1945. Wojna i pokój" oraz "Beksińscy. Portret podwójny".

      @earlyevening: Media chyba nigdy nie były apolityczne. Podejrzewam, że chyba nawet i w Merkuriuszu Polskim Ordynaryjnym (uchodzącym za pierwszą polską gazetę, wydawaną jeszcze w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów) pojawiały się artykuły, które powodowały różnice zdań wśród czytelników. Pewnie też i niejeden waćpan wyłapał bana na forum karczmy (szablą w łeb ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), kiedy krzyczał, że "Kto Merkuryusz Polski czyta, ten kiep, abowiem fałecznej awizy tam siła, a kto z waszmości inne ma zdanie, ze mną sprawę mieć będzie!!!111unusunus". ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (56)

  •  

    Mocne. Jacek na live mówi, że nie wiedział wcześniej o tym że jak da alkoholikowi pieniądze to ten wyda wszystko głównie na alkohol...

    A tyle razy się chwalił jak zna się na ludziach i jakie ma doświadczenie życiowe...

    #jaktoogarnac #alkoholizm

    źródło: Jacek.jpg

    •  

      @snierzyn: Bo to jest chyba jeden z większych problemów całej tej akcji - facet chce udowodnić, że jakieś korpomechanizmy, kołczing i inne wynalazki rodem ze szklanego biurowca zadziałają również na zapluskwionej melinie albo na ulicy wśród bezdomnych. Wystarczy je tylko skopiować, przenieść w stosunku 1:1 i przecież wiadomo, że bezdomny alkoholik, kiedy otrzyma 400 zł to je zainwestuje i pomnoży, a nie przechla, albo zachla się na śmierć. Oczywista sprawa. Tak samo oczywista jak to, że aby odmienić życie ewidentnie zaburzonej psychicznie kobiety i jej męża nieroba, wystarczy wyremontować im mieszkanie i dać elektroniczne papierosy. To nic, że oni wolą jarać skręty z gazety i petów z chodnika. To nic, że robactwo w ich chałupie jest tak bardzo rozwinięte, że niedługo ruszy z własnym programem kosmicznym. Na pewno jak odnowimy mieszkanie i damy po elektroniku z najmocniejszym wkładem, to będzie ok. Wiecie co mi to przypomina? Próbę wprowadzenia demokracji w jakimś odciętym od świata afrykańskim plemieniu. Jeśli dobrze pamiętam, pisał chyba o tym Kapuściński w książce "Heban". Europejczycy stwierdzili, że mieszkańcy jakiegoś mikropaństewka w środku buszu nigdy nie staną się cywilizowanymi ludźmi, jeśli nie nauczą się demokracji. Do tej pory polityka w tym państewku była prosta - dopóki król rządził dobrze, to żył. Kiedy przestawał rządzić dobrze, dostawał dzidę pod żebro i dla pewności kamieniem w czachę, a tłum wskazywał nowego władcę. Europejczycy tłumaczyli "dzikim", że tak nie wolno, to trzeba inaczej - jak chcą nowego króla, to muszą głosować - czarny kamyk na opcję A, biały na opcję B, kto dostanie więcej kamyków, ten wygrywa. Mieszkańcom tego kraju pomysł bardzo się spodobał i w ten sposób po raz pierwszy w pełni demokratycznie wybrano przywódcę. Tyle, że jego odwołanie ze stanowiska odbyło się już w sposób tradycyjny, więc znowu trzeba było ruszyć do "urn" ( ͡° ͜ʖ ͡°) W państewku panowała skrajna nędza i głód, wojny plemienne nie ustawały ani na chwilę, trup słał się gęsto, ale... media piały z zachwytu, że tam już nie ma "dzikich", bo tam jest teraz demokracja. Podobnie chyba jest tu - "Zobaczcie, żyją w syfie, na ulicy, nie mają pracy i perspektyw, chlają, śpią po piwnicach ale SOM POSTEMPY, a kto patrzy na to krytycznie, ten HEJTER GUPI!!!111oneone". ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (4)

    •  

      @Psycho_man: Kiedyś był Paulo Coelho, dziś mamy Kubusiów Czarodziejów, Piotrów C. i innych twórców, którzy rzeczy czasem do bólu oczywiste sprzedają jako głęboką filozofię i odkrycie na miarę elektryczności. Kiedyś mi wpadła w ręce jedna tych książek, które tak często cytują te wszystkie B E Z L I T O S N E panny. W trakcie czytania co chwila szybciej wypuszczałem powietrze nosem. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Treść składała się z takich truizmów, że natychmiast przypomniał mi się mem z królem i dworzanami ("Woda, kurwa, nie?" "Nasz król jest taki mądry..."). Na jakieś 95% rzeczy, o których tam mowa wpadnie nawet niezbyt "lotny" człowiek, w wyniku samego tylko obserwowania rzeczywistości i życia pomiędzy innymi ludźmi. Pozostałe 5% to kwestie, o których można powiedzieć "no w sumie... w pewnych wypadkach tak może być, ale...". Publiczne jaranie się tymi wszystkimi Czarodziejami czy Piotrami C. i nazywanie tego "filozofią", "nauczaniem życia" i "B R U T A L N Ą P R A W D Ą O L U D Z I A C H" jest czymś w rodzaju twierdzenia, że ma się coś wspólnego z pożarnictwem, bo w przedszkolu zdobyło się dyplom małego strażaka. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (70)

  •  

    "W ostatniej "Misji Futbol" Mateusz Borek dotykał rękę Przemysława Rudzkiego 49 razy, co daje dotknięcie co średnio 1 minutę i 5 sekund programu. Trzymał ją łącznie przez 83 sekundy, czyli przez 2,6% odcinka."

    Źródło: grupa fb Awangarda Piłkarska
    #pilkanozna #misjafutbol #heheszki

    źródło: x3.wykop.pl

    •  

      @iRickGrimes: Mam takiego kumpla. Ci, którzy go znają, wiedzą już, że podczas rozmowy z nim trzeba stawać w pewnej odległości poza zasięgiem jego rąk + 20-30 cm marginesu bezpieczeństwa. ( ͡° ͜ʖ ͡°). Każdy zwrot bezpośrednio do rozmówcy kończy się "podkreśleniem" w postaci trącenia, uderzenia, chwycenia czy szarpnięcia. Kiedy coś opowiada, wygląda to mniej więcej tak: "Ty, ale słuchaj <jeb>, to było tak, że... i wiesz <jeb> ja to powiedziałem tak i tak, a wiesz <jeb> on do mnie, ej <cap> on do mnie, że tak i tak, ty <pierdut> a moja Paulina, ty <cap>, moja Paulina wtedy, że to i to, ale to nie koniec, bo ty, słuchaj <jebut>" ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (12)

    •  

      @Croudflup: Zastanawiam się, co właściwie tam się stało. Jeśli nie był to wybuch/zapłon ulatniającego się gazu, to chyba taki normalny pożar pomieszczenia rozwija się STOSUNKOWO wolno. Stosunkowo, bo wiadomo, że nadal to nie są jakieś godziny, a raczej minuty, no ale chyba nie jest tak, że nagle całe pomieszczenie staje w ogniu. Jest jakiś (niewielki, bo niewielki) czas na zorientowanie się, że coś tu mocno nie gra. Owszem, to dość nowy rodzaj rozrywki w Polsce, ale przecież sama jej specyfika (ludzie zamknięci w pomieszczeniu, często młodzi, nakręceni emocjami, jeśli to coś w stylu horroru to pewnie i przestraszeni) wręcz prosi się o jakąś prostą do wykonania procedurę bezpieczeństwa - klucz awaryjny w środku + klucz awaryjny u obsługi to moim zdaniem minimum. pokaż całość

    • więcej komentarzy (66)

  •  

    Na tagu rzadko się wypowiadam, za to często go czytam. Widzę, że są tutaj okuratni widzowie, którzy mają pojęcie, więc liczę na ciekawą dyskusję - dlatego też, mam pytanie (a raczej zachęcam do dialogu) do tych, którzy wiedzą ode mnie więcej:

    Czy Waszym zdaniem, Krzysiek udaje na filmach?

    Mam tutaj na myśli jego ogólne podejście do świata, jak dzisiaj pisał @boboli90210

    (...) Czasami wydaje się, że on tak naprawdę, a czasami, że aktorzy. Sprawy nie ułatwiają realizacje Niemieckiego, w których udawanie jest ewidentne, co sugeruje, że w innych sytuacjach też może. Ale nie musi. Wielu kononologów waha się co do oceny tego aspektu osobowości Kononowicza. Jednak coś chyba jest na rzeczy, bo poza kamerami też chodzi na policję, składa zawiadomienia o "obrazie Matki Boskiej" w jakimś anonimowym liście, spisuje fałszywe nazwiska podane w rozmowach telefonicznych (...)

    I właśnie nie wiem co o tym myśleć. Moim zdaniem, on wcale nie udaje. On naprawdę wierzy, że Policja jest w stanie zrobić wszystko, że Biuro Interwencji Obywatelskich jest szanowaną organizacją pozarządową, do której ludzie chętnie zwracają się po pomoc, że jego filmy edukacyjne np. na temat zatrudnienia/pracy, góry k2, naprawdę mogą zmienić czyiś tok rozumowania, że naprawdę Meksyk chce zasadzić pole kukurydzy na S17, że oddaje Kononowiczowi swój dom, i tak dalej, i tak dalej.
    Ciekawi mnie sytuacja, gdy ostatnio dzwonił do elektrowni, i mówił że ludzie zgłaszają awarie do jego BIO. Mam wrażenie, że Ksiek sam uwierzył w to kłamstwo aż tak bardzo, że uznał, iż jest to prawda.

    Jak dla mnie, to on jest dobrym aktorem - co nie raz nie dwa było widać, gdy pokazywał swoje "prawdziwe" oblicze. Jednakże mam wrażenie, że ta jego cała mitomania nie jest udawana na potrzeby filmów.

    #kononowicz to nie #patostreamy

    PS: Jeśli się nie nadaje - usunę.
    pokaż całość

    •  

      @Pyriu: Masz rację, Prezydent nie udaje. Jakiś czas temu pisałem, skąd wzięła się u niego tak rozbudowana mitomania i megalomania. To zostało w nim niejako "utrwalone" przez okoliczności, w których przez długi czas się znajdował. Trzeba pamiętać, że to do bólu prosty, wręcz chorobliwie naiwny chłop, który rzeczywistość postrzega zerojedynkowo. Jest 0 albo 1. Jest czarne albo białe. Jest A lub B. Nie ma stanów pośrednich. Ma pewnie jakieś tam swoje poglądy, ale nikt z jego otoczenia nie bierze ich na poważnie, tak jak i poglądów nikogo z jego otoczenia też nikt inny na poważnie nie bierze. Po prostu, coś tam sobie ludzie gadają, a jak wiadomo w Polsce każdy jest ekspertem od wszystkiego, a szczególnie od polityki. Aż tu nagle pojawia się ktoś, kto to januszowe gadanie traktuje poważnie. Przychodzi do Konona i mówi "Chłopie, ale przecież po co ty to wszystko sobie gadasz tak dla samego gadania? Ludzie chcą to usłyszeć! Ludziom to powiedz. Ludzie chcą mieć takiego prezydenta miasta. Nie picusia w garniturku, tylko faceta, który zna życie, zna ich problemy i nie boi się powiedzieć jak jest." To był zapalnik, który zadziałał. Od tamtej pory Kononowicz dostawał same potwierdzenia tego, że jest kimś niezwykle ważnym - kampania prezydencka, powstanie BIO, występy w telewizji, epizodyczna rola w filmie, nagrana o nim piosenka, a także masa pomniejszych zdarzeń - krótkie wywiady dla radia, lokalnych telewizji, poparcie od kibiców Jagiellonii. Przez cały ten czas Kononowicz nawet na chwilę nie pomyślał, że coś tu nie gra. Nie rozumiał, że to całe zamieszanie wokół niego to w olbrzymim stopniu ironia, a czasem zwyczajna beka. I nagle to wszystko ucichło. Ale w głowie cały czas zostało przekonanie, że przecież skoro to wszystko się zdarzyło, to nie jest się byle kim. Dziś kamerzystów nagrywających wydarzenia na Szkolnej nazywamy redaktorami, ale na samym początku internetowej kariery (niektórzy kononolodzy nazywają to "Renesansem Kononowicza") ludzie zainteresowani jego losami albo sami podawali się za przedstawicieli mediów, albo sam Kononowicz ich uznawał za dziennikarzy. To co widzimy dziś to nadal efekt 2006 roku, może po mocnym lifcie, ale rdzeń nadal jest ten sam - "jestem ważnym, wpływowym, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem". Sposób w jaki Kononowicz postrzega swoje dobro (czy też dobro w ogóle) też jest uproszczony. To po prostu jeden z tych ludzi, którzy uważają, że jeśli nigdy nic nie ukradli, nigdy nikogo nie zabili, są wierzący, a do tego jeszcze zrobili ostatnio jakiś dobry uczynek (tu - przyjęcie bezdomnego pod dach), to wszystko są dowody na ich "kryształowość". Dla takich ludzi "alkoholik" to gość, który leży zachlany w rynsztoku. Oni (regularnie upijając się) alkoholikami nie są. Syf w mieszkaniu, brudne ręce i ubranie noszone tygodniami to dowód na bycie biednym, ale uczciwym i ciężko pracującym człowiekiem. Dla nich ordynarny donos to po prostu... zawiadomienie o tym, że coś nie idzie po ich myśli, a tacy, którzy "są od tego, od tego oni są" muszą tą niedogodność usunąć. Dlaczego? Zamknięty obwód - bo prosi o to człowiek dobry, uczciwy, porządny i wierzący. Zareagują? Kolejne potwierdzenie. Nie? Też potwierdzenie, bo "ludzie morderczy, bandyccy, niboży", dręczą dobrego człowieka. Człowieka, który ponadto uważa, że nadal bardzo dużo znaczy. Bo ma przecież widzów i dostaje za to pieniądze. pokaż całość

      +: GejBozy, mcjulcz +12 innych
    •  

      @boboli90210: Tak też może być. Może rzeczywiście im dłużej to trwa, tym coraz mocniej do Konona dociera, że rzeczywistość jest "nieco" inna. Tyle, że mamy kolejną próbę wkręcenia go w kampanię wyborczą, więc chyba do końca mu nie przeszło. Człowiek świadomy robienia sobie z niego żartów po prostu pogoniłby pomysłodawców w diabły, zdając sobie sprawę z tego, że taki numer mógł przejść raz.

      Konon w swoich najtrudniejszych momentach nieraz płakał, że takiemu jak on nie wolno na tym świecie żyć.

      Ja to odbieram raczej jako płacz nad tym, że on, taki dobry człowiek, chrześcijanin wierzący i praktykujący, dobroczyńca, niepijący i niepalący od maleńkości jest celem jakichś pretensji, hejtu, zarzutów. Z jego punktu widzenia jest przecież wszystko ok, no bo skoro mówi, że jest taki za jakiego się uważa, to inni też powinni mieć o nim takie zdanie. A nie mają.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    @Barakun91: #kononowicz #suchodolski Jedna z nierozwiązanych tajemnic US 17.Dlaczego Struś tak pakuje do tego ryja jak by go ktoś gonił?Wrzucam na niepublicznym by nie było że nabijam sobie wyswietlenia a nie moge teraz tego znaleźć na yt

    źródło: youtube.com

    •  

      @jankowalski5846: Dokładnie w tym problem. Jedzenie to czynność w pewien sposób intymna, a w więzieniu każda czynność uchodząca na wolności za intymną jest sformalizowana - czy to przez regulamin zakładu, czy przez obyczaj panujący w celi. W psychologii taki stan niezaspokojenia potrzeby psychicznej (tu - potrzeby prywatności i bezpieczeństwa) nazywamy deprywacją. Deprywacja w połączeniu z długotrwałym stresem może mieć baaardzo duży wpływ na późniejsze zachowania i wyrobić pewne automatyzmy, tym silniejsze im silniejsza była trauma. Gdzieś czytałem, że po wojnie jedną z okrutniejszych "zabaw" chuliganów było bieganie za ludźmi, o których wiedzieli, że ci przeżyli obóz (najczęściej chodziło o Żydów) i wrzeszczenie za nimi znienacka komendy "Mutzen ab!". Były więzień zamierał wtedy na baczność i sięgał ręką do głowy, aby zdjąć czapkę, bez względu na to, czy ją miał, czy nie. To oczywiście dość hardkorowy przykład, bo więzienie to jednak nie obóz koncentracyjny, ale pobyt w pace ślady na psychice zostawia tak czy inaczej. pokaż całość

    •  

      @jankowalski5846: Często powtarzam, że US17 to miejsce, w którym możemy przyjrzeć się jak na dłoni wielu problemom znanym socjologii czy psychologii, przy czym Szkolna działa o wiele lepiej niż sucha książkowa definicja i opis. Dla zawodowego socjologa czy psychologa to pewnie nic ciekawego, bo on takich rzeczy naogląda się w swojej karierze na tony, ale dla nas, ludzi niezwiązanych zawodowo z tymi dziedzinami a jednak chcącymi to i owo o świecie wiedzieć (włączając w to przeróżne "ciemne strony" tego świata), US17 jest jak znalazł. Ja zwróciłem uwagę na jeszcze jedną rzecz - życzenia bożonarodzeniowe Majora. On tam mówi "ja tak się nauczyłem, nie daję po prostu ludziom, żeby mi pchali piasek w oczy". I... zważywszy na jego przeszłość śmiało można stwierdzić, że on ani trochę nie kłamie. W środowisku ludzi takich jak Major przemoc fizyczna i psychiczna to cnota. Okazanie jakiejkolwiek słabości (szczególnie w więzieniu) to w zasadzie podpisanie na siebie wyroku. W słowniku zatwardziałego człowieka bandyckiego, niebożego nie ma słowa "przepraszam". Jeśli kawał życia funkcjonowało się według zasady "zjedz ich, albo oni cię zjedzą" i "cwańszy wygrywa", to ciężko to wyrzucić z głowy. Major wtedy chociaż przez chwilę zdał sobie sprawę, że jego zachowanie wobec Konona nie jest w porządku, więc przeprosił jak umiał. Oczywiście za chwilę o tym zapomniał, bo wiadomo, że mózg katowany olkoholem i nitro działa delikatnie mówiąc, kiepsko, ale to był jeden z takich przebłysków. pokaż całość

    • więcej komentarzy (10)

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Wczoraj było mi kurewsko przykro, dzisiaj jestem zła sama na siebie. Mirki, dajcie mi się wyżalić :(

    Dwa dni temu pijemy w grupie 5 osób w domu mojej przyjaciółki. Ja, ona z facetem i znajoma z facetem. Najebaliśmy się, stłukliśmy kubek za 20 zł. Przeprosiłam gospodynię - to moja przyjaciółka, ja jestem dla niej jak bratnia dusza - ona dla mnie nie, lubię ją, ale dojebała mi raz w życiu na tyle mocno, że trzymam dystans. Chodzimy razem na studia i dla własnego komfortu psychicznego przebaczyłam jej to, co zrobiła równo dwa lata temu.

    Wracając do kubka - przepraszałam 4 razy, słyszałam w odpowiedzi: "to kubek faceta mojej mamy, ale spoko, odkupię". Dwa dni cisza, zero tematu o kubek. Wczoraj, w dzień sylwestra mielismy sie spotkać już o 17 na picie - o 14 dostaję telefon, że kubek ma być dzisiaj odkupiony, bo jutro wraca facet jej mamy i ma go mieć. Rozumiecie? Litania 10 minut, że jej zrujnowaliśmy pół domu (kolega rozjebał stolik - nie mam z tym nic wspólnego). Wkurwiłam się, mówię jej, że dopiero co wstałam, że mamy za chwilę się spotkać na picie, że jest sylwester, że nie zdążę dojechać na drugi koniec miasta i jej to odkupić tym bardziej, że mówiła, że nic się nie stało. Dodałam, że za stolarza mogę jej zapłacić albo przyjść i sama naprawić ten stolik - usłyszałam, że mam się dogadać z druga koleżanką, co i jak. Zadzwoniłam do niej, powiedziałam jaki telefon otrzymałam, tamta powiedziała, że odkupi ten kubek bo jest w pobliżu tego sklepu. Sprawa załatwiona. Oddzwania do mnie gospodyni, że uwaga - robię problem xDD zrobiłam tylko to, o co mnie prosiła i robię problem. Sztywna rozmowa, ona chciała załagodzić konflikt i ja też - powiedziałam, że jestem zdenerwowana, ale że nie ma tematu i sensu o tym rozmawiać, sprawa dogadana. Fakt, zrobiłam trochę aferę - nie to, że wyzywałam czy nie wiadomo co, ale wkurwiłam się, bo ktoś mówi jedno potem drugie. Dzwoniła do mnie jeszcze kilka razy upewnić się, że będę na sylwestrze - więc poszłam.

    Byłam w jej domu pierwsza. Nie powiedziała mi cześć, kiedy jej pies zaczął po mnie skakać (szczeniak, ale olbrzymie bydle) i rozrywać mi szalik - poszła do pokoju, zamknęła drzwi i siedziała tam 10 minut. Wyszła, powiedziała "sorry musiałam się ogarnąć", poszła do kuchni przygotowywać żarcie, więc poszłam jej pogadać. Był dystans, ale rozmawiałyśmy, chociaż tylko na zasadzie "podaj cukier". Potem wyszła do innego pokoju, zamknęła za sobą drzwi i siedziała na fejsie oglądając filmiki xDD Chwilę później przyjeżda jej chłopak i znajoma z facetem. Mirki, jakby mnie tam nie było - rozmawiała tylko z nimi, od każdego wzięła alkohol do lodówki, mnie nawet nie zapytała czy chcę szklankę. Zaczęła pytać czy gramy w eurobiznes czy w monopoly - każdego po kolei, tylko nie mnie.

    Nie chciałam robić scen, ale już sprawdzałam sobie dojazd z jej domu gdziekolwiek, byleby stamtąd wyjść. Pomyślałam sobie ok - może jej za chwilę przejdzie. Wyszliśmy na fajkę - gadamy o lodzie do drinków, a ona: "No bo XYZ nie pije wódki, XYZZ pije wino, a ty XYZZZ chcesz lód?" Ja stoję obok i zero odezwu do mnie. Wróciłam do tego domu i czekałam na moment, żeby zabrać torbę i więcej tam nie wracać. Wzięlam swoje rzeczy i ona widziała, że wychodzę razem z tą koleżanką, która chciała to wszystko załagodzić - nie powiedziała nic, chociaż widziała, że miałam torbę. Wyszłyśmy na fajkę z tą kumpelą, mówię jej jak jest, że przyszłam do jej domu, że staram się żeby było ok, a jestem niemalże wypraszana wzrokiem, że ona nic do mnie nie mówi, że jest chamska i ja nie mam zamiaru tam dłużej siedzieć. Gospodyni nawet nie wyszła. Wyszłam, idę na przystanek - mirki byłam pewna, że ona za mną wyjdzie, że powie "spoko mordo, nie ma co się kłócić, jest sylwester, wracaj". Nic, zero. 30 minut później dostałam telefon z taką pretensją i wściekłością w głosie, że mi się żyć odechciało - "WRACASZ CZY NIE?". wrócilibyście? dzwoniła do mnie z krzykiem, z pretensjami, zupełnie z łaski. Odpowiedziałam, że po czymś takim nie mam zamiaru tam wrócić i że ona sobie chyba żartuje ze mnie i że dużo się spodziewałam, ale czegoś takiego to nie. Dodałam, czy ma coś do powiedzenia jeszcze, a ona "ALE CO JA CI ZROBIŁAM NIBY, ZRESZTĄ NIEWAŻNE, PA".

    mirki, my mamy wszyscy prawie 25 lat. sylwestra spędziłam w pociągu, robiąc z siebie pośmiewisko, bo wyglądałam jak klaun z rozmazanym makijażem. nie potrzebuję żadnej rady bo wiem, że czegoś takiego jej już nie wybaczę, tym bardziej że te dwa lata wcześniej dojebała mi jeszcze mocniej. martwi mnie tylko to, że to jest bardzo fałszywe środowisko, a ja z tymi laskami studiuję, mam w grupie 6 osób i znowu nie będę miała do kogo ryja otworzyć. poza nimi mam znajomych, więc sobie poradzę, ale na uczelni spędzam kilka godzin dziennie. kumple, jest mi przykro, że ktoś, dla kogo jestem jedyną bliską osobą po jej facecie, tak mnie potraktował. do reszty gości się nie sapała - tylko do mnie, a to oni zrobili wcześniej o wiele większy burdel w tym domu - ruchali się na łóżku jej matki i koleś prezerwatywę odłożył do szlafroka jej mamy. a to ja zostałam wyjebana wzrokiem z chaty. w sylwestra, o godzinie 19, gdzie każdy z moich znajomych był w rozjazdach.

    mirki nie oczekuję wiele, wiem co mam robić i podejrzewam, że ona się do mnie prędzej czy później odezwie. nie chcę jej zwyzywać od podłych szmat, także wesprzyjcie mnie tylko przeczytaniem tych żali.

    #przegryw #sylwester #logikarozowychpaskow #smutnazaba w chuj :(

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Eugeniusz_Zua
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy studenckie - bogata oferta przez cały rok
    pokaż całość

    •  

      wiesz, to do mnie dzwoni po nocach z płaczem, że się z facetem pokłóciła, że jej kot umarł, że facet matki nimi rządzi. jestem jej przyjaciółką.

      @AnonimoweMirkoWyznania Nie, nie jesteś jej przyjaciółką. Przyjaciół w ten sposób się nie traktuje. Podejrzewam, że jej reakcja wynikała z tego o czym piszesz - facet jej matki to jakiś burak, który o ten kubek za parę groszy urządzi im tam srogi dym jakby wymordowały mu pół rodziny. Tyle, że w takiej sytuacji przyjaciele nie mówią, że nic się nie stało, aby potem dymić, że jednak się stało i stosować jakieś fochy godne dzieciaka z gimbazy nie nie dorosłej kobity, której niebawem stuknie trzydziecha. Przyjaciele stawiają sprawę jasno: "Ja wiem, że przecież nie rozwaliłaś tego kubka specjalnie, wiem że to był wypadek, ja się o te parę deko porcelany nie gniewam, chrzanić to, ale wiesz jaki jest ten typ, nie chce mi się kłócić z tym chujem rybim, ale coś trza zrobić, zanim wrócą." I tu ewentualne rozwiązanie - albo Ty odkupujesz, albo ona, a Ty oddajesz pieniądze, jak tam komu wygodnie i w zależności od tego, jaką ma możliwość ogarnięcia tego tematu w krótkim czasie. I tyle, na tym sprawa się zamyka. Tymczasem ona Cię traktuje jak emocjonalne złomowisko, na które można też od czasu do czasu wywieźć także naprawdę toksyczne odpady. Ty rozwaliłaś kubek za 19,90 zł, ktoś rozwalił stolik za stówkę lub półtorej, a dostało Ci się za kubek, za stolik, za poprzednie akcje, które zrobiło tamto towarzycho, za plamy na Słońcu i wojnę w Syrii. Bo przecież jesteś "przyjaciółką", więc musisz pozwolić wylać na siebie wszystkie pomyje jakie ona w ciągu ostatniego roku w sobie zebrała. Ano... sęk w tym, że musisz, ale co najwyżej pokazać środkowy palec takiemu towarzystwu. Szanuj swój czas i swoją energię. pokaż całość

    • więcej komentarzy (74)

  •  

    #medycznewow Ciekawostka #9

    Początek współczesnej medycyny uważa się za rok 1867 kiedy to wynaleziono antyseptykę, czyli odkrycie, które sugerowało myć ręce przed operacją. Potwierdziły to liczne próby i prowadzenie statystyk.

    Brytyjski chirurg Joseph Lister aby udowodnić swoją opinię podjął się operacji mastektomii swojej siostry. Nikt nie chciał tego zrobić wcześniej, bo lekarze byli przekonani że umrze ona od zakażenia.

    Listner zmniejszył umieralnosc na swoim odziale wprowadzając zasadę mycia rąk i narzędzi w roztworze karbolu przed zabiegami.

    Umieralnosc spadła z 50 do 10%

    Za jego życia jego zasada nie została uznana przez europejskie środowisko lekarzy, bo nie wierzono w istnienie drobnoustrojów.
    pokaż całość

    •  

      @Golgieg: Warto dodać, że na początku to nawet nie był fartuch, a po prostu codzienne ubranie lekarza, najczęściej czarny surdut. Czarny nie bez powodu - po prostu syf na nim mniej rzucał się w oczy, ale według tego co pisze wspomniany wyżej Throwald, rzeczywiście ubranie medyka (szczególnie zajmującego się chirurgią czy ginekologią) nie dość, że było chwilami wręcz sztywne od zanieczyszczeń, to jeszcze potwornie śmierdziało. Ponadto dobry chirurg to w tamtych czasach przede wszystkim szybki chirurg - brak narkozy wymuszał "zagęszczanie ruchów". Żeby było ciekawiej, narkoza też miała swoich przeciwników, bo no niby spoko - człowiek nie cierpi, ale... nie słychać go, a to utrudnia pracę. Krzyki pacjenta były czymś w rodzaju dzisiejszego monitora EKG - skoro krzyczy, znaczy że czuje ból, a więc żyje. Pamiętam, że jakiś czas temu trafiłem na jakiś stary podręcznik medyczny wydany mniej więcej w czasach wynalezienia narkozy i tam pojawia się ona bardziej jako zalecenie niż jako norma. Zalecano ją głównie w przypadku chorych psychicznie, dzieci oraz pacjentów "łatwo wpadających w podniecenie". Ci wymienieni mogą "w niektórych wypadkach" próbować wstawać ze stołu, utrudniać operację przez napinanie mięśni, czy odepchnąć rękę chirurga. Reszta... no jakoś powinna wytrzymać. ( ͡° ͜ʖ ͡°) pokaż całość

    • więcej komentarzy (45)

  •  

    Whisky moja żonoooo...
    Dej kierowniku 2 zł... Na piwko nie będę kłamał.
    #heheszki #humorobrazkowy #dzem

    źródło: fromapp.jpg

    •  

      @MrBanana: Narkotyki były tym, co go zniszczyło. Zniszczyło pomimo tego, że naprawdę wielu ludzi starało się mu pomóc. Inną rzeczą jest romantyczna legenda Riedla jako outsidera, który zostawiony sam sobie ćpał, bo czuł się samotny wśród ludzi, a inną fakty. Według faktów w zasadzie cały czas ktoś przy nim był. Przede wszystkim żona, ale także członkowie zespołu, później menadżer. Według faktów w zasadzie każda z tych osób stawała na głowie, żeby facet zwyczajnie nie skończył jako trup. Załatwiano odwyki, terapie, szukano go po najgorszych melinach, ale także próbowano przemówić mu do rozsądku "po ludzku" - że ma dzieci, że one na to patrzą, że kiedyś może mu się to odbić niezłą czkawką. Ktoś powie, że chodziło przede wszystkim o szmal, bo Riedel był jego generatorem dla do tej pory dość niszowego Dżemu. Może i w pewnym sensie chodziło, ale... skoro działamy wspólnie w jakimś kierunku i dochodzimy do wniosku, że romantyzm romantyzmem, sztuka sztuką, ale to co robimy to już nie jest hobby, a nasza praca, to liczymy się też z tym, że idzie za tym pewien profesjonalizm, który musimy prezentować. Tymczasem Riedel miał to gdzieś. Nie szanował czasu, pieniędzy i nakładu pracy kolegów z zespołu i często prezentował przy tym trochę taką dziecinną postawę typu "no ale co takiego się stało?". A stało się, bo zdarzało się, że zespół wynajmował studio, do sesji nagraniowej na konkretny dzień i godziny, a tu nagle okazywało się, że Riedel gdzieś wyparował, albo jest, ale tak nahukany/na takim głodzie, że nie ogarnia "jak mieszka i skąd się nazywa". Fani też nie mieli łatwo, bo Riedel wręcz słynął z niestawiania się na własne koncerty. Fani rozumieli, ale... każda wyrozumiałość kiedyś się kończy. I racja, nikt z nas nie jest idealny. Ale przykład Riedla doskonale pokazuje jak ignorowanie swoich niedoskonałości może w życiu zaszkodzić. pokaż całość

    • więcej komentarzy (16)

  •  

    Całe uniwersum ch*j strzelił...
    Apogeum gimbów i randomów z patostrimów tak rozbestwiło głównych bohaterów, że tego już się nie da oglądać.
    To już nawet nie jest absurdalne, to zwykłe siedzenie i "o dziękuje" "o jes tysiocpincet, to wyłanczamy dobranoc"
    Tak zwane dno, bohaterowie już nawet na siłę nie próbują coś robić bo i po co skoro gimby wpłacą 1500 za uwaga "samo siedzenie"
    No cóż, było, ale się skończyło.
    Wczoraj za to do 2 oglądałem synabożego XD
    #kononowicz #patostreamy
    pokaż całość

    •  

      @betonowecukierki: Niestety, stało się, co stało się miać. Wiele razy wspominałem, że Szkolna pokazuje w praktyce problemy znane socjologii od dawna. Tu mamy doskonały przykład postawy roszczeniowej i tego, co z tej postawy wynika. Kiedyś paczki czy przesyłane pieniądze były czymś, do czego bohaterowie US17 odnosili się z jakimś szacunkiem. Szacunkiem na ich miarę, ale umieli o to poprosić i za to podziękować. Później zaczęła się faza żądań - dawni redaktorzy wspominali przecież, że Konon dzwonił do nich z "nakazem" doładowania mu telefonu czy załatwienia jakiejś sprawy. Dziś ci goście utrwalili się w przekonaniu, że im się zwyczajnie NALEŻY. Paczki tam pewnie nadal przychodzą, tyle że leżą i niszczeją - mechanizm doskonale znany, bo z podobnym "szacunkiem" do pomocy podchodzą niektórzy beneficjenci przeróżnych "Szlachetnych paczek", pomocy żywnościowej UE czy darów z Caritasu. Teraz mamy te lajty. Śmieszy mnie trochę, kiedy gimbaza żądna "dymów" liczy na to, że sprowokuje je jakimiś bluzgami w donejtach. Nie, nie sprowokuje. To nie narwane Sebki, które za taki tekst zaczną grozić śmiercią i wjazdem na chatę albo coś w chałupie zdemolują. Konon i Major są teraz w menelskim raju, a bluzg w ich kierunku to taka sama niedogodność jak dla elektronika lekkie sparzenie się lutownicą czy dla fotografa błyśnięcie sobie własną lampą w oczy - ot, "ryzyko zawodowe" o zupełnie pomijalnej szkodliwości. Ponadto taki język to... język urzędowy środowisk patologicznych (dotyczy to głównie Majora), tam naprawdę na nikim nie robi wrażenia przeklinanie. Stara Szkolna, opierająca się na jakichś rozkminach naszych bohaterów, humorze sytuacyjnym czy specyficznym języku chyba już nie wróci. pokaż całość

    • więcej komentarzy (22)

  •  

    Czy jest ktoś kto z pełną premedytacją został w domu w sylwestra i tego nie żałuje i nie uważa się za #przegryw? ( ͡º ͜ʖ͡º)
    #pytanie

...to tylko najnowsze aktywności użytkownika SP_Alfa_Kilo

Zobacz wszystkie dodane znaleziska, komentarze i wpisy korzystając z menu powyżej.

Survivor - Season 37 | Biru Band Pacar Yang Hilang | Freunde mit gewissen Vorzügen