•  

    Teraz jeden z ciekawszych muzycznie kawałków na liście. #soundtrack997

    pokaż spoiler O co chodzi?
    Udało mi się zidentyfikować część utworów stanowiących podkłady muzyczne w Magazynie Kryminalnym 997 z - mogę chyba tak powiedzieć - legendarnych odcinków z końca lat 90, gdzie muzyka robiła 90% klimatu rekonstrukcji. Będę je wrzucał regularnie.


    #997 #mk997 #magazynkryminalny997 #archiwum997 #tvp #telewizja #90s #lata90 #kryminalne #nostalgia #muzyka #muzykaelektroniczna #polska #soundtrack #techno
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

    •  

      @wilku88: ciekawe czy tę muzykę specjalnie stworzono na potrzeby programu, czy użyto istniejącego kawałka na licencji. Sam gatunek tutaj to nie techno, bo lini basowej i surowej elektronicznej perkusji wygląda to na klasyczny #ebm (Electronic Body Music, podgatunek Industrialu). W naszych stronach Agressiva 69 kiedyś grała w tym stylu:

      źródło: youtube.com

      +: krepak
    •  

      @bscoop: Gdybyś doczytał opis pod filmem to byś wiedział. :) W tamtym czasie nie komponowano muzyki dla 997, wszystko było brane z banków muzyki. Zawsze piszę, jak się oryginalnie nazywał utwór.

  •  

    Jaką ciekawą i wartościową stronę znalazłem: http://www.famous-trials.com/
    Zbiór online najgłośniejszych procesów na świecie (od starożytności do czasów dzisiejszych) - wraz z opisami i zdjęciami. Polecam #kryminalne

  •  

    #szkolastandard

    Tym razem przedstawiam Wam historię mrożącą krew w żyłach. Życiorys Vlado Taneskiego przywodzi na myśl fikcyjne zdarzenia rodem z "Nagiego Instynktu" czy "Wolnego strzelca". Wszak zawsze był on świetnie poinformowany, jeśli chodziło o informacje o kolejnych zabójstwach w jednym miasteczku. Zapraszam do lektury.

    Link do artykułu.
    Link do znaleziska (zachęcam do wykopywania).

    #angielski #angielskizwykopem #jezykangielski #ciekawostki #mordercy #zbrodnia #zabojstwo #przestepczosc #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Do spania, do pracy i w ogóle polecam mój kanał na którym znajdziecie ,,Sensacje XX wieku w radiu Zet'', ,,Misja specjalna'' radia RMF FM oraz ,,Dorwać bestie'' program kryminalny.

    Linki do playlist:
    ====================
    Sensacje XX wieku w radiu Zet (Wszystkie audycje)
    http://www.youtube.com/watch?v=syljjnSUwto&list=PLfHIyGyjQpo9sY5Y2rpNBwmGrgMcqaaPK
    ====================
    Sensacje XX wieku - I Wojna Światowa
    http://www.youtube.com/watch?v=syljjnSUwto&list=PLfHIyGyjQpo9w7-PSy8n9LX4X91oYLyhq
    ====================
    Sensacje XX wieku - XX-lecie międzywojenne
    http://www.youtube.com/watch?v=-KS2rrZ386Y&list=PLfHIyGyjQpo8Znbb2sN1Ii2j-2R_UP7T6
    ====================
    Sensacje XX wieku - II Wojna Światowa
    http://www.youtube.com/watch?v=5qpIVTtbRaY&list=PLfHIyGyjQpo-BJY8QZzOLl25pGualLSUi
    ====================
    Sensacje XX wieku - Okres powojenny
    http://www.youtube.com/watch?v=PKkI0gAatzE&list=PLfHIyGyjQpo-IMeQK_KmBL84L2kLWayr5
    ====================
    Sensacje XX wieku - Czasy współczesne
    http://www.youtube.com/watch?v=TEAnplaH904&list=PLfHIyGyjQpo_2pYE0wzV2FkvAjhOoUdzk
    ====================
    ====================
    ====================
    Misja specjalna:
    http://www.youtube.com/watch?v=DrgagVwvCNQ&list=PLfHIyGyjQpo8-7jFtaEZ4DRBm25tM7SNV
    ====================
    Dorwać bestie
    http://www.youtube.com/playlist?list=PLfHIyGyjQpo_2nUZSN9wAdyovG85rbPt4
    ====================
    #swiat #podcast #radio #historia #ciekawostki #iiwojnaswiatowa #sensacjexxwieku #kryminalne #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    #rozdajo #depresja #kryminalne #motywacja

    Chciałabym oddać fajne książki, których nie chce już widzieć u siebie xd Jeśli lubisz Becketta, albo książki o umarlakach, chcesz się zmotywować do życia, albo dowiedzieć się o chuj chodzi z tą depresją to zapraszam.

    1. Zaplusuj i napisz czemu chciałbyś ją mieć ( ͡º ͜ʖ͡º)
    2. Jedna książka dla jednej osoby, wybór jest mój, cenie kreatywność, ale niekoniecznie wiersze
    3. Rozdawajka trwa do jutra do 11. Później wybieram osoby i pozbywam się książek na poczcie
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1547549881959.png

  •  

    Jak zwykle pierdu, pierdu. Leczył się psychiatrycznie, był w złym nastroju, niekorzystne biorytmy...

    Proszę o konkretne informacje:

    1. Narodowość
    2. Rasa
    3. Wyznanie
    4. Co krzyczał przed atakiem
    5. W jakiej kulturze się wychowywał

    Lewackie matoły jak zwykle ukrywają kluczowe informacje i robią z każdego durnia.

    #gdansk #wosp #adamowicz #kryminalne #polska
    pokaż całość

  •  
    Y....O

    +84

    Część pierwsza

    Są dwie główne teorie związane ze śmiercią JonBenet.

    Mimo, że policja podejrzewała rodziców, zarówno ona jak i prokuratura postanowiła rozważyć scenariusz z intruzem głównie z powodu niezidentyfikowanego śladu buta w piwnicy gdzie znaleziono dziewczynkę. Początkowe podejrzenia padały na sąsiada Billa McReynolds’a który przebierał się za Mikołaja, byłą gospodynię domową Lindę Hoffmann-Pugh oraz Michaela Helgotha, który popełnił samobójstwo niedługo po śmierci JonBenet.
    Detektyw Smit, który zajmował się śledztwem stwierdził, że to intruz popełnił zbrodnię. Uważał on, że ktoś włamał się do domu Ramsey’ów poprzez zniszczone okno w piwnicy. Następnie uciszył dziewczynkę paralizatorem i zabrał ją do piwnicy gdzie dokonał zbrodni, a następnie zostawił żądanie okupu. Teoria detektywa była wspierana przez agenta FBI Johna Douglas’a, który został zatrudniony przez rodzinę Ramsey’ów. Smit wierząc w niewinność Ramsey’ów zrezygnował ze sprawy 20 września 1998 roku czyli 5 dni po zwołaniu ławy przysięgłych przeciwko Ramsey’om. Smit kontynuował sprawę nieoficjalnie aż do 2010 roku kiedy zmarł.

    Uważano, że JonBenet mogła przyciągać uwagę ludzi wykorzystujących seksualnie dzieci. Ustalono, że w sąsiedztwie Ramsey’ów było ponad 100 włamań miesiące przed morderstwem dziewczynki. Było tam także 38 zarejestrowanych osób, które dopuściły się przestępstw seksualnych mieszkających w promieniu 3 kilometrów. W 2001 roku były prokurator oraz szeryf stwierdzili, że powinni bardziej rozważyć teorię z włamaniem.
    Jednym z podejrzanych Smit’a był Gary Olivia, który był aresztowany za dwie próby oraz jeden przypadek wykorzystania seksualnego dziecka (zarzuty w czerwcu 2016r.).

    Druga teoria rozpatrywała członka rodziny jako sprawcę. Policja skupiała się głownie na rodzicach dziewczynki. Nawiązując do emerytowanego agenta FBI, statystyczne prawdopodobieństwo, że w sprawę śmierci dziecka wmieszany jest członek rodziny bądź opiekun wynosi 12 do 1. Z perspektywy policji nie było śladów włamania, żądanie okupu było retuszowane oraz nie widzieli pomocy ze strony Ramsey’ów w sprawie śmierci ich córki. Rodzice oświadczyli, że ich niechęć do pomocy wynikała ze strachu przed brakiem rozważenia opcji z włamywaczem oraz że staną się głównymi podejrzanymi.
    Jedna z opcji było to, że matka JonBenet w porywach gniewu za moczenie łóżka przez córkę, powaliła ją a następnie błędnie myśląc, że nie żyje udusiła żeby zatuszować to co się stało. Jednak u matki nie stwierdzono wcześniej ataków niekontrolowanej złości. Teoretycznie uduszenia miało odciągnąć uwagę policji od tego co miało się naprawdę wydarzyć.

    Burke był przesłuchiwany trzy razy przez śledczych, którzy nie brali go do grona podejrzanych.

    Ramsey’owie oferowali $100 000 nagrody w gazecie 27 kwietnia 1997 roku. Trzy dni później złożyli oddzielne oficjalne wywiady odnośnie sprawy. W 1999 roku gubernator Kolorado Bill Owens powiedział rodzicom JonBenet żeby „przestali się kryć za adwokatami oraz ich przykrywką wizerunkową”.
    Ława przysięgłych, oskarżyła rodziców w 1999 roku. Oskarżono ich o krzywdzenie dziecka oraz bezprawne, świadome, lekkomyślne i zbrodnicze spowodowanie, że dziecko znalazło się w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia, która skutkowała śmiercią dziecka. Prokurator okręgowy nie podpisał aktu oskarżenia, gdyż uważał, że ława przysięgłych nie była przekonywująca. W 2002 roku oskarżenia się przedawniły. Akt oskarżenia nie był podany do informacji publicznej aż do października 2013 roku.
    W lipcu 2008 roku biuro prokuratora okręgowego ogłosiło, że najnowsze wyniki badań DNA (dzięki nowej metodzie badań) wykluczają rodziców z grona podejrzanych. Według adwokata, którego zatrudniła rodzina Ramsey’ów policja starała się przesłuchać jeszcze raz Burke’ia w roku 2010.

    Przełom

    Gary Oliva, który odsiaduje wyrok za posiadanie dziecięcej pornografii, w 2020 roku powinien kończyć odsiadywać wyrok. Michael Vail (były znajomy ze szkoły) postanowił powiedzieć co Olive mówił o JonBenet oraz sprawie jej śmierci. Michael uważa, że Oliva kontaktował się z nim za pomocą telefonu w dzień śmierci dziewczynki. Oliva rzekomo powiedział, że skrzywdził małą dziewczynkę. Według reportażu DailyMail 54 letni Gary Oliva napisał list do Michaela w którym to wyjawia szczegóły zbrodni. Według informacji zamieszczonych przez DailyMail Olivia opisuje w liście swoją pedofilską obsesję na punkcie dziecka oraz sposób w jaki rzekomo zginęła.

    Natomiast policja oświadczyła, że udział Oliva w sprawie został rozpatrzony i nie ma żadnych nowości w sprawie.

    #gruparatowaniapoziomu #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Pora na kolejną mroczną wrzutkę. Kawałek był grany w rekonstrukcjach z lat 1995-98. #soundtrack997

    pokaż spoiler O co chodzi?
    Udało mi się zidentyfikować część utworów stanowiących podkłady muzyczne w Magazynie Kryminalnym 997 z - mogę chyba tak powiedzieć - legendarnych odcinków z końca lat 90, gdzie muzyka robiła 90% klimatu rekonstrukcji. Będę je wrzucał regularnie.


    #997 #mk997 #magazynkryminalny997 #archiwum997 #tvp #telewizja #90s #lata90 #kryminalne #nostalgia #muzyka #muzykaelektroniczna #polska #soundtrack
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  
    Y....O

    +124

    Zagadka śmierci JonBenet Ramsey – 6 letnia królowa piękności

    JonBenet Ramsey była laureatką wielu konkursów piękności mimo, że miała tylko 6 lat. Została ona zamordowana 25 grudnia 1996 roku. Ciało znaleziono 8 godzin po zgłoszeniu zaginięcia.

    Matka dziewczynki znalazła na szafce w kuchni notkę z żądaniem okupu (długość 2,5 strony) po tym zorientowała się, że jej córka zniknęła. Żądanie wynosiło $118 000 za bezpieczny powrót dziecka co było kwotą zbliżoną do bonusu jaki otrzymał ojciec dziecka wcześniej w tym roku. FBI poinformowało, że notka jest niezwykle długa jak i nietypowe jest napisanie takiej notatki na miejscu zbrodni. Policja uważała, że notatka była sfingowana, gdyż nie zawierała żadnych odcisków palców oraz nietypowe użycia wykrzykników i skrótowców. Ustalono także, iż papier pochodził z domu państwa Ramsey. Biuro Dochodzeniowe w Colorado w swoim raporcie zawarło, iż „są poszlaki aby twierdzić, że autorem notatki jest Patricia Ramsey (matka)”, jednak nie mogli tego potwierdzić.

    Jedynymi osobami które powinny wtedy znajdować się w domu była najbliższa rodzina dziewczynki czyli Burke (brat), Patsy (matka) oraz John (ojciec). Notka zawierała informację by nie powiadamiać policji ani przyjaciół, lecz Patsy zadzwoniła na policję o 5:52 a także poinformowała rodzinę oraz znajomych. Oficerowie, którzy przyjęli wezwanie przyjechali pod dom Ramsey’ów w ciągu 3 minut. Po przybyciu przeprowadzili pobieżne przeszukanie, ale nie znaleźli śladów włamania. Oficer Rick French przeszukując piwnicę znalazł drzwi zabezpieczone drewnianą zasuwą. Zatrzymał się na chwilę przy drzwiach lecz popełnił ogromny błąd gdyż nie otworzył ich. Ciało dziewczynki znajdowało się właśnie za tymi drzwiami.

    Ojciec przygotował się do zapłaty okupu, a zespół kryminalny został wysłany do domu państwa Ramsey. Początkowo kryminalni myśleli, że dziewczyna została porwana oraz sypialnia JonBenet była jedynym miejscem, które zostało oddzielone taśmą by nie zniszczyć potencjalnych dowodów. W tym czasie rodzina oraz znajomi przybyli wspierać Ramsey’ów. Zgromadzeni ludzie prawdopodobnie zniszczyli potencjalne dowody w innych częściach domu. Śledcza Linda Arndt przybyła około 8 rano w celu oczekiwania na porywacza, który zgodnie z instrukcją powinien odebrać okup, lecz żadna próba odebrania okupu się nie pojawiła.

    O godzinie 13 detektyw Arndt poprosiła Johna oraz przyjaciela rodziny o sprawdzenie czy coś nie zginęło. Mężczyźni zaczęli poszukiwania od piwnicy. Tam John otworzył drzwi które były zamknięte na zasuwę, których oficer French nie dał rady otworzyć po czym znalazł ciało swojej córki.

    Usta dziewczynki były zaklejone taśmą, kark oraz nadgarstki były związane nylonowym sznurem, tors był przykryty białym kocem. Tutaj ojciec popełnił błąd, gdyż natychmiastowo zabrał ciało z piwnicy. Gdy ciało zostało przeniesione miejsce zbrodni zostało oraz ważne dowody zostały naruszone.
    Każdy z Ramsey’ów oddał próbkę pisma, krwi oraz włosów policji następnie byli przesłuchiwani.

    Autopsja wykazała, że dziewczynka śmierć dziewczynki została spowodowana zagardleniem oraz uszkodzeniem czaszki. Nie znaleziono dowodów na gwałt lecz nie można wykluczyć napaści seksualnej. Mimo, że nie znaleziono śladów nasienia były dowody na obrażenia pochwy oraz okazało się, że okolice pochwy zostały wytarte szmatką. Jej śmierć sklasyfikowano jako zabójstwo.
    Garota stworzona z nylonowego sznurka oraz złamana rączka od pędzla byłą owinięta wokół szyi najwidoczniej zostały użyte do uduszenia. Część pędzla z włosiem została znaleziona razem z przedmiotami Patsy (matka), których używała do malowania lecz nie znaleziono dolnej części pędzla mimo przeszukania domu przez policję w kolejnych dniach.
    Podczas autopsji znaleziono owoc lub warzywo przypominające ananasa, którego JonBenet zjadła kilka godzin przed śmiercią. Na zdjęciach zrobionych w dniu śmierci dziewczynki była miska z ananasem oraz łyżką, która znajdowała się na stole w kuchni. Jednak zarówno ojciec jak i matka nie pamiętają by ją tam kładli oraz karmili JonBenet ananasem. Policja poinformowała, że znalazła odciski Burke (brat) na misce. Rodzice utrzymywali, że Burke (brat) spał przez okres całego wydarzenia dopóki nie został zbudzony parę godzin po przybyciu policji.

    #gruparatowaniapoziomu #kryminalne
    pokaż całość

    źródło: tribupedia.com

  •  

    Pora wrzucić coś mrocznego, coś z czego słynął program. Do dzisiaj mam ciary od tej muzyki. #soundtrack997

    O co chodzi?
    Udało mi się zidentyfikować część utworów stanowiących podkłady muzyczne w Magazynie Kryminalnym 997 z - mogę chyba tak powiedzieć - legendarnych odcinków z końca lat 90, gdzie muzyka robiła 90% klimatu rekonstrukcji. Będę je wrzucał regularnie.

    #997 #mk997 #magazynkryminalny997 #archiwum997 #tvp #telewizja #90s #lata90 #kryminalne #nostalgia #muzyka #muzykaelektroniczna #polska #soundtrack #industrial
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Ostatni kurs.

    Wersja dla wolących posłuchać:
    http://soundcloud.com/user-874874855/ostatni-kurs

    26 grudnia 2003 roku około godziny 18 w domu państwa Jochem rozbrzmiał sygnał telefonu. Dzwoniła Patrycja, stała klientka Józefa Jochema - 62-letniego rydułtowskiego taksówkarza. Patrycja - drobna osiemnastolatka, chciała zamówić kurs, co z powodu świąt nie było na rękę taksówkarzowi. Na początku odmówił. Ona naciskała. Opowiadała, że ma do przewiezienia telewizor i jeśli Józef jej pomoże, dostanie więcej pieniędzy. Na to Józef przystał, nie mógł przypuszczać, że dziewczyna może wyrządzić mu jakąkolwiek krzywdę.

    Józef Jochem skierował się na postój taksówek przy dworcu PKS w Rydułtowach skąd odebrał Marka - 22-letniego znajomego Patrycji. Gdy taksówkarz dotarł z klientem pod wskazany adres Marek zaprosił go do domu, w którym była już osiemnastoletnia Patrycja. Dziewczyna przestawiała meble, żeby dostać się do rzeczonego telewizora. Gdy Józef stanął tyłem do Marka ten uderzył go pięścią. Cios musiał być zadany zaskoczenia, ponieważ Józef był w dobrej formie i w innym wypadku Marek mógł przegrać walkę. Ofiara natychmiast odwróciła się, przez co drugie uderzenie zostało zadane w twarz. Józef przewracając się uderzył głową w mebel tracąc chwilowo przytomność. Młodzi przeszukali Józefa i samochód wyciągając z saszetki ofiary 1000 zł oraz wymontowując tablice “TAXI” z mercedesa. Po chwili taksówkarz powoli zaczął odzyskiwać przytomność. Tyson - bo tak mówili na Marka koledzy - usiadł na plecach ofiary i związał mu ręce taśmą. Kiedy jednak taksówkarz uwolnił się z więzów do czynów przeszła także Patrycja F. sięgając po metalową rurkę. Marek S. i Patrycja F. katowali mężczyznę przeróżnymi narzędziami, wśród nich znalazł się nóż. Następnie swoją ofiarę zaciągnęli do piwnicy, gdzie dokonali zabójstwa. Obwiązali szyję Józefa sznurem, z węzłem zaciśniętym trzonkiem młotka, a na jego ciele położył duży kanister. Następnie mercedesem ofiary pojechali na dyskotekę, gdzie roztrwonili skradzione pieniądze. Gdy się skończyły, wrócili do piwnicy, aby zabrać Józefowi jeszcze złotą obrączkę. Niestety nie chciała zejść, więc Tyson odciął serdeczny palec ofiary nożem.

    W tym czasie zaniepokojona zniknięciem ojca rodzina, już zawiadomiła policję. Józef 26 grudnia przed samym wyjściem zapowiedział, że wróci przed godziną 20. Gdy tego nie uczynił syn próbował się do niego dodzwonić. Telefon Józefa był wyłączony, ale rodzina zdecydowała się poczekać z zawiadomieniem policji do rana. Funkcjonariuszy powiadomił zięć Józefa. Rozpoczęły się standardowe procedury poszukiwawcze. Niestety nie dały one żadnych efektów. Następnego dnia na wniosek komendanta powiatowego policji rozpoczęto poszukiwania na szeroką skalę. Uczestniczyło w nich 150 osób. Wtedy pojawiła się informacja o tym, że Józefa widziano na postoju taksówek w Rydułtowach. Wszyscy liczyli, że mężczyzna jeszcze żyje. Na postoju zauważono, że Józef zgasił światło w tablicy taksówkarskiej co miało oznaczać zakończenie kursu. Od tego czasu ślad po nim zaginął. Z pomocą przyszedł anonimowy donos, który zasugerował policji, że w sprawę może być zamieszany Marek S. Okazało się, że 22-latek podczas zabawy na okolicznych dyskotekach przechwalał się znajomym swoim rozbojem. W niedzielę 28 grudnia znaleziono porzuconego białego mercedesa, należącego do Józefa. Marek S. dostał informację, o tym że jest poszukiwany od jednej z przesłuchanych osób i postanowił uciekać. Zorganizowano dwie grupy poszukiwawcze, ponieważ tylko dwie osoby wiedziały jak wygląda Marek S. Rozpoznano go w Raciborzu, kiedy jechał siedząc na tylnej kanapie fiata 126p. Zatrzymanie sprawcy miało miejsce na stacji benzynowej, gdy samochód zatrzymał się aby zatankować. Pojazd prowadziła Patrycja F. Podczas przesłuchania Tyson przyznał się do zabójstwa. Powiedział gdzie znajduje się ciało, choć na początku mówił, że Józef Jochem może jeszcze żyć. Policjanci udali się na do domu przy ulicy Sikorskiego i znaleźli w piwnicy zmasakrowane ciało. 3 stycznia odbył się pogrzeb Józefa, uczestniczyło w nim kilkaset osób, rodzina, znajomi oraz około 100 taksówkarzy z całego śląska. Podczas składania Józefa Jochema do grobu po okolicy rozległ się dźwięk klaksonów taksówek.

    Józef, nie był jednak osobą, która Marek S. i Patrycja F. chcieli zabić na pierwszym miejscu. Ich celem na początku był inny taksówkarz - również posiadacz białego mercedesa, który odmówił kursu twierdząc, że jego samochód jest u lakiernika, co nie było prawdą. Pierwszemu taksówkarzowi podjęcia się kursu zabroniła żona, ratując mu tym życie. W toku sprawy wyszło, że to Patrycja F. zaplanowała morderstwo. Marek S., który miał już kryminalną przeszłość dostał dożywocie, Patrycja F. 25 lat więzienia.

    Źródła:
    http://www.nowiny.pl/egazeta/nowiny-wodzislawskie/2005-05-10/6624-dozywocie-dla-mordercy.html
    http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,3230,ostatni-kurs.html
    http://www.nowiny.pl/egazeta/nowiny-wodzislawskie/2017-11-07/145062-duzy-kaliber-morderstwo-taksowkarza.html
    http://katowice.wyborcza.pl/katowice/1,35063,1844282.html

    Muzyka:
    http://www.youtube.com/watch?v=Gi79oEp93N8&t=2154s

    Zdjęcie nie jest powiązane stricte ze sprawą, ale nie dotarłem do żadnego zdjęcia z akt lub z prasy.
    W jednym z artykułów, zamiast imienia Józef, pada Joachim jednak myślę, że może to być błąd dziennikarza z Wyborczej.

    #kryminalne #rydultowy #wodzislaw #raciborz #morderstwo #zbrodnia
    pokaż całość

    źródło: takówki.jpg

  •  

    Przepraszam jeśli wołam kogoś niepotrzebnie, jednak pomyślałem, że ktoś może być zainteresowany informacjami w sprawie Jayme Closs, podanymi przez szeryfa hrabstwa Barron, C. Fitzgeralda na wczorajszych konferencjach prasowych.

    Nie przedłużając. Zatrzymany to dwudziestojednoletni Jake Thomas Patterson.

    http://i.redd.it/oaqk4zp8pt921.jpg

    Mieszkaniec miasteczka Gordon (WI), został schwytany podczas gdy krążył po okolicy swoim samochodem, poszukując Jayme, której udało się wcześniej zbiec z miejca przetrzymywania.

    Policja podczas przeszukania odnalazła prawdopodobne narzędzię zbrodni, jest to broń typu "shotgun", podano informację, że właśnie od strzałów z takiej broni zginęli rodzice dziewczyny, James i Denise. Szeryf Fitzgerald przekazał również, że Petterson zaplanował zbrodnię a jej jedynym celem, było porwanie Jayme. Zatrzymany nie miał również żadnych powiązań z rodziną Clossów.

    W przyszłym tygodniu, Petterson ma usłyszeć zarzuty a będą nimi, dwa zarzuty morderstwa oraz zarzut porwania.

    Jayme cała i zdrowa, przebywa już ze swoją rodziną ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jej ciocia, pani Jennifer Naiberg Smith, podzieliła się wczoraj tym oto zdjęciem na swoim profilu FB ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Linki do konferencji prasowych:

    http://m.youtube.com/watch?v=QWE0Ecnlqug

    http://m.youtube.com/watch?v=DMGYW2ZxiGQ

    #kryminalne #usa
    pokaż całość

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net

  •  

    Pewna kobieta zastawiła wyjazd na moim blokowisku w miejscu (przejazd między 2 blokami), gdzie nie ma zakazu parkowania. Nakleiłem jej wczoraj takie 2 naklejki na szybę. Właśnie zapukała do moich drzwi (ktoś jej pokazał nagrania z kamery) grożąc, że jak do jutra tego nie zetrę, to dzwoni na policję. Mam się czym martwić?

    #pytanie #policja #prawo #prawojazdy #kryminalne pokaż całość

  •  

    Dziś na #polskiepato prawdziwie patologiczna historia.

    Jeżeli chcesz wesprzeć moje pisanie i pomóc w realizacji dalszych planów związanych z hasztagami polskiepato i rejestrzboczencow, zapraszam na mojego Patronite. Póki co jest tam możliwa tylko jedna (jakaś dziwaczna) forma płatności, w następnym tygodniu będzie już karta i PayPal, tak że jakbyś chciał(a) zrezygnować z jednego piwka podczas zbliżającego się weekendu i przekazać ten skromny pieniądz na kvoczą działalność to będę dozgonnie wdzięczna. ♥

    • • •

    Kamil G. (zdjęcie) został porzucony przez matkę, gdy miał zaledwie kilka lat. Kobieta bez słowa opuściła rodzinę, a jedynymi informacjami o jej aktualnych miejscach pobytu były mandaty przychodzące na adres ich rodzinnego mieszkania w Nakle nad Notecią (woj. kujawsko-pomorskie). Chłopiec wraz z dwójką rodzeństwa pozostał pod nieudolną opieką ojca, a gdy mężczyzna zmarł, dzieciaki trafiły na wychowanie do ciotek. Mimo pomocy asystenta rodziny, nowi opiekunowie nie radzili sobie z Kamilem. Jako nastolatek popadł w szemrane towarzystwo i przysparzał wielu kłopotów, przez co w gimnazjum nie zdał do następnej klasy. Po nieustannych ucieczkach z domu został umieszczony w Ośrodku Wychowawczym w Debrznie, który opuścił w 2013 r. Po powrocie do rodzinnej miejscowości wciąż za nic miał uwagi dorosłych, wagarował i znikał z miejsca zamieszkania na kilka dni. Dlatego też jego kurator we wrześniu wystąpił do sądu z wnioskiem o umieszczenie 16-latka w młodzieżowym ośrodku wychowawczym lub w zawodowej rodzinie zastępczej.

    10 listopada 2013 r. G. znowu uciekł z domu ciotki i zatrzymał się u swojego starszego kolegi Jakuba D., zwanego Dudkiem. Jego matka Wioletta D. właśnie wyjechała do Wielkiej Brytanii, by odwiedzić pracującego tam od pół roku męża. Mająca poważne problemy z alkoholem kobieta zaczęła walczyć z nałogiem, dopiero gdy ten wyjechał za pracą. Wcześniej w domu rodziny D. często dochodziło do głośnych awantur i libacji, a sąsiedzi ich dom nazywali otwarcie "meliną na Jackowskiego" (klik). Pod nieobecność rodziców 19-latek został w mieszkaniu sam, ponieważ jego o rok starszy brat Łukasz wcześniej trafił do więzienia m.in. za kradzieże.

    Znajomi imprezowali przez kilka dni, a gdy skończyły im się pieniądze, sprzedali dekoder telewizyjny. W tym czasie rodzina szukała Kamila, byli nawet w domu przy Jackowskiego 6, gdzie drzwi otworzył im Jakub, który stwierdził, że nastolatka z nim nie ma. We wtorek 12 listopada w mieszkaniu przebywał także 16-letni Jakub R., kolega z klasy Kamila, 23-letni Dawid R. ps. Różko oraz jeszcze dwóch innych młodych mężczyzn, o których niewiele wiadomo.

    Dawid R. był bardzo dobrym kolegą Dudka. Oprócz wspólnych popijaw zajmowali się także drobnymi kradzieżami i włamaniami. Kilka razy brali udział w pobiciach i byli bardzo dobrze znani miejscowej policji. Różko był uzależniony od alkoholu i narkotyków, i chwalił się znajomością z lokalnymi kryminalistami, choć kilka lat wcześniej wydawało się, że wybierze inną życiową drogę, ponieważ przez jakiś czas uczęszczał na spotkania Świadków Jehowy.

    Na imprezie wszyscy pili, palili papierosy, ćpali, a nawet tańczyli. Około godziny 22:00 w mieszkaniu zostali tylko Jakub D., Dawid R., Kamil G. i Jakub R. Różko i Dudek zaczęli słownie dręczyć Kamila. Ubliżali mu, zmuszali do skręcania wszystkim papierosów i przyrządzania jedzenia. Gdy 16-latek odmówił, R. zaczął kopać go po twarzy, a D. rozpędził się i uderzył w niego kolanami. Później przy wielkiej aprobacie i zachętach starszych chłopaków doszło do bójki pomiędzy G. a jego szkolnym kolegą. Po godzinie 23:00 po Jakuba R. przyszła matka i nakazała wracać do domu. Gdy opuścił mieszkanie, Dudek i Różko stali się jeszcze bardziej agresywni w stosunku do Kamila. Zaczęli znęcać się nad nastolatkiem, kopiąc go i bijąc pięściami. W końcu zakrwawionego wrzucili do skrzyni tapczanu i kontynuowali domówkę, co jakiś czas tam zaglądając, by przypalić go papierosem czy wymierzyć następny cios. Po pewnym czasie D. wziął nóż i zaczął ciąć i dźgać Kamila, a gdy ostrze się wykrzywiło, Dawid R. sięgnął po następne, a później po kuchenny tłuczko–tasak (klik). Okładali go nim, aż odpadłdrewniany trzonek. Wtedy Dudek przytrzymał Kamila, po czym drugi z oprawców go zgwałcił. Gdy skończył, zapytał Jakuba, czy też chce, ten jednak odmówił i wepchnął ofierze w odbyt trzonek od tłuczka. Po wszystkim znów zamknęli kanapę, usiedli na niej i pili alkohol.

    Mężczyźni postanowili dobić nastolatka i półprzytomnemu założyli na szyję pętlę z paska od spodni R. Dusili go na zmianę, a później razem, zapierając się o kanapę, bo jak sami przyznali: "ręce od tego duszenia rozbolały". Ściskali tak długo, aż pękła mu kość gnykowa i nastolatek się udusił. Zmasakrowane zwłoki, oprawcy zamknęli w skrzyni tapczanu.

    Po wszystkim, nie próbując nawet zacierać po sobie śladów, Jakub zmienił zakrwawione ubrania i udał się wraz z Dawidem do jego mieszkania. R. przebrał się, spakował dowód osobisty, konsolę x-box, zdjęcie rodzinne i w piątek rano obaj ruszyli w stronę dworca PKP.

    Wychodząc z domu, powiedziałem tacie, że nie wiem, czy się jeszcze kiedyś zobaczymy. Ale tata o nic nie pytał

    – opowiadał później.

    . . .

    W czwartek 14 listopada 2013 r. matka Jakuba D. wróciła do mieszkania, w którym zastała pobojowisko i brak dekodera telewizyjnego. Zadzwoniła na policję, by zgłosić kradzież, a później do syna, który poinformował ją, że jest w Pile. Zdziwiona tym faktem kobieta zaczęła sprzątać walające się po podłodze butelki, porozbijane naczynia i wietrzyć śmierdzące meliną pomieszczenia. Zauważyła też sporo plam krwi i zabarwione na czerwono ubrania, jednak ten widok specjalnie jej nie zaniepokoił. Pomyślała, że po prostu doszło do bójki.

    No, chłopaki. Wie pan, jak to chłopaki... czasem się pobiją, no nie?

    – opowiadała później, rozkładając ręce.

    Dopiero gdy otworzyła wersalkę, krzyknęła z przerażenia i natychmiast wezwała policję.

    Podczas gdy w domu przy ulicy Jackowskiego trwały oględziny, z krążącą wokół budynku zdenerwowaną Wiolettą D. próbowali porozmawiać dziennikarze, ta jednak na widok reportera zaczęła machać gniewnie rękami i krzyczeć:

    Idź pan, bo ci zaraz wypier***ę! I po co ci to?! Wypier****j stąd!

    . . .

    Pierwszym przystankiem Jakuba i Dawida była faktycznie Piła. Potem pojechali do Szczecina, Świnoujścia i Poznania. Gdzieś w trasie Dawid wyrzucił przez okno wagonu swój pasek od spodni, którym udusili Kamila.

    16 listopada policja w Krzyżu Wielkopolskim zatrzymała dwóch mężczyzn, którzy około północy zaczęli walić w dzwon kościoła znajdującego się naprzeciwko komisariatu*. W chwili zatrzymania obaj mieli ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu, jednak nie stawiali oporu. Wkrótce okazało się, że zatrzymani to podejrzani o morderstwo w Nakle D. (zdjęcie) oraz R. (zdjęcie).

    Druga wersja mówi, że mężczyźni sami zgłosili się na komisariat po rozmowach ze swoimi matkami. Wcześniej ustalili między sobą wersję wydarzeń i kto jakie bierze na siebie winy.

    Podczas pierwszego przesłuchania mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów i ze szczegółami, choć bez emocji, zdali relację ze zbrodni. Postanowili zabić Kamila, ponieważ po tak ciężkim pobiciu i tak nie byłby w stanie samodzielnie funkcjonować i zostałby "roślinką".

    Jakub D. tłumaczył motyw pobicia tym, że "wkręcili sobie", że jest im winny pieniądze.

    . . .

    Rodzinna miejscowość podejrzanych huczała od plotek. Jedni mówili, że Kamil G. zginął z powodu 30 zł, które był winien oprawcom, inni twierdzą, że tamci wściekli się, bo nastolatek nie chciał wykonywać ich poleceń, a jeszcze inni, że poszło o to, że któregoś dnia na policji powiedział za dużo na temat Jakuba R.

    Koledzy G. twierdzili, że to właśnie jego klasowy kolega Jakub zapoznał go ze starszymi kolegami. Nastolatek zaczął często znikać w melinie przy Jackowskiego, mimo ostrzeżeń znajomych.

    Chyba w poniedziałek widzieliśmy Kamila w oknie. Wyglądał na wystraszonego. Dudek nas okłamał, że go tam nie ma, a był. Potem jeszcze raz, może to była środa, wołałem Kamila. Dudek powiedział, że Kamil gdzieś poszedł

    – relacjonował jeden ze znajomych zamordowanego.

    . . .

    Kilka dni po zatrzymaniu podejrzanych odbyła się wizja lokalna z ich udziałem. Mężczyźni ze szczegółami opowiadali o tym, jak katowali nastolatka.

    To się zaczęło w kuchni

    – wyjaśniał Jakub D.

    Kamil patrzył na mnie, bo oczekiwał, że mu pomogę. Ale ja tego nie zrobiłem

    – dodał.

    Ustalono, że katowanie nastolatka trwało od czterech do sześciu godzin.

    Szliśmy pić i znowu wracaliśmy do kanapy

    – relacjonowali, dziwiąc się, że nastolatek po prostu nie uciekł z mieszkania.

    . . .

    Biegli medycyny sądowej znaleźli na ciele Kamila G.wielomiejscowe zasinienia naskórka, rany tłuczone głowy, rany błony śluzowej jamy ustnej, ranę kłutą w okolicy biodrowej, rany cięte na kończynach górnych, szyi, tułowiu i kończynach dolnych, rany błony śluzowej, wylewy krwawe oraz wielomiejscowe podpłynięcia krwawe w tkankach miękkich odbytu i błony śluzowej odbytu. Przyczyną zgonu nastolatka było dwumiejscowe złamanie kości gnykowej, w wyniku czego G. się udusił.

    Zgromadzony materiał dowodowy dał Prokuraturze Rejonowej w Nakle podstawy do postawienia Dawidowi R. oraz Jakubowi D. zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz zgwałceniem (art. 148, par. 2, pkt. 1,2 kk.). Z kolei Jakub R. usłyszał zarzut pobicia.

    Biegli psychiatrzy stwierdzili, że D. i R. byli świadomi swoich poczynań. U obu stwierdzono jednak typ osobowości nieprawidłowej.

    Biegły z dziedziny seksuologii uznał:

    U oskarżonych nie stwierdziłem objawów dewiacji seksualnych w rozumieniu choroby. Czyny, których się dopuścili, nie miały motywacji seksualnej, ale miały na celu upokorzenie ofiary. Tu istotnym czynnikiem był spożywany alkohol, który ma działanie odhamowujące, obniża krytycyzm.

    . . .

    Akt oskarżenia przeciwko Dawidowi R. oraz Jakubowi D. trafił do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy 27 czerwca 2014 r., a 30 września ruszył proces (klik) (klik).

    Jakub D. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) wszedł na salę potrząsając demonstracyjnie łańcuchami i już na początku rozprawy kazał sobie zdjąć kajdanki, na co przewodniczący składu sędziowskiego nie zezwolił.

    Proszę z łaski swojej, oskarżony się nie rusza, bo to przeszkadza. Zrozumiał oskarżony?

    – mówił Marek Kryś, sędzia Sądu Okręgowego w Bydgoszczy.

    Może nie będę oddychał?

    – odparł Jakub D.

    Słucham?

    – dociekał sędzia.

    Może nie będę oddychał?

    – powtórzył D.

    Oskarżony jest bezczelny

    – powiedział sędzia.

    Co jestem?

    – pytał oskarżony.

    Bezczelny

    – powtórzył sędzia.

    Później już do końca rozprawy Jakub D. uśmiechał się ironicznie, śmiał, poprawiał sędziów, przerywał i dyskutował.

    Dawid R. (zdjęcie) (zdjęcie) robił wrażenie dużo mniej pewnego siebie. Stał z potulnie spuszczoną głową, a na jego twarzy trudno było dostrzec jakąkolwiek emocję nawet wtedy, gdy przeprasza ciotkę zamordowanego:

    Przepraszam panią bardzo. Wiem, że to niewiele zmieni, ale żałuję tego bardzo.

    Życia mu nie oddasz

    – odpowiedziała kobieta.

    Tym razem mężczyźni wyparli się jakoby mieli zgwałcić Kamila i przyznali się jedynie do zabójstwa, mimo tego, że wcześniej kilkukrotnie przyznawali się do obu z zarzutów.

    Brat mi pisał z więzienia, że mam nie brać gwałtu na siebie. Przyznałem się wtedy, bo mieliśmy uzgodnione z Różko, że bierzemy winę po połowie, ale o gwałcie mieliśmy nie mówić. Jak zobaczyłem, że on mówi, no to też powiedziałem, a teraz się wycofuję. Zmyśliłem to

    – tłumaczył Jakub D.

    Ja bym do chłopaka nie stanął, gejem nie jestem. Zabić tak, ale nie zgwałcić. To tak trudno zrozumieć?

    – dodał jeszcze.

    Nic nie uzgadnialiśmy

    – stwierdził R.

    Jak, nie?

    – odparł Jakub D.

    My piliśmy w czasie ucieczki, a jak się pije, to nie można ustalać

    – stwierdził.

    (klik)

    Następnego dnia przed sądem zeznawał Jakub R., który opowiadał co pamięta z nocy z 12 na 13 listopada 2014. Jakub D. ponownie zakłócał przebieg rozprawy, a na zeznania świadka reagował śmiechem. Gdy sędzia spytał co go tak bawi, stwierdził:

    Zeznania. Bo nie są prawdą.

    Na następną rozprawę, która odbyła się także w listopadzie, został doprowadzony z zakładu karnego Łukasz D., brat Jakuba. Mimo wielu upomnień mężczyźni usiłowali uciąć sobie pogawędkę. Starszy z braci nie chciał nic mówić przed sądem i skorzystał z prawa do odmowy składania zeznań. Chwilę później, gdy policjanci wyprowadzili go z sali rozpraw, krzyknął do Jakuba siedzącego na ławie oskarżonych:

    Tylko cicho, nie?!

    . . .

    Na grudniowej rozprawie biegły psychiatra podkreślał, że u Jakuba D. nie stwierdzono choroby psychicznej. Posiada on osobowość nieprawidłową, która jednak nie ma wpływu na poczytalność, a jego cechy osobowości znajdują się pod pełną kontrolą badanego. U Dawida R. także stwierdzono nieprawidłową osobowość, dodatkowo od 14 roku życia był uzależniony od alkoholu i środków odurzających. Występowały u niego cechy zespołu zależności alkoholowej. Psycholog Ewa Napierała stwierdziła jednoznacznie, że u D. sprawność intelektualną ma na poziomie przeciętnym. Natomiast u R. znajduje się ona w dolnych granicach normy.

    Tego dnia na świadków powołane zostały biegłe z Zakładu Medycyny Sądowej w Bydgoszczy, które zgodnie stwierdziły, że Kamila można było jeszcze uratować.

    Nawet, jeśli dojdzie do złamania kości gnykowej, a ucisk na szyję zostałby zwolniony i wdrożone odpowiednie leczenie, istniałaby możliwość odratowania ofiary, jednak ta pomoc musiałaby być natychmiastowa.

    W styczniu 2015 r. na rozprawie puszczono nagranie z wizji lokalnej. Podczas fragmentu, w którym jeden z oskarżonych opowiadał o zgwałceniu Kamila, oskarżony Jakub D. śmiał się szyderczo (zdjęcie).

    . . .

    10 marca 2015 r. w swojej mowie końcowej ciotka Kamila pytała oskarżonych, jakie mieli prawo, by go zamordować.

    Czy pamiętacie jak on wyglądał? Pamiętasz? A jak go pobiłeś też pamiętasz? Bo ja do końca życia nie zapomnę tego widoku

    – mówiła.

    Jemu bólu żeście narobili i mnie też

    – dodała po chwili.

    Adwokat wspierający kobietę, mec. Jerzy Matysiak, nie wierzył w resocjalizację oskarżonych i żądał dla obu dożywotniego pozbawienia wolności. Takiego samego wymiaru kary chciał prokurator, który proponował jeszcze, by zapłacili rodzinie pokrzywdzonego zadośćuczynienia w wysokości 100 tys. zł.

    Obrońcy oskarżonych chcieli niższej kary. Adwokat Jakuba D. mec. Ireneusz Olszewski mówił, że do tej tragedii mogłoby nie dojść, gdyby nie zaniedbania ze strony policji. To, że w mieszkaniu D. trwała impreza zgłosiła na komisariacie matka Jakuba R., jednak mundurowi zlekceważyli jej zgłoszenie. Podkreślił także, że to nie Jakub D. rozpoczął katowanie Kamila:

    Po prostu się przyłączył, nie chcąc pozostać w tyle. Jest to swoisty element młodzieńczej subkultury.

    Inną linię obrony przyjął obrońca Dawida R. mec Bartłomiej Krakowski:

    Oskarżony nie jest zbytnio inteligentny. Jak na tę jego inteligencję niezbyt wysoką wpłynęło to, że był od tygodnia w momencie zdarzenia pijany i naćpany, bez momentów dłuższego trzeźwienia?

    Dawid R. ponownie wyraził skruchę, a Jakub D. prosił o łagodny wymiar kary.

    (klik)

    . . .

    17 marca 2015 r. w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy zapadł wyrok. Jakub D. i Dawid R. zostali skazani na karę po 25 lat pozbawienia wolności. Ich warunkowe zwolnienie nie może nastąpić wcześniej niż po odbyciu co najmniej 20 lat orzeczonej kary.

    Według sądu motyw działania sprawców był banalny:

    Uznali, że po bójce z Jakubem R., który wcześniej był w mieszkaniu, Kamil był jeszcze za mało pobity. Poza tym – nie zrobił oskarżonym kotletów.

    Ich działanie było bezduszne, bestialskie, świadczące wręcz o odczłowieczeniu. Oskarżeni mieli możliwość przerwania ciągu zdarzeń, jednak napawali się agresją wobec bezbronnego człowieka, który nic im nie zrobił. Potraktowali pokrzywdzonego jak worek treningowy, jak śmiecia, który można wrzucić do skrzyni tapczanu, a po wyjęciu dalej gnębić i tłamsić

    – mówiła sędzia sprawozdawca Anna Warakomska w uzasadnieniu wyroku.

    Prokurator żądał dla oskarżonych dożywocia, jednak sędzia Anna Warakomska uzasadniła:

    Kara dożywotniego pozbawienia wolności swą rangą jest zrównana z kiedyś obowiązującą karą śmierci. Można ją wymierzyć wtedy, kiedy w sprawie brak jest jakichkolwiek okoliczności łagodzących.

    Zdaniem sądu okoliczności łagodzących było kilka, z czym nie zgodził się adwokat ciotki zamordowanego Kamila i złożył apelację.

    W październiku 2015 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku podtrzymał stanowisko sądu w Bydgoszczy, jednak dodatkowo zaostrzył wyrok.

    Sąd podtrzymał orzeczenie z marca, uznając, że kara 25 lat pozbawienia wolności za to zabójstwo jest kara adekwatną. Dodatkowo włączył w treść orzeczenia winę za czyn z artykułu 197 kodeksu, czyli dokonanie zgwałcenia

    – mówił mec. Jerzy Matysiak.

    Dlatego Jakub D. i Dawid R. nie będą mogli ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z odbywania kary.

    . . .

    W październiku 2014 r. matka Jakuba D., Wioletta udzieliła krótkiego wywiadu "Gazecie Pomorskiej".

    Ja nie wiem, czemu oni wszyscy, te pismaki wypisują takie bzdury o moim Kubie

    – denerwowała się.

    Nigdy nie miałam z nim problemów. Nie pozwalałam kupować alkoholu. To, jak już przestałam pić. Bo ja już nie piję

    – zaznaczała. Wspominała też, że mówiła synowi by się "z tymi gówniarzami" nie zadawał i że najgorszym z nich wszystkich to "był ten Różko".

    Nie wiem, co teraz zrobię. Chyba napiszę do niego list. Do Kuby. Nie widziałam go od zeszłego roku. Robią z niego w sądzie takiego, co to tylko w kącie stał. A on taki nie jest. Oj nie. Nie pozwoliłby, żeby ktoś go przestawiał z kąta w kąt...

    . . .

    Jakub D. ma obecnie około 25 lat, a Dawid R. 29. Do końca kary zostało im jeszcze do odsiedzenia około 20 lat.

    . . .

    *jakby ktoś chciał zobaczyć sobie to miejsce i przekonać się jak bardzo blisko znajduje się od komisariatu policji to proszę —> klik ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    • • •

    Nad poprawnością języka polskiego w moich tekstach czuwa @TerazMnieWidac, a nad językiem prawnym, prawniczym oraz służąc wiedzą z dziedziny prawa karnego @IgorK.

    • • •

    Zapraszam także na mój drugi hasztag rejestrzboczencow.

    • • •

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd oraz z artykułu Agnieszka Kozak "Cztery godziny piekła", który ukazał się w magazynie "Detektyw" nr. 10/2018 (jeżeli ktoś będzie zainteresowany mogę wysłać na priv zdjęcia, chociaż średnio widzę w tym sens, ponieważ pani Kozak skopiowała fragmenty z "Ekspressu Bydgoskiego" i innych gazet, więc tam macie to samo, istne kopiuj–wklej, tylko w innej kolejności + dodała do tego zmyślone informacje i przeinaczyła kilka faktów).

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #gwalt #zgwalcenie #naklo #naklonadnotecia #bydgoszcz
    pokaż całość

    źródło: hfhfhf.jpg

  •  

    Jeśli ktoś się interesował sprawą Jayme Closs, zaginionej trzynastolatki z miasteczka Barron w stanie Wisconsin, mam bardzo dobre wieści ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Została odnaleziona żywa, nieopodal miejscowości Gordon (WI). Zdołała uciec, porywaczowi i mordercy swoich rodziców, i poinformować o swojej sytuacji, kobietę przechadzającą się w pobliżu ze swoim psem. Ta następnie poinformowała policję. Porywacz został zatrzymany, wiadomo o nim na razie tylko tyle, że jest to około dwudziestoletni mężczyzna. Jayme została przewieziona do szpitala w Duluth (WI). Około północy czasu CST (08:20 naszego czasu) zostanie przekazana swoim krewnym.

    Nastolatka, zaginęła 15 paździdrnika 2018 i jej odnalezienie żywej po prawie trzech miesiącach od zaginięcia, jest czymś dość niezwykłm jak na tego typu sprawę.

    #usa #kryminalne #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Nocna zmiana w nastawni.

    Był październik roku 1999. Rozpoczynała się nocna zmiana w nastawni kolejowej KD1, która jest częścią bocznicy kolejowej należącej do Kopalni Węgla Kamiennego “Dębieńsko”. O godzinie 22 na stanowisku zameldowała się 25 letnia dróżniczka Małgorzata Żarnowska. Mieszkała w Czerwionce-Leszczynach razem ze swoim mężem i kilkunastomiesięcznym dzieckiem. O Małgorzacie można było powiedzieć wiele dobrego, była ambitna, solidna, można było na niej polegać, a łączenie obowiązków zawodowych z macierzyństwem nie stanowiło dla niej problemu. Była także przezorna - nigdy nie wpuszczała do swojego miejsca pracy nieznajomych. Nie wiadomo, co stało się tamtej nocy z 26 na 27 października. Cokolwiek to było, rezultat był i nadal jest tragiczny.

    Pierwsze godziny pracy upłynęły Małgorzacie rutynowo, zamykała rogatki, sprawowała pieczę nad sygnalizacją i ruchem pociągów, wszystko skrupulatnie zapisując w dzienniku pracy. O 2:20 obok nastawni przejeżdża skład pociągu kopalni “Dębieńsko”. Załoga zna Małgorzatę, więc widząc zamknięte rogatki omija bocznicę pozdrawiając dziewczynę. Dziewięć minut później w dzienniku Małgorzata zostawia ostatnią w swoim życiu notatkę odnotowując tamten przejazd.

    Ta sama załoga wraca o godzinie 3:40. Tym razem nikt nie zamyka rogatek. Maszynistę zaskakuje ta niecodzienna sytuacja, postanawia zatrzymać skład i razem z resztą pracowników sprawdzić co się dzieję. W budynku nastawni nie było żywej duszy. Małgorzata nigdy nie opuściłaby miejsca pracy, bez żadnej informacji. Dlatego maszynista skontaktował się drogą radiową z nastawnią CWD1, lecz tam także nikt nie otrzymał żadnej wiadomości od kobiety. Pracownicy nastawni zadzwonili do męża Małgorzaty, który pracował na stanowisku sztygara w tej samej kopalni. Mężczyzna był pewien, że żona jest w pracy i nic nie wiedział o jej wyjściu. Kolejarze na własną rękę postanowili odnaleźć kobietę.

    Dwie godziny później dotarli do murowanego pojemnika na węgiel 70 metrów od nastawni KD1. To co tam zobaczyli, zostało w ich pamięci na zawsze. Na ziemi i miale węglowym leżały zwłoki Małgorzaty Żarnowskiej. Natychmiast zawiadomiono policję. Na miejscu pojawiła się ekipa policjantów kryminalnych z Rybnika, razem z prokuratorem. Rozpoczęły się oględziny miejsca zbrodni. Nie mogła zrobić tego sama. Wszyscy byli pewni jednego - padła ofiarą mordercy.

    Ciało Małgorzaty było obnażone. Kobietę przykrywał czarny sweter, wokół jej ust i nosa były ślady krwi. Wokół ciała znaleziono jej nóż i spinki do włosów. Sprowadzony na miejsce wyszkolony pies podjął trop, który prowadził wzdłuż torów. Policjanci odnaleźli tam portfel należący do Małgorzaty. Dalej trop się urwał. Ważnym śladem był odcisk ucha odnaleziony na jednej z szyb nastawni KD1 Zabezpieczono także reklamówkę z puszkami i butelkami odnalezioną niedaleko ciała, jednak nie udało się ustalić czy miała jakikolwiek związek z morderstwem.

    Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu kobiety były rozległe obrażenia wewnętrzne, wynikające z silnego ucisku klatki piersiowej i brzucha. Morderca działał ze szczególnym okrucieństwem, bił kobietę tępym narzędziem, dusił a chwile przej jej zgonem zgwałcił.

    W toku śledztwa przesłuchano ponad setkę osób z otoczenia Małgorzaty, pobierano materiał genetyczny, ubrania i ręczniki w poszukiwaniu krwi czy jakiegokolwiek śladu, który mógł okazać się przełomem w śledztwie. Powstały dwie wersje zdarzenia: był to napad rabunkowy, lub na tle seksualnym. W trakcie prowadzenia czynności policjanci wywnioskowali, że druga wersja jest bardziej prawdopodobna.

    30 grudnia 2000.r śledztwo umorzono, a bliscy nie skorzystali z możliwości zaskarżenia tego postanowienia sądu.

    Przełom miał nastąpić dwa lata później, kiedy rybnicka policja dostała informację jakoby jeden z osadzonych w Nowym Sączu przestępców przechwalał się współwięźniom, że to on dokonał morderstwa dróżniczki spod Rybnika. Te informację pozwoliły na ponowne wszczęcie śledztawa.

    Odnalezienie mężczyzny nie stanowiło żadnego problemu, ponieważ nadal znajdował się on w ośrodku zamkniętym. Podczas przesłuchania wyparł się jednak wszystkiego, a testy materiału genetycznego i porównanie odcisku ucha potwierdziło brak związku więźnia ze sprawą.

    Sprawę umorzono po raz kolejny ze względu na brak śladów, rodzina znowu nie starała się o wznowienie śledztwa. Śląska policja nadal bada okoliczności morderstwa dwudziestopięciolatki. Nie wyklucza się, że była to osoba ze środowiska Małgorzaty, która znała rozkład pociągów i wiedziała, że tego dnia kobieta będzie w nastawni sama. Możliwe, że to Małgorzata wpuściła ją do środka. Przedawnienie sprawy nastąpi w 2029 roku.

    Pozwólcie mi na pewne rozważania.
    Możliwe, że ślad ucha nie należał do mordercy, lecz do jedynego świadka. Co jeśli Małgorzata widząc, że do nastawni wchodzi obcy mężczyzna, jako sygnał alarmowy zamknęła rogatki. Ktoś z pracowników kopalni zatrzymał się na przejeździe. Wiedząc, że pociągi nie będą kursować przez kilka godzin wyszedł z samochodu i usłyszał odgłosy szamotaniny. Podszedł do nastawni, przycisnął ucho do szyby i wystraszył się tego co usłyszał lub zobaczył. To mało prawdopodobna wersja, ponieważ ta osoba nie miałaby powodu do ukrywania swoich zeznań. Chyba, że znała mordercę.

    #kryminalne #rybnik #morderstwo #sprawykriminalne

    Dla osób które wolą posłuchać:
    http://soundcloud.com/user-874874855/drozniczka-z-debienska

    Źródła:
    http://www.nowiny.pl/duzy-kaliber/121925-zabojca-zostawil-odcisk-ucha.html
    http://polskatimes.pl/z-archiwum-x-zabojstwo-25letniej-malgorzaty-na-terenie-kopalni-debiensko/ar/470797
    http://bezprzedawnienia.blogspot.com/2018/10/nocna-zmiana.html
    pokaż całość

    źródło: dróżniczka.jpg

    •  

      @derko123: Zastanawia mnie ta reklamówka z puszkami i butelkami. Jeśli były to butelki po wodzie czy puszki po napojach, to faktycznie, można by to pominąć, oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nie ma na tym śladów należących do ofiary. Jeśli jednak były to opakowania po alkoholu, to operator nastawni raczej takich śmieci nie "wygenerował". Wątpliwe, żeby człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym umilał sobie czas strzelaniem browarków. Skoro więc reklamówka nie była własnością ofiary, to czyją? Może zawierała fanty jakiegoś menela-zbieracza złomu? Niezrównoważonego psychicznie menela-zbieracza złomu? I tu przychodzą mi do głowy dwie opcje z tym niezrównoważeniem w tle. Pierwsza to próba wymuszenia pieniędzy, która zamieniła się w morderstwo i gwałt, bo szajba odbiła w wyniku odmowy. Dziewczyna wyszła z nastawni zapalić/złapać trochę świeżego powietrza, wtedy przypałętał się menel. Wiedział, że dziewczyna jest tu o tej porze sama. Próbował wysępić fajki/pieniądze, a kiedy odmówiła, uderzył ją (czymś - np. jakimś żelastwem, którym grzebał w śmieciach), ona straciła przytomność, a że korba odbiła na dobre, to dokończył "dzieło". Opcja druga to tło czysto seksualne, a rabunek dokonany przy okazji. Menel mógł być kimś w rodzaju Pękalskiego. Wiedział, że w nastawni pracuje młoda dziewczyna, "zakochał się" w niej, postanowił więc ją zabić (albo "tylko" pozbawić przytomności) i zgwałcić. Być może obserwował przez jakiś czas nastawnię i dzięki temu dowiedział się, że bywają noce, podczas których jego przyszła ofiara jest tam sama. Odcisk ucha powstał albo na etapie przygotowań (przyszedł, podsłuchał, ale coś go spłoszyło), albo tuż przez zbrodnią (podsłuchiwał, aby upewnić się, czy faktycznie jest sama). Dalej jak w opcji pierwszej - ona wyszła przed budynek, on zaatakował i wyparował. Dlaczego targał ze sobą reklamówkę z fajansem, planując zbrodnię? Piorun go wie, ale skoro mówimy o niezrównoważonym menelu, to tytana umysłu na myśli raczej nie mamy. I tu pojawia się sprawa noża. Wyjaśniono, do kogo należał? Może był to nóż ofiary, który miała tam dla (złudnego) poczucia bezpieczeństwa i zwyczajnie nie zdążyła/nie potrafiła/nie chciała go użyć? Idąc tym tropem równie dobrze to hałas wywołany przez ten fajans z reklamówki mógł wywabić ofiarę z nastawni. Wzięła ze sobą nóż, gość go zobaczył (groziła mu nim?), włączył mu się psychoagresor no i efekt jak w dwóch poprzednich opcjach.

      @PrinsFrans Jeżdżę czasem trochę po Polsce i sam miewałem takie przemyślenia. Pamiętam, kiedyś wracałem w środku nocy ze zlecenia, bodajże gdzieś na wschodzie kraju. Wjechałem w zadupie totalne i ostateczne, z jednej strony las, z drugiej strony pola, a w pewnym momencie same pola. Mijałem co prawda tabliczki z nazwami miejscowości, ale nigdzie w pobliżu tych miejscowości nie widziałem. Jedyny oświetlony i ruchomy obiekt to moja "krwawa piuntka" (wtedy czerwony Civic V ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), a jedyny żywy obiekt to ja wewnątrz "krwawej piuntki". Dość długo jechałem, kiedy zauważyłem jakąś grupkę świateł na horyzoncie. Przejazd. Strzeżony, z zaporami i kanciapą dróżnika. Po środku cholernego niczego. Jakiś kilometr od przejazdu dopiero mała wieś. Pomiędzy przejazdem a wsią - znowu cholerne, czarne jak smoła limbo. I tak sobie pomyślałem, że gość przecież jest tu tak bardzo "na widelcu", jak nikt nigdy nigdzie nawet nie. Nawet gdyby próbował wezwać pomocy, to dziesięć razy go tu zatłuką, zanim ktokolwiek przyjedzie. No bo kto? W "pobliskiej" wsi nie usłyszą. Ktoś, kto odbierze radiotelefon też pewnie jest w cholerę daleko. Może pilnuje jakaś firma ochroniarska i facet ma tam coś w rodzaju napadówki? Może i ma, tylko jak wyżej - zanim dojedzie patrol, to naprawdę sporo czasu może minąć.
      pokaż całość

    •  

      Wątpliwe, żeby człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym umilał sobie czas strzelaniem browarków.

      @SP_Alfa_Kilo: akurat przypadków pijanych dróżników/dróżniczek było całkiem sporo.

      Przykład

    • więcej komentarzy (35)

  •  

    Kolejna dawka #soundtrack997

    O co chodzi?
    Udało mi się zidentyfikować część utworów stanowiących podkłady muzyczne w Magazynie Kryminalnym 997 z - mogę chyba tak powiedzieć - legendarnych odcinków z końca lat 90, gdzie muzyka robiła 90% klimatu rekonstrukcji. Będę je wrzucał regularnie.

    #997 #mk997 #magazynkryminalny997 #archiwum997 #tvp #telewizja #90s #lata90 #kryminalne #nostalgia #muzyka #muzykaelektroniczna #polska #soundtrack #synthpop pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Mireczki, ruszam z nowym tagiem #mordercyateizmu gdzie będę opisywać historie ateistycznych morderców. Zapraszam do obserwowania lub czarnolistowania.

    Dodaję jeszcze raz. A co do ateistów, którzy muszą usilnie tu komentować, jak to taki śmieszny tag to dodajcie go na czarną listę i wracajcie na swoje tagi # pedofilewiary czy # mordercychrystusa, bo te już przecież nie są takie śmieszne.

    5 listopada 2017 roku w kościele baptystów w Sutherland Springs w USA miała miejsce strzelanina. Devin Patrick Kelley zabił 26 i ranił 20 modlących się osób. „Ofiary tej najbardziej krwawej strzelaniny spowodowanej przez pojedynczego osobnika w historii Teksasu miały od 5 do 72 lat” – powiedział, z trudem panując nad swoim głosem, Greg Abbott, gubernator tego stanu. Wśród ofiar śmiertelnych jest 14-letnia córka pastora zboru i kobieta w ciąży.

    Jego znajomi oznajmili, że nienawidził religijnych ludzi. Brytyjski "Daily Mail" przedstawia go jako "wyrzutka", który "głosił swój ateizm" w Internecie. Cytuje jego byłych kolegów i koleżanki ze szkoły. Mówią oni, że Devin był "dziwny" i "szalony". - Był pierwszym ateistą, jakiego spotkałem - mówi o nim Patrick Boyce, który chodził z nim do szkoły średniej Braunfels. Z kolei Nina Rose Nava, również jego była koleżanka, napisała na Facebooku: "Jestem w kompletnym szoku. Dopiero co usunęłam go z Facebooka, bo nie podobały mi się jego posty. Zawsze mówił o tym, że ludzie wierzący w Boga są głupi i starał się głosić swój ateizm". Anonimowy uczeń: "Niedawno dodał mnie do znajomych na Facebooku. Przyjąłem zaproszenie, bo razem uczęszczaliśmy do szkoły. Ilekroć widziałem go na tablicy, udostępniał rzeczy dotyczące broni i bycia ateistą" - stwierdził.

    W latach 2010-2014 był zatrudniony w bazie US Air Force. Jednak w maju 2014 roku został stamtąd zwolniony za nieodpowiednie zachowanie. W czasie popełniania zbrodni miał na sobie kamizelkę kuloodporną i był ubrany na czarno, poinformował Freeman Martin, zastępca dyrektora bezpieczeństwa publicznego Teksasu. Napastnik był uzbrojony w karabin półautomatyczny marki Ruger.

    Zginął ścigany przez dwóch świadków zdarzenia. Jeden z nich – Stephen Willeford – gdy usłyszał strzały w pobliskim kościele, chwycił legalnie posiadaną przez siebie broń i ruszył na pomoc. Pomiędzy mężczyznami wywiązała się strzelanina. W jej trakcie napastnik porzucił trzymaną broń, uciekł z kościoła, wsiadł do samochodu i zaczął uciekać. Willeford z bronią w ręku ruszył w pościg za mordercą samochodem prowadzonym przez innego członka lokalnej społeczności. Morderca wypadł z drogi w mieście New Berlin, 20 kilometrów od miejsca strzelaniny. Przybyli na miejsce policjanci stwierdzili zgon Kelleya.

    #usa #bekazateistow #ciekawostki #bron #mordercy #4konserwy #bekazlewactwa #zbrodnia #kryminalne
    pokaż całość

    •  

      no z takim myśleniem wszystko cokolwiek czynili ludzie w średniowieczu identyfikujesz jako czyny z pobudek chrześcijańskich. Nie dopatrujesz się w tym żadnych racji społeczno - politycznych.

      @mlodszy_szaman_hordy: XD jeśli jesteś katolikiem, to bardzo zakochanym w swoim światopoglądzie, że nie dostrzegasz w nim ewidentnych skaz. A kim byli ludzie dopuszczający się w przytoczonym przypadku okrucieństw, jeśli nie katolikami, chrześcijanami zwalczającymi innych chrześcijan, którzy zagrażali interesom i porządkom feudalizmu? Moralność katolicka uchroniła ich przed czynieniem zła? Idąc twoim tokiem myślenia, mógłbym odbić piłeczkę i napisać coś w stylu: "no z takim myśleniem wszystko cokolwiek czynili ludzie w państwach komunistycznych identyfikujesz jako czyny z pobudek marksizmu. Nie dopatrujesz się w tym żadnych racji społeczno - politycznych"

      Nie wiem w takim razie co rozumiesz jako wolność i godność człowieka, w oderwaniu od moralności te pojęcia niewiele znaczą. Moralność to usposobienie się z szacunkiem do ludzkiej godności i wolności.

      @mlodszy_szaman_hordy: tylko teiści mają moralność?
      pokaż całość

    •  

      @NiemieckiArbiter: ja tylko wykazuje że skoro ateizmowi który nie implikuje sam z siebie żadnych zasad nie przypisujecie zbrodni dokonanych przez ateistów, to dlaczego obwiniacie katolicyzm który mordowanie potępia, a uczy szacunku do ludzkiego życia, za zbrodnie wykonane wbrew niemu?

      tylko teiści mają moralność?
      @NiemieckiArbiter: może miałeś w poniższym cytacie katolickie nauki o moralności, jednak tego nie sprecyzowałeś.

      a jeśli napiszę ci, że mając w głębokim poważaniu nauki o moralności i karzącego za występki bozię
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (32)

  •  

    Ech Mircy, zwykle lurkuje ale proszę was o małą pomoc (╥﹏╥). Mojemu dobremu znajomkowi 23.12.18 z Gdańska ukradli busa (Volksvagen Multivan). Dzień po jego zakupie (w wigilię), gdzie jeszcze dopinał szczegóły jego ubezpieczenia, nawet nie zdążył zmienić rejestracji (niestety były zagraniczne) i jest kilkadziesiąt koła w plecy. Sprawa zgłoszona policji, ale oni sobie radzą z tym dosyć wolno, w końcu umorzone śledztwo też podbija statystykę. Dzisiaj dostał w końcu mnóstwo nagrań z monitoringu, na kilku z nich widać złodziei, samochód którym przyjeżdzają. Monitoring jest całkiem ok, (Na tyle że można bez problemu rozpoznać rodzaj auta, lecz nie rejestracje). Mam sporo tego ale nie chcę upubliczniać bez powodu tego na wykopie ale znacie może jakiś program który pozwala wyostrzać jeszcze bardziej stopklatki/grafika który by się tym zajął?

    #csiwykop #kryminalne #kradziez #busiarze #gdansk #policja
    pokaż całość

  •  

    Dobra, zaczynam wrzucanie, niech wrócą wspomnienia. ( ͡° ͜ʖ ͡°) Zakładam tag #soundtrack997

    O co chodzi?
    Udało mi się zidentyfikować część utworów stanowiących podkłady muzyczne w Magazynie Kryminalnym 997 z - mogę chyba tak powiedzieć - legendarnych odcinków z końca lat 90, gdzie muzyka robiła 90% klimatu rekonstrukcji. Będę je wrzucał regularnie.

    #997 #mk997 #magazynkryminalny997 #archiwum997 #tvp #telewizja #90s #lata90 #kryminalne #nostalgia #muzyka #muzykaelektroniczna #polska #soundtrack
    pokaż całość

    źródło: m.youtube.com

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    KRZYSZTOF ROGUS, rocznik '89
    DAWID PĘDZIK, rocznik '84

    Krzysztof Rogus już jako nastolatek trafił do schroniska dla nieletnich za usiłowanie zabójstwa i dotkliwe pobicie starszej kobiety. Lekko upośledzony i zdemoralizowany chłopak pracował jako stolarz, chociaż ukończył tylko szkołę podstawową, w przeciwieństwie do swojego o pięć lat starszego kolegi Dawida. Pędzik z zawodu był kucharzem, a w swoim 24-letnim życiu był już dwunastokrotnie sądownie karany — za popełnienie przestępstw przeciwko mieniu, bezpieczeństwu w komunikacji i ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.

    Mężczyźni (zdjęcie) mieszkali w małej podkarpackiej wsi Siedliska-Bogusz. 13 lutego 2009 r. 19-letni Rogus w towarzystwie Pędzika odwiedził męża swojej starszej siostry. 33-letniemu Krzysztofowi Kurczowi w małżeństwie nie układało się najlepiej, dlatego też zażądał rozwodu, a żona wraz z dziećmi wyprowadziła się z ich wspólnego domu na obrzeżach wsi. Tam też tego zimowego dnia pili wódkę. Młodsi mężczyźni już wcześniej uzgodnili między sobą, że zabiją i okradną Kurcza dlatego, gdy już pijany przysypiał na krześle, przystąpili do ataku. Pędzik uderzył go dwukrotnie trzykilogramowym metalowym młotkiem w część ciemieniową głowy, po czym Rogus włączył piłę motorową i przeciął mu kark, prawie ucinając głowę.

    Popatrz, jaką mu zrobiłem ranę!

    — krzyknął do kolegi, po czym wyciągnął martwemu szwagrowi 100 zł z kieszeni.

    Mieszkanie spłynęło krwią. Pędzik spalił swoje zakrwawione buty w piecu, po czym obaj udali się nad rzekę. Gdy narzędzia zbrodni zniknęły pod wodą, poszli do sklepu, a z zakupionym za skradzione pieniądze alkoholem wrócili do domu Krzysztofa Kurcza. Martwego gospodarza przykryli kołdrą, by podczas picia wódki nie musieć patrzeć na jego zmasakrowane zwłoki. Mężczyźni imprezowali tam jeszcze przez kilka dni, a telefony od zmartwionej matki Kurcza odbierał Rogus i zapewniał kobietę, że u jej syna wszystko w porządku.

    Gdy po trzech dniach skończyły im się pieniądze oraz wódka, udali się do sąsiedniego domu, gdzie mieszkała 75-letnia Aniela Kurcz — ciotka zamordowanego Krzysztofa.

    Gdy weszliśmy do domu, zasłoniłem okna, żeby nikt nic nie widział

    — opowiadał później przed sądem Pędzik.

    Mężczyźni grozili staruszce siekierą i nożem oraz dotkliwie ją pobili. Kobieta miała złamany nos z przemieszczeniem, złamane żebro oraz pękniętą ścianę żołądka. Obolałą kobietę Rogus uderzył otwartą dłonią w twarz, zdjął majtki, pociągnął za nogi, a gdy z krzesła upadła plecami na podłogę, Pędzik przytrzymał jej nogi, a Rogus zgwałcił. Po tym jeden z oprawców zaczął okładać ją obuchem siekiery po głowie, powodując jej zgon. Z mieszkania zabrali 2,5 tys. zł i udali się do sklepu po alkohol.

    Już następnego dnia, 17 lutego zapukali do drzwi 79-letniej Zofii N. Poprosili kobietę o wodę, twierdząc, że wyczerpała się w chłodnicy ich auta. Gdy zorientowali się, że jest sama, wtargnęli do domu i grożąc nożem, zażądali wydania pieniędzy. Staruszka oddała im tysiąc złotych, jednak sprawcy nie chcieli uwierzyć, że to wszystkie oszczędności, które posiadała, dlatego związali ją sznurem oraz kablem elektrycznym. N. nie miała więcej gotówki, a nieusatysfakcjonowani mężczyźni, ze strachu przed wydaniem ich policji, postanowili zabić staruszkę. Rogus nakrył jej głowę swetrem, a Pędzik dwukrotnie uderzył obuchem siekiery w głowę. Po wszystkim udali się do sklepu po alkohol.

    . . .

    18 lutego sąsiadka jednej z zamordowanych kobiet razem z pracownicą pomocy społecznej odkryły zwłoki. (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) (zdjęcie) Policjanci interweniujący w związku z tym zgłoszeniem dowiedzieli się od pobliskich mieszkańców, że od kilku dni nie widzieli także mieszkającego obok Krzysztofa Kurcza. Mundurowi zapukali do domu mężczyzny, a gdy nie było odpowiedzi nawet na uderzenia w okna, postanowili wyważyć drzwi i wejść do środka.

    Rogus i Pędzik zostali zatrzymani już pięć godzin później. Przyznali się do morderstw i kradzieży.

    (krótki reportaż)

    Podejrzanych aresztowano na trzy miesiące, a od 19 lutego zaczęły się wizje lokalne z ich udziałem. Podczas jednej z nich mężczyźni przyznali, że gdyby zabrakło im pieniędzy, byłyby kolejne ofiary.

    Zarówno Krzysztof Rogus, jak i Dawid Pędzik zostali uznani za poczytalnych i świadomych swoich czynów w trakcie popełniania zbrodni. Stwierdzono u nich obniżony intelekt oraz nieprawidłowo ukształtowane osobowości, ale nie choroby psychiczne.

    Proces rozpoczął się w marcu 2010 r. (zdjęcie) (zdjęcie) i trwał zaledwie tydzień. Przed pierwszą rozprawą poirytowany Rogus pokazywał wulgarne gesty w kierunku mediów.

    Mężczyźni przyznali się do wszystkich zarzucanych im czynów, ale odmówili składania wyjaśnień. Podtrzymali jednak swoje wcześniejsze wyjaśnienia, złożone w czasie śledztwa, które na pierwszej rozprawie odczytał sąd. Wtedy też Pędzik powiedział, że zabili Kurcza, bo jego żona "miałaby wtedy spokój". Twierdził także, że miał z nią romans, a kobieta chciała i tak się rozwieść.

    Podczas ostatniej z trzech rozpraw prokurator domagał się dla oskarżonych wyroku dożywocia z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie dla Rogusa po odbyciu 60 lat kary, a dla Pędzika — po 55.

    Według prokuratury, działania sprawców były planowane i ukierunkowane na zysk, a następnie na zatarcie śladów zbrodni. Oskarżeni działali pod wpływem alkoholu, wybierali na ofiary osoby samotne, o których wiedzieli, że otrzymują regularne świadczenia, oraz mieszkające w domach oddalonych od innych zabudowań. Z zebranego materiału dowodowego wynikało, że motywem działania oskarżonych była chęć uzyskania pieniędzy na alkohol, a następnie pozbawienie życia pokrzywdzonych, którzy mogli ich zidentyfikować.

    Obrońcy oskarżonych wnosili o łagodniejsze wyroki, natomiast sami oskarżeni w mowie końcowej przeprosili za swoje czyny.

    Wyrok zapadł 1 kwietnia 2010 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał obu mężczyzn (zdjęcie) (zdjęcie) za winnych zarzucanych im czynów oraz skazał:

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) oraz rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Krzysztofa Kurcza (art. 280 § 2 kk), na kary po 25 lat pozbawienia wolności;

    • za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Anieli Kurcz (art. 280 § 2 kk), na kary po 8 lat pozbawienia wolności;

    • za zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem Anieli Kurcz (art. 197 § 4 kk oraz art. 197 § 3 kk) Krzysztofa Rogusa na 8 lat pozbawienia wolności, z kolei Dawida Pędzika na 6 lat;

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) Anieli Kurcz na kary po 25 lat pozbawienia wolności;

    • za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia na osobie Zofii N. (art. 280 § 2 kk), na kary po 10 lat pozbawienia wolności;

    • za zabójstwo (art. 148 § 1 kk) Zofii N. na kary po 25 lat pozbawienia wolności.

    Orzeczona kara łączna za ww. przestępstwa dla obu sprawców to dożywotnie pozbawienie wolności. Dla Krzysztofa Rogusa z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po upływie 45 lat, a dla Dawida Pędzika po 40. Obaj mężczyźni mają też zapłacić matce zamordowanego, Danucie Kurcz, po 10 tys. zł.

    Sąd zezwolił także na publikację pełnych danych oraz wizerunków oskarżonych.

    W uzasadnieniu wyroku sędzia Piotr Popek powiedział, że nie ma wątpliwości, iż doszło do zbrodni o dużym stopniu szkodliwości społecznej, dlatego też obaj oskarżeni zasłużyli na kary o charakterze eliminacyjnym, a społeczeństwo należy przed nimi chronić.

    Każda zbrodnia jest tragedią. Jednakże oskarżeni działali z rozmysłem, wyrachowaniem, na zimno, nie okazywali żadnych oznak wyrzutów sumienia. Potrafili wrócić na miejsce przestępstwa, spożywać alkohol obok zwłok. To wszystko świadczy o wysokim zdemoralizowaniu oskarżonych

    — podkreślał.

    Po wyjściu z sali sądowej wujek zamordowanego Krzysztofa Kurcza ze łzami w oczach powiedział:

    Teraz czujemy się bezpieczni. Sędzia wymierzył słuszną karę, ale za takie czyny powinna być śmierć.

    . . .

    Obrońcy oskarżonego złożyli apelację po ogłoszeniu wyroku, domagając się po 25 lat dla każdego ze sprawców.

    Zaniedbania wychowawcze i rodzinne spowodowały, że ma taki charakter. To rzutowało na czyny, które popełnił. Trzeba dać mu szansę, jest młody

    — przekonywał adwokat Pędzika. Z kolei obrońca Rogusa uznał, że okolicznością łagodzącą powinno być to, że przyznał się do winy. Matka zamordowanego oraz prokuratura chcieli utrzymania wyroku w mocy. Prokurator Stanisław Rokita z Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie uznał:

    To są seryjni mordercy. Drapieżnik zabija, by zdobyć pożywienie. Oni zrobili to dla dzikiej przyjemności. Czy można każdego z nich nazwać człowiekiem? Jedyna słuszna kara to całkowita eliminacje ze społeczeństwa.

    Krzysztof Rogus poprosił o ponowne badania psychiatryczne, kwestionując opinie biegłych. Próbował przekonać, że popełniając zbrodnie, nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi. Sąd także miał wątpliwości, czy normalni ludzie są w stanie dopuścić się takich czynów, dlatego przystał na wniosek i wysłał obu mężczyzn na dalsze obserwacje.

    . . .

    8 marca 2011 r. odbyła się ostatnia rozprawa (zdjęcie) (zdjęcie), na której sędzia Zbigniew Śnigórski z Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie przytoczył opinię biegłych, którzy ponownie nie stwierdzili u oskarżonych żadnych chorób psychicznych.

    Psychiatrzy uznali, że byli poczytalni, gdy zabijali. Dlatego sąd nie znalazł żadnych podstaw do obniżenia im kary. Jedyną jest całkowita eliminacja

    — wyjaśniał sędzia.

    Mowę prokuratora skazani zakłócali wulgarnymi odezwaniami. Uciszyli się dopiero po kolejnym upomnieniu przez sędziego i groźbie wyrzucenia z sali.

    Wyrok Sądu Okręgowego w Rzeszowie został utrzymany w mocy, a w uzasadnieniu tej decyzji przez Sąd Apelacyjny w Rzeszowie czytamy:

    Wysoki stopień demoralizacji oskarżonych, niekorzystne prognozy resocjalizacyjne wręcz przemawiają za tym, aby takiego sprawcę eliminować z życia społecznego na maksymalnie długi okres czasu, a nawet jak w tym przypadku dożywotnio.

    Tylko przypomnieć należy, że stosowany w przeszłości wobec Krzysztofa Rogusa środek poprawczy za czyn związany z usiłowaniem popełnienia zbrodni zabójstwa, jak też środki karne orzekane w 12 wyrokach wobec oskarżonego Dawida Pędzika okazały się całkowicie bezskuteczne. (...)

    Podobnie, nie mogła mieć istotnego znaczenia na wymiar kary okoliczność wynikająca z faktu przyznania się oskarżonych do popełnienia zarzucanych im czynów i nie tylko dlatego, że ich wyjaśnienia co do przebiegu samych zdarzeń nie zawsze były zgodne. (...)

    Nie można również podzielić twierdzeń apelacji, że oskarżeni wyrazili żal i skruchę za swoje czyny.

    Ich zachowania, a zwłaszcza oskarżonego (nazwisko ocenzurowane) na rozprawie apelacyjnej, w sposób jednoznaczny przeczą temu, co jest podnoszone w apelacjach.

    Na rozprawie apelacyjnej sędzia przewodniczący stwierdził:

    To były trzy egzekucje. Szwagier był tak pijany, że nawet dźwięk piły motorowej go nie obudził. Nie trzeba było go zabijać. Wystarczyło sięgnąć do jego kieszeni. Staruszki można było tylko przytrzymać i też zdobyliby pieniądze. Trudno o tym mówić bez załamania głosu, ciarki przechodzą.

    Na koniec dodał jeszcze:

    Wiedzieli, co robili. Zacierali ślady. Obaj nie dają gwarancji, że po opuszczeniu więzienia po 25 latach nie popełnią kolejnej zbrodni.

    Danuta Kurcz po wyjściu z sali z sądowej odetchnęła z ulgą. Nie mogła liczyć na karę śmierci dla morderców jej syna, jednak zarówno ona, jak i mieszkańcy miejscowości Siedliska-Bogusz oraz okolicznych wsi bali się, że skazani mogą wyjść po 15 latach i wrócić w rodzinne strony.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Rzeszowie oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    Zapraszam też na mój drugi tag polskiepato.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #siedliskabogusz #podkarpacie #seryjnimordercy #seryjnemorderstwo #krzysztofrogus #dawidpedzik #dozywocie #polskiesprawykryminalne
    pokaż całość

    •  

      @Bezimienny_BeZi: w komentarzach pod artykułami na ich temat, ludzie pisali, że cała rodzina Rogusów to straszna patologia. Podobno to rodzina wielodzietna, kradną i piją do tego. Mieszkali w jakiejś wsi obok i dostali od państwa dom. A ta żona zamordowanego sprowadziła mu do domu kilkoro patologicznych członków swojej familii i "jakiegoś bezdomnego" i urządził na chacie meline. Dlatego ją w końcu pogonił. Nie wiem czy to prawda. pokaż całość

    •  

      Serio, dla pieniędzy stawać w obronie takiego odpadu, które stwarza zagrożenie dla mieszkańców całego miasteczka. Z powodu tych pierdolonych banknotów

      @JEST-SUPER:
      A słyszałeś o czymś takim jak obrona z urzędu?
      Fakt, że każdy oskarżony musi mieć obrońcę, sprawia, że wyrok - w założeniu - jest jeszcze bardziej sprawiedliwy i odpowiedni, bo wynika z okoliczności sprawy, a nie z tego, że oskarżony nie umiał się bronić. Obrońca nie usprawiedliwia czynu, ani sprawcy, tylko gwarantuje klientowi równe szanse wobec aparatu państwowego (prokuratury).
      Kto miałby decydować czy należy Ci się obrońca czy nie? Zbigniew Ziobro? Czy ekspert z portalu wykop.pl? Dlatego należy się każdemu.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (67)

  •  

    Mam dobrą wiadomość. Mamy after party, czyli dodatkowy dzień promocji Zaczytani 2019.

    Prawie 17 tysięcy publikacji (ebooków i audiobooków) kupimy w świetnych cenach: 6.90 zł, 9.90 zł, 14.90 zł, 19.90 zł i 29.90 zł.

    Aktualne pozostają arkusze z listą tytułów w promocji i ich cenami:
    * Zaczytani 2019: Lista tytułów (Arkusz Google)
    * Zaczytani 2019: Lista tytułów (Excel)

    Lista księgarni Grupy Helion, w których obowiązuje promocja Zaczytani 2019 after party:

    * Zaczytani 2019 w księgarni Helion (literatura informatyczna)
    #it #informatyka #programowanie #grafikakomputerowa

    * Zaczytani 2019 w księgarni OnePress (książki dla biznesu)
    #biznes #ebiznes #ekonomia #finans

    * Zaczytani 2019 w księgarni Sensus (poradniki psychologiczne)
    #psychologia #coaching #motywacja

    * Zaczytani 2019 w księgarni Editio (książka literacka)
    #literatura #kryminalne #horror #fantastyka #romans

    * Zaczytani 2019 w księgarni Dla Bystrzaków (polska edycja serii poradników „For Dummies”)
    #dlabystrzakow #fordummies #zycie #nauka #praca

    * Zaczytani 2019 w księgarni Bezdroża (przewodniki turystyczne i książki podróżnicze)
    #podroze #przewodnik #mapy #albumy #reportaz

    Dodatkowe dwie promocje w księgarni ebookpoint. Obejmują one inne wydawnictwa niż promocja główna:
    * Zaczytani 2019: Tysiące ebooków i setki audiobooków do 80% taniej
    * Wydawnictwo Czarne - cała oferta od 6,90 zł
    pokaż całość

  •  

    Polecam wszystkim którzy lubią klimaty #kryminalne #mordercy i trochę też #seryjnimordercy.
    "Adaptacja jedynego dzieła non-fiction w dorobku Johna Grishama o sprawie dwóch morderstw popełnionych w Oklahomie w latach 80. XX wieku."
    Nie będę pisać więcej co by nie robić spoilerów ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ktoś już oglądał ? Jak wrażenia ?

    #netflix #dokument #seriale
    pokaż całość

  •  

    #szkolastandard

    Zapraszam na zapoznanie się z historią napadu, który po latach nadal porusza całą Japonię. 118 tys. przesłuchanych, setki detektywów (dwóch z nich zmarło z wycieńczenia podczas śledztwa) - wszystko na nic. Zuchwałej kradzieży dokonał facet podający się za policjanta.

    Link do artykułu.
    Link do znaleziska (zachęcam do wykopywania).

    Standardowo zapraszam na fanpage na Facebooku - dzięki za wszelkie polubienia!

    #angielski #angielskizwykopem #jezykangielski #ciekawostki #gruparatowaniapoziomu #swiat #japonia #kryminalne #zbrodnia #kryminalistyka
    pokaż całość

    źródło: jpnheist.jpg

  •  

    Tak, wiem, było już o tym na #cebuladeals. Ale jak dotąd nikt tej akcji #zaczytani2019 porządnie nie opisał i nieotagował. A jako największa promocja publikacji elektronicznych w Polsce na to zasługuje.

    Prawie 17 tysięcy publikacji (ebooków i audiobooków) przez 2 dni (2-3.01.2019) kupimy w świetnych cenach: 6.90 zł, 9.90 zł, 14.90 zł, 19.90 zł i 29.90 zł. Obniżki sięgają nawet 90%. W promocji najwięksi polscy wydawcy, m.in.: W.A.B, Agora, Literackie, Rebis, Nasza Księgarnia, Zysk, PWN i Wydawnictwo Dolnośląskie.

    Można skorzystać z arkusza z listą 16727 tytułów w promocji i ich cenami:
    * Zaczytani 2019: Lista tytułów (Arkusz Google)
    * Zaczytani 2019: Lista tytułów (Excel)

    Główną księgarnią promocji jest ebookpoint, ale część ebooków i audiobooków jest także w księgarniach tematycznych. Helion dla IT, Bezdroża dla podróżników ito. Dlaczego warto tam zajrzeć? Możemy sobie przejrzeć te najczęściej kupowane, najlepiej oceniane itp. tylko w jednym temacie.

    * Zaczytani 2019 w księgarni Helion (literatura informatyczna)
    #it #informatyka #programowanie #grafikakomputerowa

    * Zaczytani 2019 w księgarni OnePress (książki dla biznesu)
    #biznes #ebiznes #ekonomia #finans

    * Zaczytani 2019 w księgarni Sensus (poradniki psychologiczne)
    #psychologia #coaching #motywacja

    * Zaczytani 2019 w księgarni Editio (książka literacka)
    #literatura #kryminalne #horror #fantastyka #romans

    * Zaczytani 2019 w księgarni Dla Bystrzaków (polska edycja serii poradników „For Dummies”)
    #dlabystrzakow #fordummies #zycie #nauka #praca

    * Zaczytani 2019 w księgarni Bezdroża (przewodniki turystyczne i książki podróżnicze)
    #podroze #przewodnik #mapy #albumy #reportaz

    Aż 290 książek w promocji ma rabat powyżej 75%. Jak łatwo się domyśleć, najbardziej przecenione będą tytuły IT... Wśród nich np. Biblia e-biznesu z 99 na 19,90 zł (-80%) i Biblia e-biznesu 2. Nowy Testament ze 129 na 29,90 zł (-77%). Jest też np. Pakiet 10 ebooków tworzący intensywny kurs angielskiego z 49,99 na 6,90 zł (-86%).
    pokaż całość

  •  

    W tym roku, mimo drobnych turbulencji, udało mi się po raz drugi przekroczyć magiczną granicę 52 książek rocznie.
    O ile w poprzednim przebrnęłam przez 68 pozycji, to tym razem licznik zakończonych książek stanął na 57. Nadal jestem z tego bardzo zadowolona, ponieważ przez moment miałam zupełną niechęć do czytania, ale dzięki technice "audiobook + książka/ebook" (czytanie i słuchanie na zmianę, by korzystać z sytuacji jak najbardziej) dokonał się przełom ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ponieważ ludzie często pytają mnie, jak to jest tyle czytać, dobrze czy niedobrze - przede wszystkim czy w ogóle pamiętam co czytałam - wrzucę chociaż krótką listę fajnych pozycji, które na pewno zostaną ze mną na dłużej, a które może i wam przypadną do gustu. Tutaj też krótki zaśpiew do @xxx-xxx-xxx, bo pytał o to na mirko.

    1) "My, dzieci z dworca Zoo" - absolutny klasyk, który jakimś cudem nie zainteresował mnie wcześniej. Poskładał mnie zupełnie.
    2) "Dom pod biegunem. Gorączka (ant)arktyczna" - naprawdę fajnie napisane wspomnienia polskiej pary, która na zmianę odwiedza oba bieguny. Obecnie można zgłosić się na wyjazd na stację Arctowskiego, po lekturze zapewne wzrośnie konkurencja ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    3) "Wzgórze psów" - książka autora "Ślepnąc od świateł". Ciężko powiedzieć, jaki to gatunek - obyczajowa? - ale trzyma w napięciu do ostatniej strony, przerażająca wizja relacji międzyludzkich w mniejszych miejscowościach (z tego co czytałam to częściowo inspirowana prawdziwymi wydarzeniami)
    4) "Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej" - jeśli są tu fani kryminalnych zagadek z przeszłości, to powinna nie być wam obca historia Rity Gorgonowej. Książka rzuca światło na wiele ważnych faktów dotyczących procesu i samej zbrodni. Może przypaść do gustu tym, którzy są na bieżąco z vlogami #kryminalne Jaśmin.

    ... oraz kilka takich, na których opisy nawet "szkodaszczempicryja", ale i tak to zrobię ...
    1) "Virion. Wyrocznia" A. Ziemiański - co mnie podkusiło, to ja nie wiem. Może ładna okładka?
    2) "Hasztag" Remigiusz Mróz - jeśli ktoś kojarzy moje stare książkowe wpisy to wie, że uniwersum Mroza jest moim ulubionym guilty pleasure, natomiast ta pozycja jest tak kiepsko sklecona i nafaszerowana tyloma bzdurami, że po połowie musiałam zbierać mózg z sufitu.
    3) "Dzieci Norwegii. O państwie (nad)opiekuńczym" - poważny temat, do którego poruszenia potrzeba specjalistycznego podejścia, albo chociaż wiedzy na temat, hm, życia. Tutaj sprawy odebranych przez norweską opiekę dzieci opisane są tak, że sama bym im te dzieci oddała bez wahania XD ("No to prawda, że pijemy, że bijemy, ale je bardzo kochamy, oddajcie nasze dzieci faszyści!!!!")
    4) "Zaginione Miasto Boga Małp" - jeśli w historii o upadku starożytnej cywilizacji co chwilę wtrącany jest motyw Donalda Trumpa i nieuniknionego upadku USA, to wiedz, że wszystko to spiseg i mocne 2/10

    #czytajzwykopem #ksiazki #ksiazka #polecam #52bookchallengepl #audiobook #audiobooki #ebook #ebooki
    pokaż całość

  •  

    Sprawa zaginięcia Mariah Kay Woods

    ZAGINIĘCIE
    26 listopada 2017 roku, w niedzielę, między godziną 20:00- 20:30 Kristy Woods położyła swoją 3 -letnią córkę spać. Ostatnią osobą, która widziała dziecko był partner jej matki Earl Kimrey, który mieszkał razem z nimi. Około północy miała ona wyjść ze swojego pokoju. Mężczyzna polecił jej wówczas, aby wróciła do łóżka i poszła spać.
    Gdy rankiem Kristy Wood weszła do jej pokoju, zobaczyła puste łóżko. Kobieta była przekonana, że córkę porwano. Sprawę zaginięcia zgłosił na policję z samego rana partner kobiet, informując dyspozytora 911, że dziecko zniknęło, a piżama, którą matka ubrała dziewczynce do snu, znajduje się na podłodze w jej pokoju.

    PRZESŁUCHANIA
    Policja przesłuchała matkę i jej partnera , a także rozmawiała z biologicznym ojcem dziewczynki Alexem Woodsem. Powiedział on funkcjonariuszom, że to z radia dowiedział się, że policja poszukuje jego dziecka i nikt nie poinformował go o tym, że 3-latka zaginęła. Zeznał, że ostatni raz widział swoją córkę i jej dwóch braci około rok wcześniej, kiedy dostał ją na miesiąc pod opiekę.
    W jednym z wywiadów ojciec Mariah wyraził swoje powątpiewanie w wersję wydarzeń zakładającą porwanie. Uważał za niemożliwe, że w domu były 4 osoby: dwoje dorosłych i dwoje dzieci i nikt z nich nic nie widział i nie słyszał.

    BŁAGALNY APEL MATKI
    Dzień po zaginięciu, matka dziewczyny wygłosiła telewizyjne przemówienie, w którym zwracała się ona do potencjalnego porywacza i błagała go o zwrócenie jej córki. Niestety, bezskutecznie. Kristy Woods poinformowała ponadto, że dziewczynka nosi obuwie ortopedyczne na obu nogach i ma problemy z chodzeniem bez nich.

    POSZUKIWANIA
    W poszukiwania włączyli się wszyscy okoliczni mieszkańcy. Funkcjonariusze policji zaczęli od przeszukania domu i jego okolic. Znaleźli wówczas ślady, mogące mieć związek ze zniknięciem dziewczynki, jednak wówczas jeszcze nie mieli pojęcia, jaki. Wśród przedmiotów znalezionych w domu przy Dawson Cabin Road była piżama dziewczynki, fragment ściany z jej sypialni, taśma klejąca, część maty podłogowej z furgonetki, cztery butelki wybielacza, strzykawka, łopata i czarna torba z taśmą izolacyjną.

    Sprawdzono również zbiornik wodny i opuszczony dom, niedaleko miejsca, w którym zaginęła dziewczynka.
    Policja podała, że nie ma śladów żadnego samochodu dookoła domu (poza samochodem Kristy Woods), jednak tylne drzwi domu były otwarte w nocy, której zaginęła dziewczynka. Już na początku jednym z podejrzanych stał się partner matki dziewczynki. To on widział jako ostatni dziecko żywe.

    Początkowo kluczem do rozwiązania sprawy wydawały się opublikowane przez FBI zdjęcia z monitoringu pewnej kobiety w towarzystwie małej dziewczynki, która pasowała do opisu Mariah. FBI stwierdziło jednak później, że kobieta na zdjęciu nie miała żadnego związku z toczącym się śledztwem w sprawie odnalezienia dziewczynki.

    ODNALEZIENIE CIAŁA
    Niespełna tydzień po zaginięciu (2.12.2017 r.), na jaw wyszła okrutna i brutalna prawda.
    Kiedy setki wolontariuszy szukało dziewczynki przez wiele dni, zespół nurkowy z Fayetteville znalazł jej ciało na dnie Holly Shelter Creek w odległym rejonie powiatu Pender - około 40 km od jej domu.

    Według policji, ślady na ciele ofiary wskazywały jednoznacznie na zabójstwo. Nie było to jednak miejsce śmierci dziewczynki. Ktoś próbował po prostu ukryć ciało.
    Earl Kimrey został aresztowany (około godzinę przed odnalezieniem ciała ofiary) i oskarżony o zatuszowanie śmierci 3-latki oraz zacieranie śladów. Nakaz aresztowania mówi, że Kimrey przeniósł ciało Mariah z miejsca, w którym zmarła, wiedząc, że jej śmierć nie była naturalna. Kimrey ma za sobą długą historię kryminalną, obejmującą oskarżenia o kradzież, napaść, groźby oraz rozboje pod wpływem alkoholu.

    DODATKOWE FAKTY
    Biologiczny ojciec dziewczynki w chwili zaginięcia córki, był w sporze z jej matką o opiekę nad nią oraz jej braćmi. Udostępnił on dokumenty z Child Protection Services, w którym udowodnione jest, że dziewczynka była molestowana przez partnera matki. O wszystkim opowiedział 10-letni brat Mariah, który był regularnie bity przez podejrzanego Earla Kimreya. Mówił też, że jego mama była w pełni świadoma wszystkiego, co działo się z dziewczynką i tego, co robił jej partner.

    ROZWIĄZANIE SPRAWY
    Według raportu autopsyjnego, opublikowanego 18 lipca 2018 roku, trzyletnia dziewczynka została zapakowana w worki na śmieci, zanim jej ciało zostało podrzucone do potoku.
    Ciało znajdowało się w trzech plastikowych workach na śmieci, które były związane i zapakowane w zapięty na zamek pokrowiec na poduszki. Poza ciałem dziewczynki w pokrowcu znajdował się również fragment cementu, najprawdopodobniej pochodzący z krawężnika. Jednak to nie on był narzędziem zbrodni. Prawdopodobnie morderca chciał w ten sposób zapobiec wypłynięciu ciała na powierzchnię wody.
    Nie było żadnych widocznych urazów, oprócz siniaka przy lewym oku i kilku zadrapań na twarzy, jednak wewnątrz czaszki doszło do krwawienia. Według raportu, nie było żadnych dowodów na to, że ofiara została napastowana seksualnie.

    Policja już wcześniej twierdziła, że Mariah zmarła z powodu zatrucia chloroformem, co sekcja zwłok potwierdziła. Chloroform to substancja, którą stosowano dawniej w medycynie, w celu wprowadzenia pacjenta w głęboką narkozę, jednak ze względów bezpieczeństwa, w latach 70. całkowicie go wycofano na rzecz mniej toksycznych środków.

    Policja dotarła do świadków, którzy widzieli jak Kimrey pakował do furgonetki pakunek, którego rozmiary określili jako: “Większe od torby na książki” i opuścił dom, który dzielił z Kristy Woods i jej dziećmi w nocy 26 listopada.

    OSKARŻENIE
    24 stycznia 2018 roku Earlowi Kimreyowi postawiono zarzut zabójstwa 3-letniej dziewczynki. Mężczyzna jest oskarżony o zabójstwo pierwszego stopnia i przestępstwo z użyciem przemocy wobec dzieci, oraz zadanie poważnych obrażeń ciała, w wyniku których doszło do śmierci Mariah Kay Woods. Kimery jest przetrzymywany w areszcie w Onslow, bez możliwości wyjścia za kaucją.

    Pierwsza rozprawa odbyła się 14 lutego 2018 roku. Prokurator w sprawie Kimreya, ogłosił 15 lutego, że będzie domagał się kary śmierci dla sprawcy. Przewidywany termin procesu sądowego został wyznaczony na wrzesień 2019, ponieważ strony potrzebują czasu na zapoznanie się z dowodami w sprawie. Proces może potrwać kilka tygodni, ponieważ prokuratura będzie domagać się kary śmierci dla oskarżonego.

    Kristy Woods nie postawiono żadnych zarzutów.

    Wersja na YouTube

    #kryminalne #kryminalistyka #zaginieni #mordercy #zbrodnia
    pokaż całość

  •  

    #anonimowemirkowyznania
    Cześć,

    To nie bait, boję się. W youtube wpadłem w polemikę z jakimś osobnikiem, cóż, obraziłem go, a ten mi pisze, że mam jak w banku, że zdechnę i pozdrawia z grupy mokotowskiej. Po awatarze faktycznie jakiś kark, więc to może być prawda.

    Pytanie, co robić, żeby uniknąć namierzenia? Czy jeśli usunę kanał na yt to znikają wtedy też inne moje komentarze? Mordy tam nie pokazywalem. Czy to jest dobry sposób, żeby się ukryć? Jakie są szanse, że może mnie faktycznie znaleźć po koncie na yt zakładając, że pomoże mu fachowy informatyk?

    Myślę nad pokasowaniem wszystkich swoich kont.

    Iść na policję w sprawie gróźb karalnych? Nie chcę tego robić, ale to byłby jakiś ślad na wypadek, gdyby mi się coś stało. A jeśli faktycznie dotrą do faceta i on w ten sposób dowie się podczas postępowania kim jestem? Chciałbym tego uniknąć.

    Serio, przestraszyłem się, nigdy więcej napinek w internecie. ( ͡° ʖ̯ ͡°)

    Dodajcie to jak najszybciej, jestem spanikowany i chciałbym wiedzieć co robić.

    #internet #pytanie #prawo #policja #youtube #kryminalne #997 #kiciochpyta #pytaniedoeksperta #bezpieczenstwo #anonimowosc #mafia #kryminalistyka

    Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo
    Kliknij tutaj, aby wysłać OPowi anonimową wiadomość prywatną
    Post dodany za pomocą skryptu AnonimoweMirkoWyznania ( http://mirkowyznania.eu ) Zaakceptował: Zkropkao_Na
    Dodatek wspierany przez: Wyjazdy dla maturzystów
    pokaż całość

    •  

      @SanchezYZF: jangcy jest w chinach a yakuza to japońska mafia, pozdrawiam cieplutko :)

    •  

      Ja: Przede wszystkim nic na wykopie nie ginie. W tej chwili wykop to jedyny działający serwis z pornografią dziecięcą. Każdy kto skopiował linki zdjęć przez te cztery-sześć godzin, kiedy wykop udostępniał te treści na stronie, może otworzyć i pobrać zdjęcia z pornografią dziecięcą. Również wpisując hasło "wykop" w wyszukiwarce grafiki można uzyskać dostęp do tych zdjęć. W tej sprawie były setki jeśli nie tysiące zgłoszeń na policję, a administracja nie zrobiła nic w tej sprawie. Więc chłopie, taki leszczyk, co podpisał na siebie wyrok śmierci konentarzem w necue tym bardziej jest już trupem, bo policja ma wy### na "przestępstwa internetowe". Znałem gościa z grupy mokotowskiej póki nie poszedł siedzieć za gwałt, bo kelnerka "zasłużyła sobie" złą reakcją na złapanie za tyłek (nie podam lokalu, bo może nadal ludzie kojarzą tą sprawę, miasto tuż pod Warszawą). Najlepiej siedź w domu, a rodzina niech gdzieś wyjedzie. Tak będzie najprościej.
      Zawsze jak będziesz miał szansę krzyknij "znam Arka". Może to ten po#b łysy o którym wspomniałem wyżej i daruje koledze kuzyna. Tyle mogę zrobić.

      Zaakceptował: Eugeniusz_Zua}
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (43)

  •  

    Broadchurch mirki dobry ten serial? Nie ma co oglądać z różową wieczorami a lubimy kryminały ponoć jeden z lepszych.

    #seriale #netflix #kryminalne #broadchurch

  •  

    Udało mi się zidentyfikować część utworów stanowiących podkłady muzyczne w Magazynie Kryminalnym 997 z - mogę chyba tak powiedzieć - legendarnych odcinków z końca lat 90, gdzie muzyka robiła 90% klimatu rekonstrukcji.
    Prawie nic nie ma na youtubie, musiałbym sam wstawiać. Stąd moje pytanie - Mireczki by słuchały?

    #997 #mk997 #magazynkryminalny997 #archiwum997 #tvp #telewizja #90s #lata90 #kryminalne #nostalgia #muzyka #muzykaelektroniczna #polska pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Uff, udało się wrócić z wigilii firmowej. I przechodzę do recenzji tej swiątecznej przesyłki. Wykopaka pełną gębą! Wielkie brawa dla @Szpeju - Paka przerosła moje oczekiwania, wszystko trafione w 100% Polecam tę Mirabelkę. Z rzeczy które dostałem to przede wszystkim masa słodyczy, od których na pewno nie zredukuje wagi, ale z pewnością poprawię humor . Koszulka z motywem z Peaky Blinders (jednego z moich ulubionych seriali) - pasuje! Książka o kryminalnych zagadkach PRL też z pewnością zostanie niebawem przeczytana.W paczce znalazł się też premix do zrobienia liquidu do e-papierosa i jeszcze w tym tygodniu będzie palony :-) Do tego wszystkiego dochodzi niebanalny, pisany na papierze kancelaryjnym list, w który było włożone serducho i sporo pracy. Reasumując dziękuję Pani @Szpeju i życzę bardzo bardzo wesołych świąt i dużo zdrówka <3 Do zobaczenia w barze! (。◕‿‿◕。)
    #wykopaka #peakyblinders #vapenation #slodycze #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Do spania, do pracy i w ogóle polecam mój kanał na którym znajdziecie ,,Sensacje XX wieku w radiu Zet'', ,,Misja specjalna'' radia RMF FM oraz ,,Dorwać bestie'' program kryminalny.

    Linki do playlist:
    ====================
    Sensacje XX wieku w radiu Zet (Wszystkie audycje)
    http://www.youtube.com/watch?v=syljjnSUwto&list=PLfHIyGyjQpo9sY5Y2rpNBwmGrgMcqaaPK
    ====================
    Sensacje XX wieku - I Wojna Światowa
    http://www.youtube.com/watch?v=syljjnSUwto&list=PLfHIyGyjQpo9w7-PSy8n9LX4X91oYLyhq
    ====================
    Sensacje XX wieku - XX-lecie międzywojenne
    http://www.youtube.com/watch?v=-KS2rrZ386Y&list=PLfHIyGyjQpo8Znbb2sN1Ii2j-2R_UP7T6
    ====================
    Sensacje XX wieku - II Wojna Światowa
    http://www.youtube.com/watch?v=5qpIVTtbRaY&list=PLfHIyGyjQpo-BJY8QZzOLl25pGualLSUi
    ====================
    Sensacje XX wieku - Okres powojenny
    http://www.youtube.com/watch?v=PKkI0gAatzE&list=PLfHIyGyjQpo-IMeQK_KmBL84L2kLWayr5
    ====================
    Sensacje XX wieku - Czasy współczesne
    http://www.youtube.com/watch?v=TEAnplaH904&list=PLfHIyGyjQpo_2pYE0wzV2FkvAjhOoUdzk
    ====================
    ====================
    ====================
    Misja specjalna:
    http://www.youtube.com/watch?v=DrgagVwvCNQ&list=PLfHIyGyjQpo8-7jFtaEZ4DRBm25tM7SNV
    ====================
    Dorwać bestie
    http://www.youtube.com/playlist?list=PLfHIyGyjQpo_2nUZSN9wAdyovG85rbPt4
    ====================
    #swiat #podcast #radio #historia #ciekawostki #iiwojnaswiatowa #sensacjexxwieku #kryminalne #mikroreklama
    pokaż całość

    źródło: wykop.pl

  •  

    Belle Gunness, czarna wdowa z Norwegii

    Belle Gunness urodziła się jako Brynhild Paulsdatter Størset w miejscowości Innbygda, niedaleko Trondheim. W 1881 roku przeprowadziła się do USA, gdzie na kartach historii zapisała się jako jedna z niewielu seryjnych morderczyń. Ma na sumieniu około 40 do 70 ofiar.

    Jak Norweżka stała się morderczynią w Ameryce?
    Pierwsze morderstwo
    Według nieoficjalnych opowieści Belle Gunness popełniła swoje pierwsze morderstwo jeszcze w Norwegii. Belle podobno zaszła w ciążę i podczas jednej z wiejskich zabaw pewien chłopak uderzył ją w brzuch, co spowodowało poronienie. Sprawca pochodził z bogatej rodziny, więc nie spotkały go żadne prawne konsekwencje. Kilka miesięcy później umarł, podobno na raka żołądka.
    Przeprowadzka do USA
    W 1881 roku, dzięki pomocy siostry, Belle wyemigrowała do Chicago w USA. Wyjazd z Norwegii był jednym z jej największych marzeń.

    Niedługo po przyjeździe poznała Madsa Ditleva Antona Sørensena, za którego wyszła. Belle przyjęła jego nazwisko. Mads Sorensen miał nieduży sklep, którego prowadzenie nie było szczytem marzeń Belle.

    Kobieta była niezadowolona, ponieważ chciała osiągnąć wysoki status społeczny. Pragnęła bogactwa, pieniędzy i wystawnego domu, czyli wszystkiego, czego Sorensen nie mógł jej dać. W ciągu pierwszego roku trwania małżeństwa ich sklep spłonął w tajemniczym pożarze.

    Za pieniądze z ubezpieczenia Sorensenowie kupili nowy dom.
    Zabiła męża i … własne dzieci?
    Według niektórych źródeł para doczekała się trójki lub czwórki dzieci. Dwoje z nich umarło we wczesnym dzieciństwie na zapalenie jelit, którego symptomy są bardzo podobne do objawów otrucia. Dzieci były ubezpieczone.

    Mąż Belle zmarł w 1900 roku, w dniu, w którym jego obydwa ubezpieczenia na życie się pokrywały. Początkowo jako przyczynę śmierci podejrzewano otrucie strychniną, jednak stały lekarz Madsa zapewnił, że mężczyzna cierpiał na problemy sercowe. Gunness zeznała, że lekarz przepisał jej mężowi „proszki” na jego dolegliwości i śledztwo umorzono bez przeprowadzenia autopsji na nieboszczyku.

    Za pieniądze z ubezpieczenia Belle kupiła farmę w Indianie.

    „Czarna wdowa”
    W 1902 roku Belle wyszła za norweskiego wdowca, Petera Gunnessa. Gunness miał córkę, która wkrótce zmarła w niewyjaśnionych okolicznościach, gdy ona i Belle były w domu same. Nowy mąż Belle, po zaledwie pół roku małżeństwa, umarł w „tragicznym wypadku”. Podobno sięgał po kapcie, które znajdowały się przy kuchennym piecyku, gdy poparzył się gorącym rosołem. Później Belle przyznała, że Peter umarł w wyniku „przypadkowego” uderzenia w głowę częścią maszynki do mielenia mięsa.

    Drugi mąż również posiadał ubezpieczenie, z którego pieniądze otrzymała Belle. Niedługo po śmierci męża urodziła syna Phillipa. Z dzieci z poprzedniego małżeństwa pozostała jedynie adoptowana córka, Jennie Olsen, która podobno „wyjechała do luterańskiej szkoły”.

    Ciało Jennie znaleziono później na terenie gospodarstwa.

    W 1907 roku Gunness zatrudniła do pomocy w gospodarstwie Raya Lamphere, który stał się jej wspólnikiem w zbrodni.
    Oszustka matrymonialna poluje na ofiary
    W tym okresie Belle zaczęła „polować” na mężczyzn zamieszczając ogłoszenia matrymonialnych w gazetach. Wkrótce zainteresowani ogłoszeniem mężczyźni zaczęli odwiedzać ją w jej domu, i znikali w nim bez śladu. Jedyny adorator, który uszedł z życiem to George Anderson.

    Anderson obiecał poślubić Belle, jednak pewnego razu, gdy nocował w jej domu, gwałtownie się obudził i ujrzał Belle, która stała nad nim „z mordem w oczach”. Mężczyzna przeraził się tak bardzo, że zerwał się z łóżka, chwycił swoje ubrania i uciekł. Już nigdy więcej nie skontaktował się z Gunness.

    Napływ adoratorów nie podobał się Rayowi Lamphere, wiernemu pracownikowi Belle, który sam był w niej zakochany. Stał się zaborczy, co spowodowało zwolnienie go ze służby u Belle w luty 1908 roku. Kobieta wkrótce zaczęła rozpowiadać wszystkim, że obawia się o swoje życie i życie jej trójki dzieci – podobno Lamphere groził, że zabije ją i dzieci, a farmę podpali.
    Makabryczne odkrycie i tajemnicza śmierć
    W kwietniu 1908 roku spłonęła farma Belle Gunness. W zgliszczach domu znaleziono cztery ciała – troje dzieci i bezgłową kobietę. Początkowo zwłok kobiety nie zidentyfikowano jako Belle. Gunness była słusznej postury, zaś znalezione bezgłowe ciało były szczupłe i nieduże. Głowy nigdy nie odnaleziono.

    Nie był to jednak koniec makabrycznych odkryć na farmie.

    Na jej terenie znaleziono około 12 pochowanych zwłok, jednak nie można dokładnie potwierdzić tej liczby przez brak odpowiedniej technologii w tamtym czasie, która umożliwiłaby odpowiednie badania.

    Ray’a Lamphere skazano za podpalenie, jednak nie udowodniono mu morderstwa. Do swojej śmierci powtarzał, że Belle Gunness żyje, mimo że w pewnym momencie śledztwa stwierdzono, że kobieta zmarła.

    Zdaniem Lamphere, Gunness zabiła około 42 mężczyzn. Na morderstwach zyskała majątek wynoszący 250 tys. dolarów (obecnie jej fortuna byłaby warta ok. 6 mln dolarów). Krótko przed pożarem domu, Gunness opróżniła swoje konta bankowe, co może wskazywać na to, że planowała uciec.

    Podobno widywano Gunnes w wielu miejscowościach USA. Kobieta wkrótce stała się tzw. miejską legendą – nie wiadomo gdzie uciekła i jak długo żyła. Zapisała się w historii jako jedna z niewielu kobiet – seryjnych morderczyń

    #seryjnimordercy
    #kryminalne
    http://www.mojanorwegia.pl/historia/belle-gunness-norweska-seryjna-morderczyni-ktora-polowala-na-bogaczy-w-ameryce-11118.html
    pokaż całość

    •  

      @ogrodnik007: już się przyzwyczaiłem ¯\_(ツ)_/¯

      Znany w niewielkich kręgach, dla mnie ilość to nie miara
      To dla tych kilku pojebów, którzy będą się tym jarać

    •  

      @Poro6niec: mało plusów, bo tekst kiepsko napisany i źle się czyta. Na czym polegało 1 morderstwo, że ktoś ją uderzył w brzuch i umarł na raka. Aha ;)
      Inne morderstwo - ktoś się schylił po kapcie i poparzył rosołem. Jaki to ma związek z morderstwem? Jeśli żaden, to po co o tym pisać? Z tego co kojarzę to poparzenie się rosołem nie jest śmiertelne, jak również nie prowadzi bezpośrednio do bycia zabitym maszynką do mielenia mięsa.
      Nagłówki akapitów wypadałoby pisać pogrubioną czcionką, albo oddzielać od reszty tekstu, inaczej wyglądają jak zupełnie bezsensowne wtrącenia w sam środek artykułu.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (3)

  •  

    W październiku 2002 roku Waszyngton i okolice zastały sparaliżowane przez serię, wydawało się, przypadkowych zabójstw dokonanych przez nieznanych sprawców przy pomocy broni palnej. Zginęło 10 osób, a 6 kolejnych odniosło rany. Wszystko wskazywało na to, że czynów tych dokonał snajper, którego jednak nie udało się zlokalizować. Nie znano jego motywów ani okoliczności oddania śmiertelnych strzałów.

    Podejrzewano, że strzały zostały oddane z samochodu. Większość ofiar została postrzelona na stacjach benzynowych , parkingach oraz przed centrami handlowymi. Relacje świadków były chaotyczne i niespójne.
    Wkrótce jednak nieznana osoba zadzwoniła kilkakrotnie na policję żądając sporej sumy pieniędzy w zamian za zaprzestanie ataków. Podała szczegóły kilku zabójstw. W tle rozmówcy słychać było głosy drugiej osoby, do której rozmówca powiedział w pewnym momencie „zamknij się”.

    Policja powiązała te zdarzenia z trzema wcześniejszymi morderstwami z użyciem broni palnej ( wrzesień), w których udział brało dwóch czarnych mężczyzn.
    18 października policja znalazła w pobliżu kolejnego morderstwa ( kierowca autobusu) worek w którym znaleziono rękawicę oraz kilka włosów. Przeprowadzono testy DNA i sprawdzono dostępną bazę danych. Materiał genetyczny należał do Johna Allena Muhammeda. Wytypowano też na podstawie zeznań świadków oraz niedoszłych ofiar, jakim samochodem poruszał się przestępca lub przestępcy. Miał to być Chevrolet Caprice.

    22 października przed szóstą rano w Silver Spring w stanie Maryland kula raniła śmiertelnie 35-letniego kierowcę autobusu Conrada Johnsona, gdy stał w drzwiach swego pojazdu. Tym razem zabójca pozostawił list z żądaniem pieniędzy.
    W jednym ze swych przesłań poradził policjantom, aby „sprawdzili u ludzi z Montgomery”. Prowadzący śledztwo doszli do wniosku, że chodzi mu o zabójstwo, do którego doszło 21 września podczas napadu na sklep z alkoholem w Montgomery w stanie Alabama. Od kul napastnika zginęła wtedy 52-letnia Pauline Parker, a jej towarzyszka została ranna. Snajper nakazał wpłacenie 10 mln dol. okupu na numer karty kredytowej, którą przypuszczalnie zrabował w Montgomery. Na miejscu zbrodni w Alabamie znaleziono odciski palców 17-letniego Lee Malvo. Policja postanowiła przeszukać dom w Tacoma w stanie Waszyngton, w którym chłopak przez pewien czas mieszkał ze swym opiekunem. W ten sposób władze wpadły również na trop Johna Allena Muhammada

    Rozpoczęła się obława. Ostatecznie po telefonicznej informacji jednego z obywateli, znaleziono na parkingu w Frederick County podobny samochód do poszukiwanego (Chevrolet Caprice), w którym spało dwóch ludzi. Obu aresztowano.

    To co znaleziono samochodzie nie budziło żadnych wątpliwości, że złapano sprawców. Znaleziono urządzenie satelitarne ( odpowiednik GPS), mapy, karabin snajperski z lunetą, amunicję oraz jedną rękawiczkę – jak się okazało pasującą do drugiej, znalezionej w worku. W bagażniku samochodu wykonano „dziurę” przez którą Muhammed strzelał do swych ofiar.

    John Allen w latach 1985-1994 służył w armii w Fort Lewis w pobliżu Tacoma, brał udział w wojnie w Zatoce Perskiej i otrzymał Order Wyzwolenia Kuwejtu. W wojsku uzyskał stopień sierżanta i specjalizację „snajpera-eksperta”. Oznacza to, że 40 sztukami amunicji musiał trafić w 36 celów na odległość od 50 do 300 m. Dziennik „Washington Post” nazywa Williamsa życiowym nieudacznikiem, „seryjnym przegranym”. Dwukrotnie żonaty, został ojcem pięciorga dzieci i dwa razy się rozwiódł. Kiedy przegrał proces o prawo do opieki uprowadził troje swoich dzieci. W końcu jednak musiał je oddać.

    W 1985 r. przeszedł na islam, w 16 lat później zmienił nazwisko na Muhammad. „Kiedy został muzułmaninem, zadzwonił do mnie i powiedział, czego mam nie dawać naszemu dziecku do jedzenia. Odrzekłam, że dopóki nasz syn jest ze mną, ja o tym decyduję”, opowiada była żona Williamsa, Carol, która jednak wspomina męża jako człowieka towarzyskiego i pełnego humoru. Obdarzony był wyjątkową siłą fizyczną. W latach 1997-1998 usiłował prowadzić szkołę karate dla muzułmańskiej młodzieży, lecz chętnych było niewielu. W ostatnich miesiącach wraz z 17-latkiem, na którego wywierał zgubny wpływ, prowadził wędrowny tryb życia, popełniając drobne kradzieże. Na razie nie wiadomo, co popchnęło byłego sierżanta na drogę zbrodni. Według dziennika „Seattle Times”, po 11 września domniemany snajper żywił wybitnie antyamerykańskie uczucia i z sympatią wyrażał się o pilotach samobójcach, którzy obrócili w gruzy World Trade Center. Muhammad działał jednak na własną rękę, nie miał związków z Al Kaidą

    Muhammad nigdy nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. Jego obrońcy argumentowali, że był on niepoczytalny, bowiem cierpiał na zespół stresu pourazowego wywołany przeżyciami z czasów wojny w Zatoce Perskiej. Z kolei Malvo jeszcze przed serią morderstw w Waszyngtonie miał na koncie zabójstwo agentki FBI.

    Muhammad został skazany za jedno morderstwo na karę śmierci, którą wykonano w 2009 roku za pomocą zastrzyku z trucizną. Z kolei Malvo, który w chwili popełnienia zbrodni nie był jeszcze pełnoletni, został skazany dożywotnie więzienie bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie.

    #seryjnimordercy
    #kryminalne
    pokaż całość

    źródło: static01.nyt.com

  •  

    Więcej historii kryminalnych z Polski na #polskiepato oraz rejestrzboczencow.

    • • •

    Gdy Józef Wagner miał cztery lata, jego ojciec popełnił samobójstwo. Od tej pory wspomnienie poczucia strachu towarzyszącego widokowi trumny spuszczanej do wąskiego dołu było z nim już zawsze. Mały Józio został sam z matką, która biła go za najdrobniejsze przewinienia. Czasami zamykała też w ciemnej piwniczce, gdzie siedział skulony na węglu. Ze strachu przed karą często nie wracał do domu i głodny tułał się po ulicach Gliwic. Zaczął włamywać się do domów i mieszkań, aż trafił do domu dziecka. Stamtąd też uciekał, więc został umieszczony w ośrodku wychowawczym. Tam także nie miał łatwego życia – kary cielesne i przemoc seksualna były na porządku dziennym. Bywało, że rozbierano go do naga i wyprowadzano na zewnątrz, gdzie w listopadowym mrozie polewano go lodowatą wodą i bito pasem.

    Po przejściu przez wiele ośrodków wychowawczych spędził lata w więzieniu za kradzieże i rozboje. W końcu założył warsztat stolarski, ożenił się, pogodził z matką, która sama nie radziła sobie z wspomnieniami z własnego dzieciństwa naznaczonego przemocą i gwałtami. Zaczęła uczęszczać na spotkania biblijne, gdzie zabierała syna. Ten nie zrezygnował jednak z kradzieży, w których teraz pomagała mu małżonka. Doczekał się także córki. W końcu firma splajtowała, a on zaczął się imać różnych prac dorywczych i coraz częściej pić alkohol. Leczył się także psychologicznie.

    27 lutego 1992 r. zaprosił do siebie kolegę, a gdy skończyło im się piwo, postanowili udać się do osiedlowego sklepu. Józef wziął ze sobą tłuczek do mięsa, tłumacząc żonie, że to na wypadek awantury. Po drodze spotkał sąsiada, z którym wdał się awanturę, a podczas bójki uderzył go w głowę obuchem, powalając na ziemię. Oprawca wraz z towarzyszem ruszył do sklepu. Po zakupieniu alkoholu zjawili się u znajomych w mieszkaniu przy ulicy Raciborskiej, w którym przebywało trzech innych mężczyzn. Tam Józef przy wódce opowiedział kolegom, jak dwa dni wcześniej wdarł się na mównicę w kościele świętej Barbary i próbował wygłosić kazanie. Wierni zaczęli z niego szydzić, co go rozwścieczyło, dlatego wyjął nóż i zaczął im wygrażać. Potem chciał utoczyć własną krew do kielicha i opowiedzieć o swojej nadludzkiej sile, jednak powstrzymała go policja. Ta historia bardzo rozbawiła jego towarzyszy, co także nie spodobało się Józefowi, który wszczął kłótnię. Doszło do bójki, w trakcie której Wagner sięgnął po tłuczek i siekierę. Mężczyźni błagali go o życie, jeden z nich mówił, że ma żonę i dziecko, jednak nawet to nie przekonało oprawcy. Kazał im uklęknąć i się modlić. Zadawał im ciosy, wykrzykując religijne hasła. Jeden z ranionych mężczyzn zaczął uciekać w stronę drzwi, aż w końcu padł, charcząc krwią. Oprawca podszedł do niego i zadał kilka uderzeń siekierą w tył głowy. Wrócił do pastwienia się nad pozostałymi, nikomu nie pozwalając wezwać pogotowia. Krew tryskała na wszystkie strony, a każda z ofiar otrzymała po kilkanaście ciosów. Trzej mężczyźni zmarli na miejscu. Nie udało się także uratować sąsiada, zatłuczonego w osiedlowej bramie.

    Jedyny ocalały opowiadał później:

    Jego twarz zmieniła się, gdy zabijał, był blady, miał wywrócone białka oczne.

    Policjanci, którzy zjawili się na miejscu, wręcz brodzili we krwi i ludzkich tkankach. Ze względu na silne rozczłonkowanie, trudno było dopasować niektóre części ciała do ofiar. W katowickim instytucie medycyny sądowej zabrakło stołów, aby pomieścić wszystkie fragmenty zwłok. Prasa nazwała zabójcę "wampirem z Gliwic".

    Wagner nie przyznał się do zabicia wszystkich czterech mężczyzn. Obwiniał kolegę, jedną z ofiar. Utrzymywał, że sam jest odpowiedzialny tylko za jedną śmierć i że działał w afekcie. Podczas przesłuchania zachowywał się dziwnie, mówił, że ma dar i posłał go sam Bóg i że "coś mu kazało rąbać". Później odwołał swoje wyjaśnienia, jednak zeznania świadków i dowody pozwoliły ustalić, że to on zabijał. Badania psychiatryczne wykazały, że jest psychopatą oraz charakteropatą.

    W 1993 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach skazał go na 25 lat pozbawienia wolności (w kodeksie karnym widniała wtedy kara śmierci, jednak obowiązywał zakaz jej wykonywania, czyli moratorium, o którym pisałam tutaj; nie było ówcześnie kary dożywotniego pozbawienia wolności). Po ogłoszeniu wyroku żona Wagnera powiedziała córce, że jej ojciec nie żyje.

    Według dyrektora Zakładu Karnego nr 2 w Strzelcach Opolskich Józef Wagner "należał do wyjątkowo spokojnych skazanych". Brał udział w spotkaniach religijnych, angażował się w prace społeczne, udzielał się w wolontariacie i uczęszczał na zajęcia kulturalne. Nauczył się na pamięć kodeksu karnego, dzięki czemu pomagał innym więźniom. Wykonywał także prace odpłatne poza murami więzienia, m.in. w przedszkolu: zajmował się ogrodem, remontami i naprawą; (możliwość pracy w zakładzie karnym jest formą nagrody, nie każdy ma taki przywilej, tym bardziej z możliwością wychodzenia poza więzienne mury). Rodzice dzieci nie wiedzieli, za co został skazany mężczyzna pracujący w pobliżu ich pociech. W więzieniu nie brał jednak udziału w żadnej terapii, która pomogłaby mu uporać się ze swoimi cechami osobowościowymi. Przez wszystkie lata spędzone za kratami ukończył jedynie 30-godzinny kurs zastępowania agresji.

    Po odbyciu 15 lat kary Józef Wagner mógł już starać się o przedterminowe zwolnienie (art. 78 k.k.) – ubiegał się o nie aż 13 razy.

    Przesłanką do udzielenia warunkowego przedterminowego zwolnienia jest pozytywna prognoza kryminologiczna, czyli przekonanie, że więzień nie popełni ponownie przestępstwa. Przy jej ocenie brana jest pod uwagę opinia psychologa i wychowawcy oraz postawa skazanego, okoliczności popełnienia przestępstwa czy zachowanie po jego popełnieniu i w czasie odbywania kary (art. 69 k.k.). Dopiero na podstawie tych dowodów sąd może podjąć decyzję i ocenić, czy może udzielić przedterminowego zwolnienia. Jednak mimo pozytywnej prognozy nie musi on podejmować pozytywnej decyzji.

    W przypadku Józefa Wagnera decyzja sądu była każdorazowo odmowna ze względu na negatywną prognozę kryminologiczną, którą więzienny wychowawca wystawiał ze względu na przestępstwa oraz brak krytycyzmu w stosunku do popełnionych morderstw.

    W końcu, 8 sierpnia 2012 r. Sąd Okręgowy w Opolu stwierdził, że Wagner jest gotowy na powrót do społeczeństwa. Prognoza poprzedzająca decyzję sądu była także negatywna, jednak tym razem skazany sporządził pisemne wyrażenie żalu za zabójstwa. Dodatkowo wniosek jego poparli dyrektor i wicedyrektor zakładu, kapelan i psycholog oddziałowy. Nie byli jednak powołani biegli w tej sprawie. Prokurator także nie wyraził sprzeciwu, a w sądzie Wagner sprawiał wrażenie pokornego i skruszonego. Zapewniał, że się zmienił i jest innym człowiekiem.

    Decydując o zwolnieniu, sąd mógł zlecić przeprowadzenie dodatkowych badań psychiatrycznych skazanego, nie wnioskował o to jednak ani prokurator, ani wychowawca. Dlatego w lutym 2013 r. Józef Wagner po 21 latach, w wieku 49 lat wyszedł na wolność. Został mu przyznany jedynie kurator sądowy na 10 lat, czyli na okres próbny. Sąd nałożył na niego także obowiązki: zarabiania, powstrzymania się od alkoholu, zawiadamiania o zmianie miejsca pobytu oraz niekontaktowania się z osobami karanymi.

    . . .

    Po wyjściu z więzienia Wagner otrzymał mieszkanie przy ulicy Zabrskiej w Gliwicach. Zajął się pracami wykończeniowymi — malował mieszkania, układał parkiety i kafelki.

    13 sierpnia 2013 r. znajomi Józefa zabrali go ze do mieszkania ich koleżanki. Towarzystwo piło piwo i rozmawiało, a dialog najbardziej kleił się pomiędzy Wagnerem a 21-letnią Martyną*. Dziewczyna zaszła do swojej przyjaciółki prosto z urzędu pracy. Była rozżalona, ponieważ jedynym proponowanym jej zatrudnieniem było sprzątanie klatek schodowych. Zwierzała się mężczyźnie, że ma dwójkę małych dzieci, którym chciałaby zapewnić jak najlepszy byt, jednak przez ciążę w młodym wieku nie uzyskała odpowiedniego wykształcenia i teraz ciężko jej znaleźć porządną pracę. Józef słuchał jej uważnie i ze spokojem, w ojcowski wręcz sposób pocieszał. Nie podrywał jej, nie prawił komplementów, sprawiał raczej wrażenie psychologa lub księdza z powołania. W końcu towarzystwo zaczęło się rozchodzić. Józef mieszkał nieopodal, więc zaproponował Martynie, by wpadła do niego kontynuować rozmowę. Dziewczyna zgodziła się, nie mając pojęcia, że sprawiający dobre wrażenie mężczyzna w średnim wieku to czterokrotny morderca. Na miejscu poczęstował ją piwem i włączył muzykę. Był bardzo spokojny, a Martyna czuła się bezpiecznie, dopóki po wyjściu z toalety nie zobaczyła, że czeka na nią na korytarzu. Zaczęła czuć się nieswojo, dlatego po niedługim czasie rozmowy podziękowała za towarzystwo i chciała wyjść, jednak okazało się, że drzwi do mieszkania są zamknięte. Józef uśmiechnął się tylko i odparł:

    Już nie wyjdziesz.

    Przestraszona dziewczyna zaczęła płakać i błagać, by ją wypuścił, ten jednak był nieugięty. Zmienił się nie do poznania: z osoby miłej, ciepłej i ujmującej – w potwora. Przystawił jej do szyi nóż i powiedział:

    Bądź cicho. Nie zrobi mi różnicy, jeśli ciebie też zabiję. Już to robiłem.

    Po czym rzucił ją na łóżko i zaczął dusić. Rozkazał jej być grzeczną, wtedy może wypuści ją nad ranem. Zgwałcił ją kilkukrotnie, a później stwierdził, że ją zwiąże i będzie trzymał przez miesiąc. W końcu zamknął dziewczynę w mieszkaniu i wyszedł kupić alkohol i papierosy. Wtedy Martyna, która ciągle miała przy sobie telefon komórkowy, zadzwoniła do męża z prośbą o pomoc. Znała tylko numer budynku, dlatego, gdy przyjechał na miejsce wraz ze znajomymi, dziewczyna uderzała głośno w drzwi. Mężczyźni wyłamali je, a schodząc po klatce schodowej, spotkali wracającego ze sklepu Józefa. Mąż Martyny rzucił się na niego i dotkliwie pobił, po czym odwiózł żonę do domu i natychmiast zadzwonił na policję.

    Myślałem, że przyjedzie pani psycholog z policjantką, ale przysłano siedmiu mężczyzn, którzy zaczęli wypytywać żonę o szczegóły gwałtu. Zadano jej ten ból na nowo. Pojechaliśmy na miejsce. Wagnera już tam nie było. Potem na komisariacie żona znów musiała zeznawać przed mężczyzną. Nie wiem, czemu Wagnera. od razu nie zatrzymano

    – opowiadał.

    Mężczyzna po pobiciu trafił do szpitala z dość poważnymi obrażeniami, skąd w końcu samowolnie się oddalił i ukrył. Mąż poszkodowanej opowiadał:

    Dzwonił potem do żony wielokrotnie. Groził, że skrzywdzi ją i dzieci. Próbował wymusić, by wycofała zeznania. Zdarzyło się nawet, że gdy jechała z córką i teściową autobusem, usiadł naprzeciw niej i się uśmiechał. Znów zadzwoniłem na policję. Dopiero pani prokurator przesłuchała żonę z udziałem psychologa i wydała nakaz zatrzymania.

    Wagner wysyłał jej także SMS-y, w których groził śmiercią jej i jej całej rodzinie. Został zatrzymany dopiero 4 września, po czym stał się pierwszym w historii gliwickiej prokuratury oskarżonym o gwałt, którego przyprowadzono bez kajdanek. Najprawdopodobniej zagadał funkcjonariuszy, którzy uwierzyli, że jest niewinny.

    Zaraz po tym do prokuratury zadzwonił pracownik więzienia w Strzelcach Opolskich, który miał przeczucie, że stanie się coś złego i Wagner nie powinien zostać zwolniony z zakładu karnego. Dodał, że to człowiek bardzo inteligentny, który zyskał przychylność kierownictwa zakładu, tak że wszyscy zapomnieli o zbrodni, której dokonał.

    Józef Wagner nie przyznał się do winy. Zaprzeczył, jakoby miał przetrzymywać Martynę w mieszkaniu i odbyć z nią stosunki seksualne wbrew jej woli. Zapewniał także, że nie stosuje przemocy wobec kobiet.

    Ja myślę, że jestem więźniem przeszłości. Ja muszę siedzieć. Ja nie mam prawa być na wolności, mnie można pomówić o byle co i ja siedzę dlatego, że kiedyś byłem karany

    – powiedział reporterom. Pytany o zabójstwo z 1992 r. odparł, że nie nazywa tego morderstwem i źle się czuje z takim nazewnictwem. Te zdarzenia nazywa po prostu bójką, która zakończyła się tragicznie. A socjopatą nazwali go po to, by go "wsadzić".

    Wagner został umieszczony w areszcie tymczasowym, a prokuratura w Gliwicach oskarżyła go o kilkakrotne zgwałcenie, uwięzienie, grożenie pozbawieniem życia oraz stosowanie przemocy fizycznej.

    . . .

    W mediach zawrzało. Wszyscy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że czterokrotny morderca, który dzięki lukom w kodeksie karnym w latach 90. zamiast kary śmierci lub dożywocia dostał tylko 25 lat pozbawienia wolności, opuścił teraz więzienie za "dobre sprawowanie".

    Okazało się, że w jednym z więzień – w Jastrzębiu-Zdroju – mówił wychowawcy, że nie czuje się winny tych zabójstw. Ten wtedy doradził mu, że aby wyjść na wolność, musi okazać skruchę i przyznać się do winy, ponieważ sąd już zawierzył wersji świadków. Dlatego właśnie napisał oficjalne pismo i nikt później nie badał, czy sam wierzy w to, co w nim zawarł. Okazało się także, że jego zachowanie analizowali tylko pracownicy zakładu karnego, w którym przebywał, nikt z zewnątrz.

    Psycholog więzienny widział go zaledwie kilka razy, ponieważ najczęściej w zakładach karnych na 200 skazanych przypada jeden psycholog. Z kolei wychowawca ma przydzielone 600-800 osób.

    Kurator Józefa Wagnera widział się z nim w ciągu pół roku (od wyjścia z więzienia do gwałtu) sześć razy. Jego zdaniem podopieczny nie naruszył żadnego z nałożonych na niego obowiązków.

    Tam doszło do bójki. Nie możemy być pewni, że ktoś inny nie zabił, a on za to odbywa karę. W bójce ktoś może stracić przytomność i nie pamiętać całego obrazu sytuacji. Trudno mi uwierzyć, że zabił tylu ludzi. Wagner był uczciwy. Nie robił awantur przez cały okres odbywania kary. W celi jest mała przestrzeń. Osoby o skłonnościach do agresji bardzo szybko ją ujawniają. To moje prywatne odczucia — myślę, że znalazł się w złym czasie i miejscu. Ale nie kwestionuję wyroku.

    Tę rażąco nieprofesjonalną wypowiedź skrytykowali goście magazynu reporterskiego "Państwo w państwie". Na temat sprawy wypowiadał się biegły sądowy, były sędzia i prezes Fundacji "Sławek".

    klik <– "Państwo w państwie", gdzie pokazano m.in. fragmenty wywiadu z Wagnerem, w którym usiłuje minimalizować wszystko to, co się stało i udaje ofiarę systemu. Symuluje nawet, że ma problemy ze słuchem.

    To, że skazany jest grzeczny w zakładzie, o niczym nie świadczy. Człowiek, który morduje siekierą i tłuczkiem do mięsa, powinien siedzieć w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, mieć dobrego lekarza, intensywną terapię, której nie przeprowadza się w więzieniu

    – komentował w rozmowie z “Gazetą Wyborczą” były szef więziennictwa Paweł Moczydłowski. Z kolei prof. Piotr Kruszyński, znany karnista z Uniwersytetu Warszawskiego stwierdził:

    Jestem zdumiony tą decyzją, nie mieści mi się to w głowie. W normalnych często banalnych sprawach, bardzo trudno jest uzyskać przedterminowe zwolnienie. Trzeba spełnić szereg warunków, przejść długą, skomplikowaną procedurę. A tutaj mamy sytuację, że człowiek skazany za poczwórne zabójstwo, wychodzi na wolność zdecydowanie zbyt wcześnie.

    Wagner ma silne zaburzenia

    – mówiła prokurator.

    Z jednej strony często się wzrusza, wydaje się subtelny, mówi o poezji, książkach. Ale gdy przedstawiłam mu akt oskarżenia, stał się niezwykle agresywny, używał mocnych wulgaryzmów, twarz mu się wykrzywiła. Tak jakby znajdowały się w nim dwie kompletnie różne osoby.

    Wagner rzuciłby się na nią z pięściami, gdyby nie interwencja policjanta.

    Specjaliści zgodnie twierdzili, że Sąd Okręgowy w Opolu popełnił błąd, udzielając „wampirowi z Gliwic” warunkowego zwolnienia.

    . . .

    Dziennikarzowi TVN24 Józef Wagner opowiadał, że wdarł się na mównicę w kościele po to, by "powygłupiać się" i trafić do zakładu psychiatrycznego, zamiast do więzienia, które groziło mu za wcześniejsze napady i rozboje. A podczas mordowania kolegów po prostu wpadł w amok i "szał bitewny", z którego niewiele pamięta (klik).

    Dziennikarka Gazety Wyborczej, która przeprowadzała z nim kilkugodzinny wywiad, była przekonana, że Wagner nie żałuje tego, co zrobił, nie odczuwa wyrzutów sumienia, co więcej – jak sam mówił – nie jest pewien, czy popełnił przypisane mu zbrodnie.

    Jestem niewinny. Wszystko wymyśliła prokuratura. Na panią prokurator napisałem już kilkadziesiąt skarg: do Ministerstwa Sprawiedliwości, Prokuratury Generalnej, prezesa sądu okręgowego, prezesa sądu rejonowego. Chcę założyć sprawę mężowi kobiety, która mnie pomawia, ale mi odmawiają. Założę sprawę psycholog, bo napisała też, że nadużywam środków psychoaktywnych, a ja nigdy nie brałem narkotyków.

    Na dowód przygotował dla niej stertę pism i skarg na prokuraturę oraz na kierownictwo aresztu.

    Staram się nie marnować czasu. Nie oglądam telewizji, wolę grać w szachy, pisać wiersze, aforyzmy, książki. Wiem, że jestem nadwrażliwy. Płaczę przy filmach jak "Waleczne Serce" lub słuchając muzyki Jean-Michela Jarre'a. Postanowiłem, że sam nauczę się grać. Napisałem pismo do dyrektora zakładu, by pozwolili mi na keyboard. Zaznaczyłem, że rozumiem, iż fortepian nie zmieści się do celi. Dostałem odmowę, więc napisałem kolejną prośbę o dostęp do szkoły muzycznej. Powołałem się na konkretne zapisy prawne i następnego dnia powiedziano, że mogę mieć ten keyboard. W zakładach karnych miałem w celi telewizor, odtwarzacz wideo, kablówkę. Czasem było mi wręcz źle, że posiadam tak wiele, gdy inni ludzie nie mają za co żyć

    – opowiadał.

    Dziennikarka oceniała go jako niezwykle inteligentnego człowieka, z wyjątkowym darem przekonywania ludzi do swojej wersji zdarzeń. Podczas wizyty w więzieniu była zaskoczona, z jaką wyższością odnosił się do strażników, wręcz rozstawiał ich po kątach. Natomiast, gdy została z nim już sama, stał się subtelny, wyważony i ze spokojem odpowiadał na wszystkie pytania. Stwarzał wokół siebie aurę bezpieczeństwa, można było poczuć się z nim bardzo swobodnie.

    Dopiero przy drugiej rozmowie, gdy dziennikarka była uprzednio ostrzeżona przez psychologów, w jaki sposób może zachowywać się wobec niego, by cokolwiek z niego wydobyć, postanowiła kontrolować swoje wypowiedzi. Wtedy wyszła z niego jego druga strona — zaczął się bardzo denerwować, wykazywał niezdrowe pobudzenia, gdy mówił o śmierci i zabijaniu, błyszczały mu oczy. Widać było, że tematy związane z zabijaniem go ekscytują. W nerwach opowiadał dziennikarce, że nie dziwi się ludziom, którzy strzelają do polityków.

    Umiem robić naboje, broń, bomby. Od lat interesują mnie militaria, potrafię zrobić nawet te skomplikowane konstrukcje. Myślałem, aby wejść do budynku prokuratury lub sądu. Posługiwanie się trotylem jest proste i można zabić wielu ludzi. W zamknięciu mój gniew tylko się kumuluje

    – chwalił się.

    klik <- wersja wydarzeń Wagnera

    . . .

    Według opinii psychologów i psychiatrów z 2013 r., Wagnera charakteryzuje wysoki poziom rozwoju intelektualnego, bardzo dobra orientacja w relacjach interpersonalnych oraz wysoka koncentracja na sobie. W celu zaspokojenia potrzeb może być nastawiony instrumentalnie i mieć skłonności do manipulacji. O dziwno, tym razem nie stwierdzono u niego psychopatii, socjopatii czy charakteropatii.

    Psycholog kryminalny Jan Gołębiowski (osobiście jestem wielką fanką tego pana) zajmujący się tworzeniem profili psychologicznych stwierdził jednak:

    Myślę, że Wagner ma wysoką, choć niestabilną samoocenę. Jego postawa wielkościowa zasłania wątpliwości i kompleksy, których pewnie nabawił się w dzieciństwie. Trzeba też pamiętać, że 20 lat w więzieniu bardzo zmienia człowieka, niestety na gorsze. To tam człowiek się socjopatyzuje. Aby przetrwać, musi manipulować, odgrywać rolę, kłamać. Psychopaci potrafią idealnie dostosować się do warunków zamknięcia. To często najlepsi więźniowie. Stają się niebezpieczni na wolności, gdy pozbawi się ich rutyny i kontroli. Często mają ogromne możliwości kreacji. Do perfekcji opanowali przekonywanie innych do swojej wersji zdarzeń.

    W więzieniu w Raciborzu, do którego trafił Wagner, uznano, że nie klasyfikuje się on do terapii, bo nie ma choroby psychicznej.

    . . .

    Na początku sierpnia 2014 r. w Sądzie Okręgowym w Gliwicach odbyła się pierwsza rozprawa (klik). Prowadząca sprawę prokurator nie dziwiła się, że mężczyzna potrafił przekonać do siebie bardzo wiele osób. Była przekonana, że gdyby nie natychmiastowa reakcja męża życie Martyny byłoby zagrożone.

    Na pewno oskarżony jest osobowością skomplikowaną. Z jednej strony sprawia wrażenie osoby bardzo spokojnej, spolegliwej wręcz. Takiej, która chce przekonać do swoich racji. Natomiast w momencie, w którym mu się to nie udaje, kiedy zauważa, że osoba, która go przesłuchuje, lub przeprowadza badania, ma odmienne zdanie, to natychmiast reaguje gniewem, agresją, czy nawet wulgaryzmami. Niewątpliwie jest osobą, która kreuje się, i po części mu się to udaje, na osobę bardzo spokojną, chętną do współpracy. Rozmawiającą. Interesującą się wieloma dziedzinami sztuki

    – powiedziała.

    (zdjęcie) (zdjęcie)

    19 września 2016 r. sąd w Gliwicach, bazując na opinii lekarza chorób wewnętrznych, uniewinnił Józefa Wagnera. Prokurator uznał ten wyrok za niesłuszny i zapowiedział apelację. Jednak od tej pory media milczą w tej sprawie.

    . . .

    *imię wymyśliłam na potrzebę tekstu

    • • •

    Wszystkie informacje, które zawarłam w powyższym tekście, pochodzą stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #morderstwo #gwalt #zgwalcenie #gliwice #jozefwagner
    pokaż całość

    źródło: jw.png

    •  

      Witam, rok temu z "hakiem" protezowałam Józefa Wagnera - aparat słuchowy. Oczywiście nie wiedzialam kto to jest - dopiero wracajac z pracy zasugerowana przez mamę że złodziejaszka (taka informacje uslyszalysmy od pielęgniarki zakładowej) ponieważ przyjechal w asyscie 4 mundurowych wieziennych-nie prowadzą z kajdankami na nogach (pracowała jako kurator społeczny oraz ławnik) wygoglowalam go - jakie było moje zaskoczenie gdy zaczelam wglebiac się w temat. Wampir zrobił na mnie i kolezance z pracy wrażenie osoby która owszem "zboczyla" na zle tory ale kazdy ma prawo do drugiej szansy i tak do dzisiaj telepie mna jak o tym wspominam- jaj czlowiek może zmanipulowac drugiego i wcielić sie tak jakby w inną osobe. Józek przebywał w areszcie w Gliwicach i z tego co wiem starał się o odbywanie kary - bo za gwałt dostał 4-5lat - na wolności pod warunkiem stalego monitoringu czy cos takiego. Wiem ze aparat sluchowy był mu niezbedny do rozprawy. Był to listopad, grudzień 2017 z poczatkiem 2018 miala odbyc sie rozprawa - czy ktoś coś w8e nowego na ten temat?? pokaż całość

    •  

      @kvoka: A co z zabezpieczeniem nasienia sprawcy? Ta kobieta nie miała zrobionej obdukcji?

    • więcej komentarzy (72)

  •  

    Brakuje słów, to są po prostu GANGSTERSKIE metody!!! O sprawie powiadomiona została już policja, jutro zawiadomienie trafi do prokuratury. Zobaczcie w jaki sposób ktoś próbuje zastraszać ofiarę księdza.
    http://m.facebook.com/327868517615457/posts/644991705903135/
    #katolicyzm #pedofilewiary #polska #kler #mafia #bekazkatoli #ateizm #kryminalne #twitter #neuropa pokaż całość

    źródło: youtube.com

  •  

    Terlikowski o sprawie ks. Jankowskiego: ..w związku z tym powinniśmy poznać prawdę i wyciągnąć z niej wnioski. I do tego potrzebna jest niezależna kościelna komisja
    No tak wyjasnienia powierzmy zawodowym klamcom, manipulatorom.. niech napisza raport na swoich kolegow. He he dobre ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wiarygodnosc ustalen takiej koscielnej komisji bedzie taka, jak pitolonko tychze koscielnych funkcjonariuszy o nijakim Jezusie jego tatusi, mamie i sw duszku ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    #bekazkatoli #pedofilewiary #polska #katolicyzm #kryminalne #gwalt #przestepczosc #polityka #kler #bekazpodludzi #rakcontent
    pokaż całość

    źródło: bi.im-g.pl

    •  

      @sedzia_Stuleya: wobec osoby zmarłej nie prowadzi postępowania, ale w danej sprawie prowadzić może. ( patrz np. zbrodnie komunistyczne..) W przypadku ks Jankowskiego sa ofiary, sa krzywdy do naprawienia. Trzeba by sprawdzić czy byly matactwa/naciski we wcześniejszych dochodzeniach.. itd

    •  

      @robert5502: Nie masz pojęcia o czym piszesz. Zbrodnie nazistów i komunistów nie ulegają przedawnieniu. Sprawy badane są pod kątem historycznych ustaleń przez takie instytucje jak IPN i ich pion prokuratorski.
      Celem zwykłej prokuratora jest postawienie zarzutów i skierowanie sprawy do sądu.
      W tym wypadku czyny się przedawniły a domniemany sprawca nie żyje.
      Nie było też żadnych wcześniejszych dochodzeń a nawet jakby były sprawa uległaby przedawnieniu.
      Równie dobrze włoska prokuratura mogłaby próbować śledztwa przeciwko cesarzowi Kaliguli.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (6)

  •  

    Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.

    Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani.

    Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.

    • • •

    Dziś krótki wpis i – jak zawsze – maksimum informacji, do których udało mi się dotrzeć. Jutro lub za dwa dni wrzucę Wam coś dłuższego.

    Jest to także wpis, do którego po raz pierwszy nie wołam, bo jak wynikło z ankiety –- większość z Was woli, bym z tego zrezygnowała. Zresztą, te Mirkolisty nie działają należycie, i każdorazowo bardzo wiele osób pomijały. Wiem, że nie każdemu będzie się podobała ta zmiana, ale nie jestem w stanie zrobić tak, by wszyscy byli zadowoleni. ( ͡° ʖ̯ ͡°) Mam nadzieję, że obserwując tag, niczego nie przegapicie!

    • • •

    DARIUSZ BUDA, rocznik '69

    Buda urodził się w Nowym Dworze Gdańskim (woj. pomorskie), gdzie jego dzieciństwo podobno nie należało do łatwych, ale nie doszukałam się szczegółów.

    Został skazany z artykuł 168 § 2 kk/69 (który od 1969 do 1998 r. traktował o zmuszeniu kogoś do "czynu nierządnego") po raz pierwszy już w roku 1993 jako 24-letni mężczyzna. Nie odbył jednak całej kary i zamiast trzech lat w więzieniu spędził tylko półtora roku.

    Kilka lat po wyjściu na wolność, 28 lipca 1996 r. we wsi Laskowice Wielkie (woj. opolskie) zaatakował przypadkowo spotkaną kobietę. Ogłuszył ją kilkoma ciosami w głowę i gwałcił, bijąc po całym ciele. Skatowanej ofierze zacisnął na szyi sznurówkę i udusił. Z martwą odbył jeszcze stosunek analny.

    Prokuratura postawiła mu zarzut morderstwa oraz zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem, co było działaniem w recydywie. Sąd Wojewódzki w Elblągu uznał Budę za winnego zarzucanych mu czynów, a w listopadzie 1998 r. mężczyzna usłyszał wyrok dożywotniego pozbawienia wolności oraz pozbawienia praw publicznych na okres 10 lat.

    Obrońca oskarżonego wniósł apelację, w której wnioskował o zmianę kary na 25 lat pozbawienia wolności. Adwokat uważał m.in., że sąd nie wziął pod uwagę jednej z ekspertyz wyrażającej pogląd, że w chwili popełniania zbrodni zdolność sprawcy do kierowania swoim postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona. Powołał się także na jego młody wiek, dobrą opinię w miejscu pracy oraz nienaganne zachowanie w więzieniu podczas odsiadywania pierwszego wyroku za zgwałcenie.

    W kwietniu 1999 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku nie uwzględnił apelacji. Wspomniana ekspertyza została zgodnie odrzucona przez dwóch psychiatrów, ponadto wśród jej twórców nie było żadnego lekarza z tej dziedziny. Z kolei dobrą opinię o Budzie sąd dostrzegł, jednak nie nadał jej żadnego znaczenia dla sprawy, ponieważ jej ranga jest zbyt mała w zestawieniu z całym szeregiem okoliczności wyjątkowo obciążających, w świetle których rozpatrywana zbrodnia jawi się jako szczególnie drastyczna i wstrząsająca. Za okoliczności łagodzące nie uznał także faktu, że w momencie popełnienia zbrodni oskarżony miał niespełna 27 lat, ani tego, że przez trudne dzieciństwo był osobą niedowartościowaną, co według obrońcy miało być przyczyną pojawienia się dewiacji seksualnej. Zbrodnię sąd uznał za wyjątkowo odrażającą, a sposób działania Budy za bezlitosny i okrutny, dlatego bezdyskusyjnie występuje potrzeba trwałej eliminacji oskarżonego z życia społecznego.

    . . .

    Dariusz Buda karę pozbawienia wolności zaczął odsiadywać w Zakładzie Karnym w Sztumie, jednak informacja o jego aktualnym pobycie nie jest podana. Pewne jest tylko, że mężczyzna wciąż nie przebywa na wolności.

    • • •

    Do napisania powyższego tekstu korzystałam z zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Elblągu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który powyższy wyrok utrzymał w mocy.

    • • •

    pokaż spoiler #kryminalne #kryminalistyka #gwalt #zgwalcenie #morderstwo #patologiazewsi #patologiazmiasta #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #nowydworgdanski #laskowicewielkie
    pokaż całość

    źródło: indeks.jpg

    •  

      Adwokat uważał m.in., że sąd nie wziął pod uwagę jednej z ekspertyz wyrażającej pogląd, że w chwili popełniania zbrodni zdolność sprawcy do kierowania swoim postępowaniem była w znacznym stopniu ograniczona. Powołał się także na jego młody wiek, dobrą opinię w miejscu pracy oraz nienaganne zachowanie w więzieniu podczas odsiadywania pierwszego wyroku za zgwałcenie.

      Co ma młody wiek, dobra opinia w miejscu pracy i nienaganne zachowanie podczas odsiadywania pierwszego wyroku do brutalnego gwałtu, morderstwa i recydywy?

      @nexetpl: art. 53 § 2 Wymierzając karę, sąd uwzględnia w szczególności motywację i sposób zachowania się sprawcy, zwłaszcza w razie popełnienia przestępstwa na szkodę osoby nieporadnej ze względu na wiek lub stan zdrowia, popełnienie przestępstwa wspólnie z nieletnim, rodzaj i stopień naruszenia ciążących na sprawcy obowiązków, rodzaj i rozmiar ujemnych następstw przestępstwa, właściwości i warunki osobiste sprawcy, sposób życia przed popełnieniem przestępstwai zachowanie się po jego popełnieniu, a zwłaszcza staranie o naprawienie szkody lub zadośćuczynienie w innej formie.
      pokaż całość

    • więcej komentarzy (66)

  •  

    Jest to jedna z najgłośniejszych spraw kryminalnych w historii byłego NRD. Znana jest w Niemczech pod nazwą „Krzyżówkowe morderstwo”, gdyż sprawca zbrodni wykryty został dzięki kilku gazetowym krzyżówkom, po których znalezieniu przeprowadzono badanie pisma na niespotykaną skalę. Próbkę pisma stanowiły litery wpisane do owych kilku krzyżówek – z tego też powodu „Krzyżówkowe morderstwo” jest najprawdopodobniej precedensem na skalę światową.

    Halle-Neustadt – socjalistyczne marzenie
    Miasto Halle-Neustadt zbudowane zostało w połowie lat 60. ubiegłego wieku specjalnie dla pracowników przemysłu chemicznego. Halle-Neustadt, promowane jako socjalistyczne marzenie szczęśliwego człowieka, to właściwie jedno wielkie osiedle bloków przeznaczonych dla około stu tysięcy mieszkańców. Lars Bense urodzony w roku 1973 był typowym dzieckiem tego socjalistycznego miasta.

    Wyjście do kina

    Jest 15 stycznia 1981 roku. Lars, uczeń pierwszej klasy szkoły podstawowej, wybiera się w tym dniu do kina. Na dworze pada śnieg.
    Po seansie chłopiec nie pojawia się w domu. Rodzice zaczynają się niepokoić. Około godziny 18 zawiadamiają policję o jego zaginięciu (enerdowska policja to Volkspolizei – tzw. „Policja Ludowa”, czyli odpowiednik Milicji Obywatelskiej). Jeszcze tego samego dnia o godz. 20 rozpoczynają się poszukiwania chłopca. Są znacznie utrudnione za sprawą śnieżnej pogody, jednak akcja prowadzona jest także i w nocy, a funkcjonariuszom pomagają wolontariusze Policji Ludowej, tj. zorganizowana grupa zaangażowanych obywateli. Przeszukiwane są wszystkie potencjalnie „podejrzane” miejsca, a w szczególności pomieszczenia piwniczne w budynkach stojących w okolicy, w której mieszka rodzina Bense. Akcja nie przynosi jednak żadnych rezultatów.

    Żadnego śladu

    Dwa dni po zaginięciu chłopca w prasie ukazuje się oficjalny komunikat na ten temat wraz ze zdjęciem Larsa. Mieszkańcy Halle-Neustadt proszeni są o pomoc w odnalezieniu dziecka.
    Ówczesny rejonowy komisariat policji mieści się w budynku komendy straży pożarnej. Cztery pomieszczenia leżące na czwartym piętrze budynku przeznaczone zostają dla funkcjonariuszy specjalizujących się w sprawach morderstw. Pierwotne plany są takie, że policja ma tu odbywać narady i koordynować poszukiwania chłopca. Prócz wersji porwania śledczy biorą pod uwagę, że chłopiec mógł wpaść do rzeki i utonąć; za nieprawdopodobną – po uwzględnieniu sytuacji rodzinnej w domu Larsa – uznają jego ucieczkę z domu. Po sprawdzeniu wszystkich, jak się zdaje, wchodzących w grę miejsc, poszukiwania prowadzone są także w kanałach biegnących pod ziemią, jednak nikt nie trafia na żaden ślad Larsa Bense.
    Tak się składa, że blok, w którym mieszka rodzina Larsa, stoi dokładnie naprzeciwko komendy, po drugiej stronie ulicy. Kapitan Siegfried Schwarz, szef ówczesnego Wydziału zabójstw okręgu  Halle, jeszcze po latach wspomina, jak w ówczesnym czasie, siedząc w pracy, stawał przy oknie swojego gabinetu i spoglądał w okna mieszkania rodziny Larsa, zastanawiając się, co mogło stać się z chłopcem.
    Walizka na torach
    14 dni po zaginięciu Larsa na trasie Halle-Lipsk dróżnik wykonuje rutynowy obchód torów. Na odcinku 107, 4 km zauważa leżącą niedaleko torów walizkę. Z ciekawości otwiera ją – i dostrzega owinięte w folię ciało dziecka. Dróżnik, przerażony, odskakuje na bok.
    Wkrótce na miejscu jest już policja. Funkcjonariusze podejrzewają, że może chodzić o zaginionego od dwóch tygodni Larsa Bense. Już w południe walizka wraz z zawartością zostaje dostarczona do Instytutu medycyny sądowej w Lipsku. Dopiero po obfotografowaniu walizka zostaje otwarta. Zwłoki dziecka zapakowane są w plastikowy worek; obok znajduje się kilka zgniecionych, przemoczonych gazet.
    W wyniku obdukcji lekarze stwierdzają, że chłopiec został wykorzystany seksualnie, a jego śmierć nastąpiła w wyniku uderzeń tępym narzędziem w głowę. Na ciele dziecka znaleziono wiele ran kłutych.
    Krzyżówki w gazetach
    Sama walizka wraz ze znajdującymi się w niej gazetami zostaje zabezpieczona i przewieziona do Halle w celu dalszych badań. Jak się okazuje, w każdej z kilku gazet są częściowo rozwiązane przez kogoś krzyżówki.
    Od początku jest oczywiste, że dotarcie do sprawcy morderstwa nie będzie łatwe. Kapitan Siegfried Schwarz wspomina po latach, że od początku miał wtedy przeczucie, iż to właśnie krzyżówki okażą się jedyną możliwą do wykorzystania wskazówką.
    Niespotykana akcja
    Zespół powołany do rozwiązania tej sprawy postanawia przeprowadzić akcję niespotykaną dotychczas w historii kryminalistyki NRD, tj. zebrać próbki pisma od wszystkich mieszkańców Halle-Neustadt. Jest to przedsięwzięcie o ogromnym zasięgu, ale policja jest pewna jednego: jeśli nie uda się dotrzeć do sprawcy przez pismo, to wkrótce będzie kolejna ofiara.
    Funkcjonariusze obchodzą zatem wszystkie mieszkania, klatka po klatce, blok po bloku, i proszą wszystkie osoby z każdego lokalu o napisanie krótkiego (wcześniej ustalonego) tekstu. Akcja ta jest bardzo żmudna – wprawdzie zdarza się, że przy jednej wizycie udaje się jednocześnie zebrać próbki pisma od kilku osób, jednak często nie wszyscy są obecni – i wtedy trzeba się umawiać na inny termin.
    Czynności te przeprowadza się systematycznie i niezwykle starannie, nikt nie jest pomijany, nawet te osoby, które w owym czasie zmarły lub się wyprowadziły (w takich sytuacjach próbki pisma dostarczane są z dokumentacji meldunkowej lub ubezpieczeniowej). Trzeba też bardzo dokładnie wypytywać o to, czy i kiedy w danym mieszkaniu przebywały jakieś osoby odwiedzające. Konieczne jest również dowiadywanie się (co z zasady wymaga dużej subtelności), kto i gdzie mieszka bez obowiązującego meldunku.
    Akcja ta wymaga ogromnych nakładów osobowych, a przy tym wiadomo, że będzie wymagać ich jeszcze przez długi czas – Halle-Neustadt liczy wówczas sto tysięcy mieszkańców. Po domach chodzą więc (zarówno w mundurach, jak i w cywilu) funkcjonariusze wszelkiego rodzaju: z policji kryminalnej, drogowej, oddziałów prewencyjnych, także strażacy.
    Działania te są jak szukanie igły w stogu siana i wszyscy biorący w niej udział zdają sobie z tego sprawę. Motywację stanowi jednak myśl: to najważniejszy ślad, jaki jest w tej sprawie..
    Czyja jest ta walizka?
    Policjanci prócz tego działają na inne sposoby. Kapitan Schwarz, licząc się z możliwością dojścia do sprawcy dzięki odnalezieniu właściciela walizki, wpada na pomysł wystawienia jej na widok publiczny, i to konkretnie w sklepie znajdującym się dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym Lars widziany był ostatni raz. Kierownictwo sklepu wprawdzie dość mocno protestuje, ale kapitan w końcu stawia na swoim.
    Przy walizce zostaje umieszczona informacja, że przedmiot ten jest prezentowany w celu wyjaśnienia sprawy ciężkiego przestępstwa; nie ma żadnych wskazówek, że może chodzić o sprawę Larsa Bense. Przez dwa dni po wystawieniu sklep jest non stop obserwowany.
    Działania te nie przynoszą jednak żadnych rezultatów, być może dlatego, że walizka jest produktem masowym. Na trop przestępcy nie naprowadza także plastikowy worek, w który owinięte były zwłoki dziecka: okazuje się, że jest to opakowanie kołder, także produkowanych na masową skalę.

    Wciąż jedyna droga

    W tym momencie już wyraźnie widać, że pismo rzeczywiście jest jedynym pozostałym w sprawie tropem. Akcja zbierania próbek cały czas trwa. Wydział zabójstw zostaje poszerzony o specjalną komórkę, której zadaniem jest analiza pisma: jest to 6-7 osób; siedzą w specjalnie do tego przeznaczonym pomieszczeniu i zajmują się wyłącznie porównywaniem próbek z oryginałami.
    Równolegle z tymi działaniami przeprowadzane są systematyczne akcje zbierania starych gazet. Młodzi ludzie, a konkretnie tzw. pionierzy, w wyznaczonych częściach osiedli, zbierają makulaturę. Gazety są sortowane, a następnie przeszukiwane przez funkcjonariuszy policji pod kątem wypełnionych w nich krzyżówek. Cel tej akcji jest taki, żeby w razie stwierdzonego podobieństwa móc zawęzić geograficznie krąg poszukiwań autora pisma.
    Jednocześnie policja czeka na opinię biegłych, którzy – na podstawie posiadanych oryginalnych próbek – będą mogli powiedzieć coś o autorze pisma z krzyżówek w walizce. W końcu opinia jest gotowa: według biegłych krzyżówki wypełnione zostały przez kobietę w średnim wieku.
    W opinii śledczych informacja ta oznacza jedno: że autor pisma i sprawca to dwie różne osoby. Odnalezienie tej pierwszej daje jednak możliwość dotarcia do sprawcy, tak więc dalsze poszukiwania nie tracą przez to sensu.
    Poszerzenie działań
    Środowisko karanych wcześniej homoseksualistów i pedofilów jest bardzo dokładnie prześwietlane, policjanci nie natrafiają jednak na żadną informację mogącą mieć związek z zaginięciem Larsa.
    Pod koniec marca, po 2 miesiącach pracy nad porównywaniem próbek pisma i przeprowadzeniu blisko tysiąca ośmiuset przesłuchań i rozpytań, wciąż nie ma żadnego efektu. Odbywa się narada, na której policja podsumowuje dotychczasowe działania i podejmuje decyzję o poszerzeniu ich zakresu. Badaniem objęte zostają dodatkowe dokumenty, tj. 95 tysięcy formularzy do nadawania telegramów, 40 tysięcy wniosków o zarejestrowanie samochodu, 250 tysięcy wniosków o wystawienie dowodu osobistego, prócz tego około 100 tysięcy akt kadrowych zakładów chemicznych. Adolf Döling, szef komórki zajmującej się analizą pisma, coraz bardziej obawia się tego, żeby – za sprawą nieprawidłowej pracy osoby sprawdzającej – nie umknęła jakaś próbka.

    Nadchodzi lato.
    Wielomiesięczna praca, która nie przyniosłefektu, oraz zmęczenie spowodowane mnóstwem nadgodzin wywołują kryzys u wszystkich osób zajmujących się tą sprawą. Przejawia się ono tym, że spada motywacja uczestników oraz wiara w powodzenie przedsięwzięcia. Mija wrzesień, październik, poczucie beznadziejności w zespole wzrasta.
    Ten spadek wiary jest, jak się zdaje, uzasadniony, bo dotychczasowe nakłady pracy były przeogromne i pozostają bez efektów, a przy tym próbki pisma pobrano dopiero od 20 tysięcy mieszkańców Halle-Neustadt. Przy takim tempie i nakładzie sił potrzeba jeszcze co najmniej dwóch i pół roku, żeby pobrać próbki pisma od wszystkich mieszkańców miasta.
    Śledczy postanawiają uprościć metodę pobierania próbek: osobie badanej podsuwa się wyłącznie schemat krzyżówki do uzupełnienia.

    Niespodziewany przełom

    10 listopada, zgodnie z wyznaczoną kolejnością, próbki pisma mają być pobierane od mieszkańców bloku nr 398. W jednym z lokali mieszka czterdziestoparoletnia pani G., jednakże niestety nie ma jej obecnie w domu. Jak dowiaduje się funkcjonariusz pobierający próbki, pani G. przebywa nad morzem, gdzie pracuje jako pomoc sezonowa w kurorcie nadbałtyckim Wustrow.
    Tak jak to jest przyjęte, próbkę pisma od takiej osoby pobiera miejscowa policja. Tak też się dzieje: ponieważ p. G. jest kelnerką w kawiarni przy plaży, tam właśnie zostaje pobrana od niej próbka pisma. Próbka ta zostaje następnie przekazana do Halle, gdzie dociera dokładnie w piątek 13 listopada, a kilka dni później trafia do rąk śledczego analizującego pismo.

    „To ona!”

    Już po pierwszym spojrzeniu na pismo pani G. policjant ma niemal pewność, że jest ono zgodne z tym, które znaleziono na krzyżówkach w walizce. Biegnie do przełożonych, ci zaś natychmiast kontaktują się z policją w Wustrow. Wkrótce śledczy w Halle otrzymują informację zwrotną, według której pani G. nie ma obecnie w pracy – jest w drodze do Werder (Havel) w powiecie poczdamskim, gdzie jest umówiona ze swoją 20-letnią córką. Stamtąd obydwie kobiety mają razem udać się na urlop.
    Czterech funkcjonariuszy policji kryminalnej (wśród nich Adolf Döling) jedzie jeszcze tej samej nocy dwoma autami z Halle do Werder. Między piątą a wpół do szóstej nad ranem docierają na miejsce. Dwóch funkcjonariuszy wchodzi do domu, w którym przebywa matka wraz z córką. Obydwie kobiety są kompletnie zaskoczone wizytą. Gdy padają pierwsze pytania, od razu widać, że nie mają o niczym pojęcia, a sprawcy należy raczej szukać wśród osób będących z nimi w kontakcie.

    Sprawca

    Zarówno pani G., jak i jej córka, zostają poproszone o udanie się wraz z funkcjonariuszami do auta. Jeszcze w drodze do Halle w trakcie rozmowy policjanci uzyskują informację, że jakiś czas temu córka pani G. miała chłopaka (który przez pewien czas był w posiadaniu kluczy do ich mieszkania). Imię i nazwisko chłopaka przekazane zostaje drogą radiową do Halle.
    Jest nim dziewiętnastolatek Matthias S., mieszkaniec Halle. Obecnie, jak dowiadują się policjanci, Matthias S. przebywa w Turyngii w mieście Friedrichroda. Pracuje tam w otwartym rok wcześniej domu wczasowym Związków Zawodowych – jest pracownikiem działu technicznego.
    Tego samego dnia Matthias S. zostaje aresztowany w miejscu pracy. Wiadomość o tym lotem błyskawicy roznosi się po ośrodku. Koledzy Matthiasa S. oraz inni pracownicy domu wczasowego nie mają pojęcia, o co chodzi. Podejrzewają, że aresztowanie ma jakiś związek z kradzieżą, która miała tu miejsce jakiś czas temu, a dotychczas nie została wyjaśniona.

    Zeznanie

    Matthias S. zostaje przewieziony do Halle. Jego przesłuchanie trwa wiele godzin, aż do nocy. W końcu przyznaje się do swojego czynu. Opowiada, że nieznajomego mu chłopca spotkał i zagadnął pod kinem. Kusząc go tym, że pokaże mu samochodziki, zaprowadził go do mieszkania pani G., wiedząc, że w tym czasie nikogo w nim nie będzie. W mieszkaniu wykorzystał chłopca seksualnie, a następnie, ze strachu przed zdemaskowaniem, zabił go, uderzając go wielokrotnie młotkiem w głowę. Ponieważ chłopiec wciąż żył, Matthias S. dźgnął go jeszcze kilka razy nożem w okolice serca. Potem włożył ciało do walizki (należącej do pani G.), a leżące w pokoju gazety wykorzystał jako materiał do wypełnienia pustych miejsc. Następnie wraz z walizką udał się do pociągu jadącego do Lipska. Walizkę z ciałem wyrzucił przez okno na trasie w trakcie jazdy pociągu.

    Rodzice sprawcy

    Po aresztowaniu Matthiasa S. do prokuratury zgłasza się jego ojciec z zapytaniem, z jakiego powodu jego syn został zatrzymany. Gdy dowiaduje się, że Matthias S. jest mordercą siedmioletniego Larsa Bense, doznaje szoku.
    Od tamtego momentu rodzice Matthiasa S. nie ważą się wyjść na ulicę ani nie pojawiają się w pracy. Władze znajdują dla nich nową tożsamość, zupełnie nowe miejsce zamieszkania i nowe miejsca pracy.
    21 listopada miejscowa gazeta podaje jedynie krótki komunikat o schwytaniu sprawcy, i to na drugiej stronie.

    Proces

    W lecie roku 1982 rozpoczyna się proces Matthiasa S. Za sprawą zeznań jego dziewczyny w trakcie procesu wychodzi na jaw zaburzona seksualność Matthiasa S., manifestująca się m.in. w tym, że przed stosunkiem zmuszał swoją dziewczynę do opowiadania mu w kontekście seksualnym o małych chłopcach.
    Matthias S. zostaje skazany na dożywocie i pozbawienie praw publicznych.

    Nowy wyrok

    Po przełomie wyroki z czasów NRD zostają poddane weryfikacji. W rozumieniu prawa Republiki Federalnej Niemiec Matthias S. był w momencie popełnienia zbrodni przestępcą młodocianym, tak więc zgodnie z tym postępowanie przeciwko niemu zostaje podjęte ponownie.
    W nowym procesie Matthias S. również otrzymuje wyrok dożywocia, jednakże orzeka się skrócenie kary do (pozostających jeszcze) lat dziesięciu z jednoczesnym nakazem pobytu skazanego w Ośrodku Psychiatrii Sądowej w Uchtspringe. Ma to stworzyć szanse wyleczenia Matthiasa S. z jego chorobliwych fantazji seksualnych i tym samym dać przynajmniej częściową gwarancję, że nie powróci on na drogę przestępstwa.
    Nie-prawdziwa historia po 30 latach
    W 2013 roku zapomniana już nieco sprawa „krzyżówkowego morderstwa” niespodziewanie trafia na pierwsze strony gazet. Dzieje się tak dlatego, że ukazuje się książka „Der Kreuzworträtselmord. Die wahre Geschichte” („Krzyżówkowe morderstwo. Prawdziwa historia”), napisana przez Kerstin Apel, byłą dziewczynę Matthiasa S.
    W książce autorka podaje zupełnie inną wersję wydarzeń z 1981 roku: twierdzi, że wiedziała o zbrodni i nawet pomogła swojemu chłopakowi w pozbyciu się ciała dziecka. W mediach robi się zamieszanie, a sprawa trafia do prokuratury ze względu na konieczność rozpatrzenia ewentualnego współudziału autorki w przestępstwie. Wydawnictwo wydaje publiczne oświadczenie, w którym stwierdza, że książka jest absolutną fikcją, i podkreśla, że uwaga ta zamieszczona została również na początku książki. Wydawnictwo dodaje, że autorka, mimo że jej opowieść bazuje na wydarzeniach autentycznych, miała prawo do ich artystycznego przetworzenia.
    Sprawa rok później zostaje umorzona, a sama autorka przyznaje, że dodała i „ubarwiła” niektóre fakty w celu udramatyzowania zaprezentowanych wydarzeń.
    Źródło sprawykryminalne.pl
    #kryminalne #kryminalistyka #niemcy #morderstwo
    pokaż całość

  •  

    Niebezpieczny nieznajomy

    Jest koniec 1978 roku. 33-letni Dennis Nilsen poznaje w pubie młodego mężczyznę i zaprasza go do swojego domu na Melrose Avenue 195 w Londynie. Tamtego wieczora obaj mężczyźni wspólnie spożywali alkohol, a następnie udali się do łóżka na spoczynek. Nilsen obudził się z pierwszym brzaskiem i zdał sobie sprawę, że jego nowy przyjaciel niedługo sobie pójdzie. Podniecił się gładząc dłonią nagie ciało chłopaka. Jego serce biło jak oszalałe i zaczął się pocić. Obserwując śpiącego mężczyznę, zwrócił uwagę na leżącą nieopodal stertę ich ubrań. Zauważył krawat, więc wyskoczył z łóżka, żeby go podnieść.

    "Podniosłem go i założyłem mu na szyję" - wyznał Nilsen cztery lata później. "Szybko usiadłem na nim okrakiem i zacisnąłem krawat z całej siły. Jego ciało ożywiło się natychmiast. Sturlaliśmy się z łóżka na podłogę."

    Nilsen zacisnął uścisk jeszcze mocniej, nie chcąc przegrać tej walki na śmierć i życie. Jego ofiara odpychała się nogami, nadal mając Nilsena siedzącego na sobie. Kiedy mężczyźnie udało się doczołgać do ściany, skulił się, dając za wygraną. Nilsen rozluźnił uścisk, ale zdał sobie sprawę, że mężczyzna jeszcze żyje, jest tylko nieprzytomny. Pobiegł do kuchni po plastikowe wiadro, do którego nalał wody, chcąc utopić w niej chłopaka. Nilsen ułożył go na krześle, a następnie wepchnął jego głowę do wiadra. Mężczyzna nie stawiał oporu, jednak mimo to woda zachlapała cały dywan.

    "Po kilku minutach bąbelki powietrza w wodzie zniknęły" - wspomina Nilsen - "Podniosłem go i posadziłem na fotelu. Woda ściekała z jego krótkich, kręconych, brązowych włosów."

    Nilsen właśnie zabił człowieka, którego imienia nawet nie znał. Siedział trzęsąc się cały, nie do końca uświadamiając sobie co właśnie zrobił i jakie będą tego konsekwencje. Zrobił sobie filiżankę kawy i wypalił kilka papierosów, próbując wymyślić co dalej robić. Jego czarno-biały pies, Bleep, przyszedł z ogrodu i obwąchał zwłoki siedzące na fotelu. Nilsen wygonił psa i usiadł będąc nadal w szoku. Zdjął krawat z szyi martwego mężczyzny i tylko się na niego patrzył. Później wstał i dźwignął ciało na swoje ramiona, aby zanieść je do łazienki. Delikatnie położył chłopaka w wannie, napuścił wody i umył mu włosy. Namęczył się wyciągając bezwładne zwłoki z wanny i osuszając je ręcznikiem. Wówczas zabrał je z powrotem do pokoju i położył do łóżka. Jego nowy przyjaciel nie mógł go już opuścić.
    Początek końca?
    Dennis przebiegł palcami po jeszcze ciepłym ciele, zauważając delikatną zmianę koloru jego warg oraz twarzy. Zasłonił zwłoki pościelą, usiadł na łóżku i próbował myśleć.

    "To był początek końca mojego starego życia" - napisał Nilsen - "Wszedłem na drogę śmierci i posiadania nowego rodzaju współlokatora."

    Zamiast przerazić się widokiem zwłok, uznał je za piękne. Nie wiedział do końca dlaczego zabił tego młodego człowieka. Po prostu nie chciał, żeby ten go opuścił. Samotnie spędził Boże Narodzenie i nie chciał, żeby tak samo było w Nowy Rok. A teraz miał go z kim spędzić. Później tego samego dnia poszedł do sklepu z narzędziami, aby zakupić elektryczny nóż i duży garnek, chociaż wcale nie chciał pociąć ciała. Zamiast tego ubrał zwłoki w nową bieliznę. Następnie wziął kąpiel. Wtedy zdecydował się spróbować seksu ze zwłokami. Poszedł do łóżka, ale nie mógł utrzymać wzwodu, który dostał kilka chwil wcześniej, więc ściągnął ciało z łóżka i położył na podłodze. Użył zasłony, aby je przykryć. Położył się ponownie do łóżka i zasnął. Później, kiedy już wstał, zrobił obiad i oglądał telewizję, mając ciągle leżącego trupa na podłodze. W końcu uświadomił sobie, że musi coś z tym zrobić. Wyważył kilka desek z podłogi i próbował wrzucić pod nie ciało, ale stężenie pośmiertne nie pozwoliło mu na żaden manewr. Postawił ciało przy ścianie, postanawiając poczekać aż sztywność minie. Jednak następnego dnia nieboszczyk nadal stał przy ścianie w tej samej pozycji, więc Nilsen położył go i próbował rozluźnić jego kończyny. W końcu udało mu się położyć zwłoki do podpodłogowego grobu. Przykrył ciało deskami.

    Po tygodniu ciekawość Nilsena wzięła górę, więc podniósł dywan i jeszcze raz otworzył dziurę w podłodze. Ciało było brudne, więc Nilsen zabrał je znowu do łazienki, aby je umyć. Później wykąpał się w tej samej wodzie. Kiedy niósł zwłoki z powrotem do salonu, tak bardzo go to podnieciło, że ukląkł i masturbował się, dokonując ejakulacji na brzuch nieboszczyka. Zamiast upchnąć go znów pod podłogą, związał trupa za kostki. Jednak w końcu złożył go do jego grobowca. Ciało zostało tam przez siedem i pół miesiąca, zanim Nilsen je wyciągnął i spalił resztki w ognisku. Do ognia dodał gumy, aby zamaskować zapach palonego ciała. Popioły zagrzebał w ziemi. Młody mężczyzna nigdy nie został zidentyfikowany. Nilsen był w szoku, że całe zdarzenie uszło mu na sucho i wierzył, że nigdy się to już nie powtórzy. Mylił się. Zdarzyło się jeszcze czternaście razy.
    Posmak śmierci
    W październiku 1979 roku, prawie rok po pierwszym morderstwie, młody student z Chin, Andrew Ho, poszedł z Nilsenem do jego domu. Młody mężczyzna chciał spróbować seksu z krępowaniem (bondage). Nilsen nie chciał się w to bawić, ale założył na szyi chłopaka krawat i powiedział, że zabawią się w niebezpieczną grę. Ho wyszedł i poinformował policję, jednak nie doszło do postawienia Nilsenowi zarzutów.

    Do 1981 roku Nilsen w swoim mieszkaniu zabił dwunastu mężczyzn. Zidentyfikowano tylko czterech z nich. Byli to: Kenneth Ockendon, Martyn Duffey, Billy Sutherland oraz Malcolm Barlow. Wiele z jego ofiar było bezrobotnymi lub bezdomnymi ludźmi, szukającymi sposobu na zarobienie pieniędzy. Część z nich była homoseksualistami, a kilkoro było męskimi prostytutkami. Nilsen twierdził, że wpadł w "zabójczy trans", ale w siedmiu przypadkach uwolnił mężczyzn zamiast ich zabić, ponieważ potrafił się powstrzymać.

    Drugą ofiarą Nilsena był Kenneth Ockendon, turysta z Kanady. Mężczyzna poznał Nilsena podczas lunchu w pubie 3 grudnia 1979 roku. Pili razem przez kilka godzin alkohol, zwiedzali Londyn, a na koniec trafili do mieszkania Nilsena. Dobrze się ze sobą dogadywali, więc im bardziej Nilsenowi odpowiadało towarzystwo Ockendona, tym bardziej był zdesperowany na myśl o jego powrocie do Kanady, który miał nastąpić następnego dnia. Udusił go więc przewodem od słuchawek, przeciągnął po podłodze, a następnie usiadł i słuchał muzyki, podczas gdy ciało leżało na ziemi. Potem zdjął jego ubranie i zabrał do łazienki na kąpiel. Kiedy skończył, położył ciało w łóżku i spał z nim przez resztę nocy, przytulając się do niego. Rano Nilsen upchnął zwłoki w szafce, wyrzucił ubranie i poszedł do pracy. Podczas dnia ciało zesztywniało w pozycji, w jakiej je pozostawił. Nilsen wyciągnął je dzień później i ponownie umył. Następnie ubrał zwłoki i posadził na krześle, robiąc im zdjęcia w różnych pozycjach. Kiedy skończył, zabrał ciało znów do łóżka i ułożył z rozłożonymi rękami i nogami na sobie. Rozmawiał z martwym chłopakiem, tak jakby ten mógł go usłyszeć. Potem skrzyżował jego nogi i uprawiał seks wkładając penisa między jego uda. W końcu Nilsen przeniósł Ockendona w przestrzeń pod płytkami podłogowymi. Wyciągał go stamtąd kilkukrotnie, żeby mogli razem posiedzieć i pooglądać telewizję.

    "Myślałem sobie, że jego ciało i skóra były bardzo piękne" - wyznał później Nilsen. Później przebierał go w świeże ubrania, kładł do łóżka i mówił dobranoc.

    Minęło pięć miesięcy zanim doszło do kolejnej zbrodni. 13 maja 1980 roku zaginął Martyn Duffey, lat 16. Był bezdomny, więc zaakceptował zaproszenie Nilsena na nocleg. Po dwóch piwach udał się do łóżka. Nilsen wspiął się na niego i go udusił. Jego ciało zwiotczało, ale nadal żył, więc Nilsen zabrał go do kuchni i utopił jego głowę w zlewie pełnym wody. Następnie zabrał go do łazienki i wykąpał się z nim.

    Rozmawiałem z nim i powiedziałem mu, że jego ciało wyglądało tak młodo, jak jeszcze nigdy nie widziałem". Nilsen wziął go z powrotem do łóżka i całował, a potem usiadł mu na brzuchu i się masturbował. Duffey powędrował do szafki na dwa pełne tygodnie, a potem dostał miejscówkę pod klepkami podłogi.

    Następna ofiara, Billy Sutherland (lat 27), sypiał z mężczyznami za pieniądze. Nilsen nawet nie chciał brać go do domu, ale chłopak poszedł za nim po jednej ze wspólnych nocnych eskapad. Nilsen ledwie pamięta uduszenie go i znalezienie jego zwłok następnego ranka. Malcolm Barlow (lat 24) był sierotą z problemami umysłowymi. Był także patologicznym kłamcą. Nilsen znalazł go włóczącego się pod jego domem, twierdzącego, że ma atak epilepsji, więc zabrał go do domu i zadzwonił po karetkę. Kiedy chłopaka zwolniono ze szpitala, wrócił i czekał na Nilsena pod jego drzwiami. Nilsen zaprosił go do środka po powrocie z pracy i razem pili alkohol, a potem Barlow zapadł w głęboki sen. Nilsen uważał jego obecność za kłopot, więc go udusił. Następnego dnia upchnął jego zwłoki w szafce pod zlewem kuchennym. Mieszkał w mieszkaniu z pół tuzinem innych zwłok czekających na pozbycie się. Część z nich Nilsen trzymał w łóżku około tygodnia w celach seksualnych. Przerażało go posiadanie kontroli nad tymi mężczyznami, a tajemnica martwego ciała, które na nic nie reaguje fascynowała go. Wydawało mu się, że docenia ich wszystkich bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek wcześniej mógłby ich docenić.

    Ogród Nilsena

    Nilsen opryskiwał mieszkanie dwa razy dziennie, aby pozbyć się wylęgających się tam much. Jedna z sąsiadek wspomniała później o przenikliwym odorze, ale Nilsen zapewnił ją, że to budynek ulega rozkładowi. Kiedyś rozważał popełnienie samobójstwa, ale wtedy wszedł jego pies i zaczął merdać ogonem, co spowodowało, że zmienił zdanie. Kiedy pozbywał się ciał, swojego psa i kota wypuszczał do ogrodu, rozbierał się do bielizny i kroił zwłoki nożem kuchennym na kamiennej posadzce kuchni. Czasami w garnku, który kupił dla pierwszej ofiary gotował głowy, aby pozbyć się z nich mięsa. Nauczył się sztuki rzeźniczej, więc wiedział jak najlepiej pociąć ciało. Organy trzymał w plastikowych workach. Takie pakunki chował pod podłogą. W pewnym momencie były pod nią trzy kompletne ciała i jedno poćwiartowane.
    Niektóre części ciał chował w ogrodowej szopie lub w dziurze za krzakami. Organy wewnętrzne ofiar ukrył w szczelinie między podwójnym płotem na podwórzu. Kilka pociętych torsów upchnął w walizkach. Kiedy było to możliwe, zabierał torby i walizki do ogrodu i palił ich zawartość kilka stóp od płotu. Zawsze dziwiło go, że nikt nigdy go o nic nie wypytywał, ani nie próbował powstrzymać. Zdarzało się, że z okolicy przychodziły dzieci, aby obejrzeć płonący przez cały dzień ogień, a Nilsen tylko ostrzegł je, żeby nie podchodziły za blisko. Kiedyś, gdy ogień już zgasł, zauważył w środku ogniska czaszkę i zmiażdżył ją na proch. Potem zagrabił szczątki sześciu mężczyzn do ziemi. Jeszcze pięciu miało zginąć w tym mieszkaniu, a ich szczątki miały być strawione przez trzecie ognisko. Kiedy przygotowywał się do przeprowadzki, zrobił obchód swoich włości i niemal zapomniał, że zostawił ręce i ramiona Martyna Barlowa w krzakach. Zajął się tym ostatnim szczegółem i odjechał, mając nadzieję, że zostawi tę część życia za sobą. Szesnaście miesięcy później, po tym jak został aresztowany, oficerowie policji znaleźli ponad tysiąc odłamków kości w jego poprzednim ogrodzie.

    Poddasze

    Nilsen porzucił użytkowanie ogrodu i miejsca pod klepkami podłogowymi. Budynek, do którego się wprowadził był podzielony na sześć mieszkań, a jego mieszkanie na ul. Cranley Gardens 23 było na poddaszu. Był pewien, że to będzie czynnik odstraszający dla jego kompulsywnych i destrukcyjnych zachowań. Jednakże, jeszcze trzy morderstwa miały miejsce, a jego kwatera okazała się dość problematyczna w kwestii pozbywania się ciał.

    Pierwszą ofiarą w nowym miejscu był John Howlett, którego Nilsen nazywał Johnem Gwardzistą. Spotkali się w pubie, gdzie prowadzili długą rozmowę. Jakiś czas później Nilsen pił sam, a John wszedł do pubu i go rozpoznał. Rozmawiali i zdecydowali się udać do mieszkania Nilsena, gdzie, po małym pijaństwie, John poszedł z nim do łóżka. Nilsen próbował zmusić go do wyjścia, ale ten odmówił. Nilsen znalazł fragment luźnej tapicerki z fotela, którego użył do uduszenia mężczyzny. W pewnym momencie bał się, że mężczyzna go pokona, więc zaciskał uścisk w miarę jak John walczył o odzyskanie kontroli. Potem uderzył go w głowę i obezwładnił. Trzymał zaciśnięty wokół jego szyi pasek materiału dopóki nie był pewien, że mężczyzna nie żyje, a następnie, trzęsąc się cały, udał się do drugiego pokoju. Wkrótce uświadomił sobie, że John nadal żyje. Owinął pasek materiału ponownie wokół jego szyi i przytrzymał przez dwie lub trzy minuty. Ale serce Johna nadal biło, więc Nilsen zabrał go do łazienki, aby go utopić i zostawił go tam na resztę nocy. Potem włożył zwłoki do szafy na czas wymyślenia sposobu na pozbycie się ich. Zdecydował się pociąć je na malutkie kawałeczki i spłukać w toalecie. Musiał się jednak śpieszyć, bo niebawem miał go odwiedzić kolega. Kiedy proces spłukiwania zajmował dłużej niż się spodziewał, ugotował część ciała w kuchni ? głowę, ręce i stopy. Wówczas odseparował kości i wyrzucił do śmietnika. Większe kości wrzucił na śmietnik znajdujący się za ogrodowym płotem, a inne włożył do torby wysypanej wewnątrz solą i ukrył w skrzynce na herbatę. Zakrył to czerwoną zasłoną.

    Scena zdrady

    Drugim z zabitych mężczyzn był Archibald Graham Allan. Nilsen przygotował mu omlet, a to co zapamiętał z zabicia go było dość dziwne. "Zauważyłem, że siedział tam i nagle albo zasnął albo stracił przytomność, bo zastygł w bezruchu z kawałkiem omleta zwisającym z ust" - powiedział.

    Wtedy pomyślał, że sam go udusił, jednak nie pamiętał tego. Pomyślał, że może mężczyzna zakrztusił się jedzoną potrawą i umarł. Ale przecież omlet nie jest w stanie zostawić czerwonych śladów na czyjejś szyi, więc Nilsen przypuszczał, że to on sam jest odpowiedzialny za śmierć mężczyzny. Położył Allana w wannie i zostawił go tam na trzy dni, a następnie rozczłonkował go w sposób jak to zrobił z Johnem Gwardzistą.

    Trzecią i ostatnią ofiarą był Stephen Sinclair (lat 20), który brał narkotyki i włóczył się po Leicester Square. 23 stycznia 1983 znajomi zobaczyli jak oddala się z dziwnym mężczyzną. Obaj udali się do domu Nilsena, gdzie on sam siedział i słuchał muzyki, a Sinclair zasnął na krześle. Nilsen poszedł wtedy do kuchni i znalazł kawałek grubego sznurka, myśląc sobie "Znowu to samo." Sznurek był za krótki, więc przymocował go do krawata. Założył wiązanie wokół kolan śpiącego mężczyzny i nalał sobie drinka. Potem usiadł i kontemplował całe cierpienie w życiu Stephena, postanawiając je skrócić. Wrócił do niego, upewnił się, że mocno śpi i udusił go. Chłopak trochę się szarpał, ale w końcu stracił przytomność. Nilsen wtedy powiedział: "Nic nie może cię już zranić." Ściągnął bandaże znajdujące się na rękach Stephena i odkrył, że chłopak próbował ostatnio popełnić samobójstwo podcinając sobie żyły. Nilsen wykąpał go i położył do łóżka. Obok łóżka umieścił dwa lustra i rozebrał się. W taki sposób mógł obserwować ich obojga leżących razem nago. Przepełniało go uczucie harmonii i pomyślał, że to jest właśnie prawdziwy sens życia i śmierci. Rozmawiał ze Stephenem, zupełnie jakby ten nadal żył. Do łóżka wskoczył pies i obwąchał trupa. Nilsen odwrócił głowę chłopaka w swoją stronę i pocałował go. Nie miał wtedy pojęcia, że to właśnie ciało zdradzi go i stanie się przyczyną jego upadku.

    Samotne dorastanie

    Dennis Nilsen urodził się 23 listopada 1945 roku we Fraserburgh w Szkocji, jako jedyne dziecko Betty i Olava Nilsenów. To małżeństwo nie było udane z powodu pijaństwa Olava oraz jego częstego znikania z domu. Związek przetrwał jedynie 7 lat, a Betty rozwiodła się z mężem. Ona, Dennis oraz dwójka jego rodzeństwa pozostali w domu jej rodziców, ponieważ Olav nawet w czasie trwania małżeństwa nie był w stanie znaleźć dla nich lepszego lokum. Młody Dennis bardzo kochał swojego dziadka Andrew Whyte?a, który umarł, gdy chłopak miał tylko 6 lat. Nie mówiąc Dennisowi co się stało, matka zabrała go, aby zobaczył nieboszczyka, co wywołało u niego uczucie niepowetowanej straty. Nilsen uważa, że z perspektywy czasu to właśnie spowodowało pewien rodzaj jego emocjonalnej śmierci. Kiedy Dennis miał 8 lat, prawie utopił się w morzu, jednak został uratowany przez starszego chłopca, który bawił się na tej samej plaży. Chłopaka prawdopodobnie podnieciło leżące twarzą ku ziemi ciało Nilsena, bo się rozebrał i najwyraźniej masturbował. Kiedy Nilsen się ocknął, znalazł białą, kleistą substancję na swoim brzuchu.

    Dwa lata później jego matka wyszła ponownie za mąż, a Dennis stał się bardzo wycofany i samotny. Betty miała oprócz niego jeszcze czworo dzieci, więc nie mogła poświęcić Dennisowi wystarczającej ilości czasu. W przeciwieństwie do większości seryjnych morderców, Nilsen nigdy nie przejawiał okrucieństwa wobec zwierząt czy innych dzieci, ani nawet żadnego rodzaju agresji. Właściwie sam bywał przerażony okrucieństwem, które widział u innych. Pewnego razu pomagał szukać zaginionego mężczyzny i wraz z kolegą znalazł jego zwłoki na brzegu rzeki. Mężczyzna włóczył się w nocy, wpadł do rzeki i utonął. Widok bezwładnego ciała przypomniał Nilsenowi o jego dziadku, którego śmierć i odejście z jego życia były dla niego tak niezrozumiałe. Czuł się dziwnie wyalienowany. Nie doświadczając żadnych intymnych stosunków jako dorastający chłopak, ale czując pociąg do innych chłopców, Nilsen pozostał dosyć niewinny. Pewnego razu podglądał swojego śpiącego nago brata, ale był to jednorazowy incydent. W 1961 roku wstąpił do wojska i został tam kucharzem, dzięki czemu nauczył się sztuki rzeźnictwa.

    Fantazje w lustrze

    Żeby zmniejszyć poczucie samotności, Nilsen zaczął nadużywać alkoholu. Ale prawda jest taka, że to on sam dystansował się od innych. To właśnie w czasie, kiedy wreszcie miał własny pokój zdarzało mu się kłaść na przeciw lustra w taki sposób, aby nie widzieć swojej głowy i udawać nieprzytomnego. To ?inne ciało? podniecało go i czasem masturbował się patrząc na nie. Podczas ostatnich kilku miesięcy służby poznał mężczyznę określanego w książce o Nilsenie autorstwa Briana Mastersa jako "Terry Finch" i zaprzyjaźnił się z nim dość blisko. Nilsen ewidentnie się w nim zakochał, ale młody mężczyzna okazał się nie być gejem, chociaż nie przeszkadzało mu to udawać trupa w kręconych domową metodą filmikach. Ich rozstanie było źródłem dużego cierpienia dla Nilsena. Zniszczył wtedy wszystkie filmy i oddał Terry?emu projektor. W 1972 roku przeszedł szkolenie policyjne. Jednym z lepiej zapamiętanych przez niego wspomnień był widok ciał poddawanych autopsji w kostnicy. Bardzo go to fascynowało. Jednak okazało się, że tego rodzaju praca nie była dla niego, więc po roku zrezygnował. Zamiast tego znalazł pracę jako osoba przeprowadzająca rozmowy kwalifikacyjne i tak zarabiał na życie aż do czasu aresztowania.

    W tejże pracy poznał młodego mężczyznę, Davida Paintera, który szukał zatrudnienia. Nilsen spotkał go kiedyś na ulicy i poszli razem do jego mieszkania. Painter położył się do łóżka i zasnął. Gdy się obudził, zobaczył Nilsena robiącego mu zdjęcia i zrobił taką awanturę, że sam się zranił i musiał zostać zabrany do szpitala. Nilsen został przesłuchany przez policję i wypuszczony na wolność. Jego życie było pełne niezobowiązujących związków, ale martwiło go, że są one tak krótkotrwałe i powierzchowne. Szukał czegoś o wiele bardziej trwałego. Był gotów się zaangażować, jeśli tylko ktoś ofiarowałby mu to samo w zamian. Jego lustrzane fantazje stały się jeszcze dziwniejsze. Teraz myślał o tym "innym" ciele jak o martwym - a był to stan, który uważał za emocjonalną i fizyczną perfekcję. Używał makijażu, aby efekt był bardziej wiarygodny. Używał także sztucznej krwi, aby wyglądało na to, że ktoś go zamordował. Wyobrażał sobie, że zaraz ktoś przyjdzie i go pochowa. Czasami martwił go fakt, że tak bardzo kocha swoje martwe ciało.

    W 1975 roku Nilsen przeniósł się na Melrose Place 195 (północny Londyn), do mieszkania na parterze. Zamieszkał z Davidem Gallichanem, który później zaprzeczał jakoby ich przyjaźń miała charakter homoseksualny. Kupili sobie szczeniaka, którego nazwali Bleep, a później przygarnęli jeszcze kota. Dwa lata później ich odmienne charaktery spowodowały, że Nilsen kazał Davidowi się wyprowadzić. Później jednak bardzo się przestraszył, że zostanie sam. Samotność to długotrwały, nieznośny ból? - napisał. Rzucił się więc w wir pracy, bardziej zainteresował się polityką, więcej pił i oglądał dużo telewizji. Morderstwa zaczęły się półtora roku po odejściu Gallichana.

    Fatalny błąd

    Ostatnie zwłoki, które Nilsen poćwiartował, czyli te należące do Stephena Sinclaira, zostały poddane takiemu samemu procesowi jak dwoje poprzednich. Głowę, ręce i stopy ugotował w garnku, a pozostałości włożył do plastikowych toreb. Jedną z toreb włożył do schowka w łazience, a resztę do skrzyni na herbatę. Część ciała i organów zostały spłukane w toalecie. Nilsen prawdopodobnie porzucił też część większych kawałków, gdyż pewien mężczyzna mieszkający nieopodal znalazł tuż przy swoim ogrodzie rozdartą torbę, która zawierała coś na kształt kości klatki piersiowej i kręgosłupa. Jednak nigdzie tego nie zgłosił, a torba po kilku dniach zniknęła. Nigdy nie powiązano jej z Nilsenem. W budynku na Cranley Gardens 23 było jeszcze pięcioro lokatorów, jednak żaden z nich nie znał Nilsena za dobrze. W pierwszym tygodniu lutego jeden z nich zauważył, że toaleta na dole nie spłukuje się jak należy.

    Próbował rozpuścić zator środkami chemicznymi, jednak bezskutecznie. Inne toalety wydawały się funkcjonować podobnie, ale Nilsen zaprzeczał, że ma jakikolwiek problem ze swoją toaletą. Wezwano hydraulika, jednak nawet jego narzędzia nie poskutkowały. Zadzwoniono więc po specjalistę. Nilsen bał się, że to jego potajemne działania mogą być przyczyną problemów na dole, więc wepchnął resztę ciała Sinclaira do plastikowych toreb razem z częściowo ugotowaną głową. Szczątki zamknął w szafie. Przestał spłukiwać toaletę. Dwa dni później wieczorem przyjechali pracownicy firmy Dyno-Rod, aby sprawdzić co powoduje zator. Przypuszczając, że problem znajduje się pod ziemią, technik Michael Cattran wszedł do studzienki kanalizacyjnej położonej obok budynku. Wchodząc tam poczuł specyficzny zapach. Cattran był pewien, że pochodzi on od czegoś martwego. Na dnie ścieku zauważył grubą na osiem cali warstwę szlamu składającego się z trzydziestu lub czterdziestu kawałków ciała.

    Zanieczyszczenie pochodziło z głównej rury. Cattran zgłosił swoje odkrycie przełożonym. Gdy wykonywał telefon, lokatorzy wraz z Nilsenem otoczyli go, słysząc jak wspomina, że być może powinni wezwać policję. Najpierw jednak jego firma miała dokonać dokładniejszej analizy, tym razem w świetle dziennym. Pracownik firmy kanalizacyjnej zabrał Nilsena oraz innego lokatora, aby pokazać im stertę gnijącego mięsa. Nilsen wrócił ma to miejsce około północy, aby usunąć resztki ciała. Wyrzucił je za płot. Pomyślał, że mógłby zastąpić je kawałkami kurczaka. Rozważał także samobójstwo. Jednak zamiast tego siedział sam w swoim mieszkaniu i pił, otoczony szczątkami trzech mężczyzn. Jednak sąsiedzi z dołu zauważyli jego nocną wycieczkę. Kiedy Cattran wrócił i zauważył wyczyszczony ściek, mieszkańcy budynku opowiedzieli mu o swoich podejrzeniach. Udało mu się wyciągnąć jeden kawałek obrzydliwie śmierdzącego mięsa z głębi ścieku i wezwać policję.

    9 lutego 1983 Nilsen powiedział do swojego współpracownika: "Jeśli nie będzie mnie jutro to znaczy, że albo jestem chory, albo martwy, albo w więzieniu." Oboje się roześmiali. Ale Nilsen przeczuwał, że coś się stanie. Kiedy wszedł do ciemnego korytarza prowadzącego do jego mieszkania, zobaczył trzech mężczyzn, którzy na niego czekali. Główny inspektor Jay powiedział mu, że przyszli w sprawie jego ścieków. Poinformował go także, że to ludzkie szczątki je zapchały. Nilsen aż zakrzyknął z przerażenia i zapytał skąd pochodzą. Powiedzieli mu, że mogą pochodzić jedynie z jego mieszkania i zapytali o resztę ciała. Nilsen poddał się i powiedział, że może z nimi jechać na komendę. Znał swoje prawa i przyznał, że chce rozmawiać. Opowiedział o wszystkim z szokującymi szczegółami. Im więcej mówił, tym bardziej policjanci zdawali sobie sprawę, że już poprzednie lata przynosiły im wskazówki, co do możliwości popełnianych zbrodni. Gdyby tylko wtedy postępowali inaczej, to zakończyliby to mordercze szaleństwo o wiele szybciej.

    Przeszukanie szafy Nilsena dało w rezultacie kilkanaście toreb z męskimi szczątkami w różnych stadiach rozkładu. Zabrano je do kostnicy do analizy. Nilsen powiedział im, żeby poszukali też w skrzyni na herbatę i pod szafką w łazience. Doprowadził ich także do swojego poprzedniego mieszkania, gdzie zabił ?dwunastu lub trzynastu? mężczyzn. Przyznał, że było także siedmiu innych, których próbował zabić, ale mu się nie udało. Na komisariacie Nilsen powiedział: "Ofiara jest brudnym talerzem po uczcie, a umycie go jest zwyczajnym higienicznym zabiegiem."
    Zeznania
    Pomimo ostrzeżeń Nilsen zaczął natychmiast opisywać swoje zbrodnie ze wszystkimi szczegółami. 11 lutego rozpoczęło się oficjalne przesłuchanie. Trwało ono ponad 30 godzin i ciągnęło się w sumie przez tydzień. Nilsen opisywał swoje techniki i pomagał policji identyfikować części ciał ofiar. Nie potrzebował do tego żadnej zachęty. Eksplodował lawiną informacji, jak gdyby chciał oczyścić swoje sumienie i pozbyć się każdego możliwego wspomnienia z tamtego okresu. Nie robił żadnych dygresji ani nie prosił o współczucie. Ale nie okazywał też skruchy. Później twierdził, że jego zawodowa praktyka pozwoliła mu udawać spokój, aby policjanci mogli zapisać wszystkie informacje. Powiedział im wszystko, czego potrzebowali do postawienia mu zarzutów, ale poza tym nic osobistego. Prywatnie bardzo się bał i był głęboko poruszony tym, co zrobił. Dzięki Nilsenowi było możliwe znalezienie różnych części ciał ofiar i zgromadzenie ich w jedną całość, tak jak to zrobili chociażby ze Stephenem Sinclairem. Jego dolna połowa ciała znajdowała się w torbie w łazience. Dzięki temu śledczy mogli wydedukować, który tors należał do niego. Ze skompletowanymi zwłokami mogli oskarżyć Nilsena i zatrzymać go do dalszego przesłuchania.

    Nilsen także udał się z policjantami na Melrose Avenue 195 i pokazał gdzie zakopywał rzeczy i rozpalał ogniska. Przydzielono mu obrońcę z urzędu ? Ronalda T. Mossa, który przysłuchiwał się szczegółowym zeznaniom Nilsena razem z policją. Był zadowolony, że Nilsen rozumiał co się dzieje. Nieco później Dennis spisał swoje krwawe wspomnienia. Dzięki pomocy młodego pisarza Briana Mastersa, chaotyczne wątki zostały złożone w spójną całość. Jak powiedział Masters: "Nilsen jest pierwszym mordercą, który prezentuje wyczerpujące źródło informacji na temat swojej własnej introspekcji. Jego więzienne dzienniki są więc unikalnym dokumentem w historii zabójstwa kryminalnego."

    Po przesłuchaniu Nilsen został przeniesiony do więzienia Brixton, aby oczekiwać na rozprawę. Zaniepokoiła go reakcja prasy zaraz po jego aresztowaniu. "Nikt nie chce wierzyć, że jestem zwykłym człowiekiem, który tylko doszedł w życiu do niezwykłych i przytłaczających wniosków." - stwierdził wtedy.

    Ci, którzy przeżyli

    Wielu młodych mężczyzn (a nawet jedna kobieta) poszło z Nilsenem do jego domu, a jednak wyszło z niego całych i zdrowych. Kilkoro jednak ledwie stamtąd uciekło, a część z nich nawet złożyło doniesienia na policji. Bardziej szczegółowe śledztwo mogło uratować kilka żyć. Nilsen twierdzi, że podjął siedem prób, w których albo został pokonany, albo zmienił zdanie. Pamięta nazwiska jedynie czworo z ocalonych osób, ale tylko troje z nich zeznawało przeciwko niemu na rozprawie. W październiku 1979 roku Andrew Ho złożył doniesienie na policji. Powiedział, że Nilsen go zaatakował, ale nie chciał złożyć pisemnych zeznań ani zgodzić się na zeznawanie w sądzie. Być może Ho nie chciał przyznać się do związku z Nilsenem. Prawie rok później Douglas Stewart zeznał, że Nilsen jego również zaatakował. Stewart zasnął wówczas w fotelu i obudził się ze związanymi nogami, widząc Nilsena zawiązującego krawat na jego szyi. Odepchnął go i zwalił z nóg, a wtedy Nilsen kazał mu wyjść. 11 sierpnia 1980 roku około 4 rano wezwał policję na Melrose Place 195, a policjanci zauważyli, że chłopak był pijany. Zapukali do drzwi, a Nilsen wydawał się zaskoczony tym, o co go oskarżali. Funkcjonariusze zdali sobie sprawę, że w całej sprawie chodzi o jakieś homoseksualne porachunki, a obie strony coś ukrywają. Napisali raport, ale Stewart nie chciał go podpisać.

    Nilsen mieszkał na Cranley Gardens mniej niż półtora roku, ale zabił tam trzech mężczyzn. A usiłował zabić kilkanaście innych. 23 listopada 1981 roku, w swoje 36 urodziny, Nilsen zabrał 19-letniego studenta geja do swojego mieszkania, gdzie razem spożywali alkohol. Chłopak nazywał się Paul Nobbs. Następnie poszli do łóżka i Nobbs przebudził się o 2:30 nad ranem z potwornym bólem głowy. Zasnął i ponownie obudził się o szóstej i poszedł do kuchni. W lusterku zobaczył głęboki czerwony ślad na swojej szyi. Białko oczu podeszło mu krwią, a twarz wyglądała na posiniaczoną. Nilsen skomentował to mówiąc, że wygląda okropnie i powinien iść do lekarza. Tamtego dnia Nobbs odwiedził uczelniane ambulatorium i dowiedział się, że ślady wokół szyi wyglądają na próbę uduszenia. Jednak odmówił złożenia doniesienia na policję. Ofiarą tuż po nim był John Howlett, któremu nie udało się uciec.

    W Sylwestra tego samego roku Nilsen zaprosił do swojego mieszkania sąsiadów, jednak mieli oni już inne plany na ten wieczór. Poza tym mężczyzna wyglądał na pijanego, co wcale nie zachęciło ich do odwiedzin. Słyszeli później jak wychodzi z domu i wraca już nie sam. Na górze słyszeli jakieś zamieszanie. Ktoś zbiegał po schodach, zanosząc się płaczem i wybiegł frontowymi drzwiami. Był to niejaki Toshimitsu Ozawa. Policji powiedział, że myślał, że Nilsen chciał go zabić. Podszedł do Ozawy z krawatem rozciągniętym na dłoniach. Jednak przesłuchanie nie wywołało żadnej reakcji ze strony policjantów.

    W kwietniu 1982 Nilsen flirtował z przebranym za kobietę artystą. Był to Carl Stotter (21 l.). Razem się upili i poszli do łóżka. Nilsen próbował udusić chłopaka, który obudził się nie mogąc zaczerpnąć tchu. Myślał, że Nilsen próbuje mu pomóc, ale to nie była prawda. Nilsen zabrał go do łazienki i położył do wanny pełnej wody, zanurzając go kilka razy, do momentu aż Stotter błagał go żeby ten przestał. Stotter zanurzył się pod wodę i przestał się szamotać. Nilsen myślał, że chłopak nie żyje, więc zabrał go na kanapę. Bleep wskoczył na kanapę i zaczął lizać twarz Carla, wiedząc, że tak naprawdę żyje. Wtedy Nilsen zabrał go do łóżka i przytulał się do chłopaka dopóki ten nie odzyskał świadomości. Nilsen powiedział Stotterowi, że przyciął sobie gardło zamkiem od śpiwora, którym się przykrył. Stotter przypisał złe wspomnienia sennemu koszmarowi, pomimo wykonanej obdukcji i informacji, że jego obrażenia wskazują na próbę uduszenia. Nawet zgodził się spotkać z Nilsenem ponownie, ale nie przyszedł na spotkanie. Nie poszedł także na policję.

    Sędzia skazał Dennisa Andrew Nilsena na dożywocie bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie przez 25 lat.
    (o rozprawie macie więcej w linku poniżej, nie mogłem więcej wkleić bo treść byłaby za długa)

    http://killer.radom.net/~sermord/New/zbrodnia.php-dzial=mordercy&dane=Nilsen.htm
    #seryjnimordercy
    #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Morderstwo Arlis Perry

    Hej Mirki i Mirabelki,
    Nową historię możecie przeczytać TUTAJ :)

    #historieriley #kryminalne

    źródło: miro.medium.com

  •  

    Paweł Tuchlin. "Skorpion" polujący z młotkiem

    Z budynku Akademii Medycznej w Gdańsku wychodzą studentki. Jest ciepły, jesienny wieczór, spacerujący w parku Paweł Tuchlin wybrał to miejsce i tę porę nieprzypadkowo. Jedna z dziewcząt oddziela się od grupki koleżanek i skręca w pustą alejkę. Na to czekał. Zachodzi jej drogę i demonstruje swoje przyrodzenie. Chce zobaczyć znajomy wyraz przerażenia, którym zwykle reagują w tej sytuacji zaatakowane przez niego kobiety. Lubi to. Jednak tym razem słyszy coś, co jednocześnie upokarza go i rozwściecza: - Chłopie, czym ty się chwalisz?

    Jakby dostał w pysk. Tuchlin dobrze zna to uczucie. „Śmierdziel”, „sikacz”, „strażak” - tak mówiły o nim dziewczyny, które prosił do tańca na zabawach w remizie. I śmiały się. Miał wtedy prawie 16 lat i wciąż moczył się w nocy, żadna nie chciała z nim tańczyć. Każdego ranka rodzice sprawdzali prześcieradło. Jeśli było mokre (a przeważnie było), dostawał „lekarstwo”: lanie pydą, czyli splecionymi rzemieniami. Sikał, więc go bili. Billi go, więc sikał. Na dziewczyny we wsi był wściekły. Potem na wszystkie inne. Jeszcze im pokaże, co potrafi.

    Studentka, którą zaczepił, szybkim krokiem zmierza w kierunku przystanku na Alei Zwycięstwa. Jeszcze nie wie, że właśnie spotkała przyszłego „Skorpiona”. Jednego z najbrutalniejszych seryjnych morderców w Polsce, który w ciągu kolejnych ośmiu lat zabije i wykorzysta seksualnie 9 kobiet, a 11 poważnie okaleczy.
    Czego się pani boi?

    Pierwsze trzy ofiary Tuchlina przeżywają napad. Przypadkiem, bo zabójca dopiero uczy się swojego krwawego rzemiosła. Łatwo się płoszy, zwleka z pierwszym ciosem, nie wie, jak go zadać, atakuje w mieście, próbuje najpierw zagadywać upatrzone kobiety. Później zmieni taktykę, stanie się szybki, sprytny, bezwzględny i niezauważony. Na razie mamy zimny, październikowy dzień 1975 roku, godzinę 20.00, a Paweł Tuchlin wie tylko, że musi wreszcie zrealizować chorą seksualną fantazję, która nie daje mu spokoju. 21-letnia Danuta przemierzająca właśnie skwer sąsiadujący z peronem PKP na gdańskiej Oruni, nadaje się do tego idealnie. Jest ładną, zgrabną dziewczyną, ale to dla oprawcy sprawa drugorzędna. Najważniejsze, że jest sama, a warunki wydają się sprzyjające.

    _Tuchlin wówczas stawiał pierwsze kroki w swej zbrodniczej działalności, z każdym kolejnym przestępstwem „oswajał się” – mówi Adrian Wrocławski, adwokat prowadzący zajęcia z kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego._


    Skorpion łapie Danutę za ramię i pyta, czy ma zapałki. Dziewczyna nie reaguje, idzie dalej. Po chwili jednak upada twarzą na ścieżkę, kilka razy uderzona przez Tuchlina młotkiem w tył głowy. Udaje mu się zaciągnąć ją w krzaki, ale później wszystko idzie nie po jego myśli. Zauważa brak młotka, który musiał wypaść na ścieżkę, wraca po niego, w tym czasie ktoś nadchodzi. Skorpion musi uciekać.

    Po dwóch miesiącach atakuje ponownie w tej samej okolicy, jednak i tym razem nie zaspokoi swojej żądzy. Po ogłuszeniu młotkiem, zdąży zawlec 26-letnią pielęgniarkę Mirosławę za ogrodzenie jednego z domów i zsunąć jej spodnie. Ucieka, gdy zauważa zapalone światło i ruchy za firanką jednego z okien. Zabiera ofierze torebkę, co potem stanie się nieodłącznym elementem jego ataków. Mirce życie ratuje czapka z futra lisa, która amortyzuje uderzenia młotkiem.

    Po odzyskaniu przytomności, zakrwawiona, brudna, z rozbitą głową i poszarpanym ubraniem dobija się do drzwi sąsiadów (Tuchlin dopadł ją przy samym domu). Prosi, by ją wpuścili i pozwolili się umyć. Nie chce w takim stanie pokazać się matce.

    Kolejna kobieta, upatrzona przez Tuchlina miesiąc później na gdańskich Siedlcach, zaskakuje go. Słysząc za sobą coraz wyraźniejsze kroki, odwraca się i oświetla jego twarz latarką. Widzi gotową do ciosu dłoń, w której mężczyzna trzyma młotek.

    - Czego się pani boi? - pyta zdezorientowany mężczyzna, mija ją i znika w mroku. Nie musi długo czekać na kolejną okazję. Jest nią 19-letnia Jadwiga, „Mała”, wracająca do domu z potańcówki w „Rudym Kocie”. Uderza ją młotkiem w tył głowy, wlecze w osłonięte miejsce, zdąży jeszcze rozpiąć jej spodnie, gdy po raz kolejny spłoszą go kroki przypadkowego przechodnia. To ratuje Jadwidze życie. Cudem, bo na miejscu zbrodni funkcjonariusze milicji znajdują odłamki czaszki wielkości dłoni.

    Tego się nigdy nie liczy, ręka sama lata - powie kilka lat później Tuchlin, zapytany na wizji lokalnej o liczbę zadanych ciosów.

    Biegli policzyli, że zwykle było ich od 5 do 20. Jadwigę uderzył 11 razy.
    Chodź się popieścić

    Ataki Tuchlina ustają po tym zdarzeniu na trzy lata. Jak się później okaże, odsiaduje w tym czasie wyroki za kradzieże, nie niepokojony najmniejszymi podejrzeniami o dokonanie znacznie gorszych czynów.

    Po wyjściu z zakładu karnego, gdzie prawdopodobnie przemyślał swoje działanie, rozpoczyna się faza, którą dr Jerzy Wnorowski nazwał „Apogeum”, trwająca od 1979 do 1980 – wyjaśnia Adrian Wrocławski. - Cechowała się ona spokojem, rozważnością, uwagą, brutalną precyzją i dokładnością. Wówczas jego działanie pochłonęło życie sześciu kobiet w jednym zbrodniczym ciągu.


    Pierwszą ofiarą śmiertelną jest Irena, 18-letnia pielęgniarka. Wracając z kuzynką z kawiarni, słyszy trzask łamanej gałęzi dochodzący z zagajnika. Dziewczęta ignoruja odgłos i wkrótce, na nieszczęście Irki, rozdzielają się. Skorpion śledzi je z odległości 100 metrów. Na drodze w Niestępowie obnaża się przed Ireną i wypowiada zdanie, które padnie z jego ust jeszcze wiele razy: „Chodź, będziemy się pieścić”. Pieszczoty oferowane przez Tuchlina to kilkanaście ciosów młotkiem w głowę, wleczenie do rowu i zdzieranie dolnej części garderoby. On sam zadowala się wreszcie w taki sposób, o który mu zawsze chodziło: dotyka narządów płciowych kobiety i onanizuje się. To mu wystarczy - do penetracji nigdy nie dochodzi.

    Jak ja sobie tak pogrzebałem, to przez dwa dni rąk nie myłem, tylko wąchałem – powie potem podinspektorowi Stefanowi Chrzanowskiemu, szefowi grupy „Skorpion”, która przez lata usiłowała wytropić mordercę kobiet.

    Pech, przypadek i ludzkie niedbalstwo decydują o tym, że pierwsze zabójstwo nie jest również ostatnim. Tuchlin, uciekając z miejsca zdarzenia, gubi narzędzie zbrodni – owinięty bandażem młotek. Są na nim wyryte litery ZNTK. To Zakłady Naprawcze Taboru Kolejowego, w których morderca pracuje. Nie ma go jednak na liście pracowników pobierających narzędzia. Osoba sporządzająca wykaz nie wpisała jego nazwiska. Skorpion może grasować dalej.

    30-letnią Anastazję, która wcześniej pokłóciła się z mężem, atakuje i zabija na Zakoniczynie. Alicja ze Skowarcza, wracajaca z pracy do męża i dziecka, zostanie znaleziona dopiero pod dwóch dniach: półnaga, w śniegu, z rozrzuconymi nogami i twarzą zastygłą w przerażeniu. 22-letnią Cecylię, księgową z Radziejowa, Skorpion dopada na 10 dni przed jej ślubem. Dziewczyna wysiada z autobusu w Lubikach i spieszy się na ostatnią przymiarkę sukni ślubnej, a potem do narzeczonego, który czeka na nią w domu. Nigdy już tam nie dotrze. Tuchlin zabija ją w lesie, a potem dokonuje swoich „pieszczot”. Z siatki, którą niosła dziewczyna, wysypują się zakupy: bułka paryska, wędlina, śliwki i ciastka, tzw. „Katarzynki”. Tuchlin posilia się nimi nad ciałem umierającej. Taki koszmarny posiłek jeszcze kiedyś powtórzy.

    - Zimno dziś, prawda? – zaczepia w listopadzie 22-letnią Grażynę, pracownicę domu dziecka, zmierzającą do Kamionki k. Malborka, gdzie mieszkają jej rodzice.
    - Rzeczywiście, niezbyt ciepło - odpowiada zaniepokojona dziewczyna i próbuje iść dalej.
    - Jednak nie za zimno, żeby się popieścić.

    Na ucieczkę nie ma już szans. Dziewczyna otrzymuje siedem ciosów prętem - tym razem Skorpion wyruszył na polowanie bez młotka. Zanim 1980 rok dobiegnie końca, zabije jeszcze raz: Wandę, matkę ośmiolatka, która o 5.00 nad ranem wyrusza do pracy w sklepie spożywczym przy ul. Kartuskiej w Gdańsku i wpada prosto w ręce Skorpiona.
    Chciałem je tylko unieruchomić

    Skuteczność tych ataków i poczucie bezkarności spowodowało dalszą ewolucję sprawcy i zaowocowało wyodrębnieniem fazy trzeciej, „nonszalanckiej” - tłumaczy Adrian Wrocławski. - Trwała ona od 1981 do 1983 roku, kiedy Tuchlin działał wyjątkowo zuchwale, nieostrożnie, zaczął dokonywać ataków w dzień, często w odstępie kilku dni. Wówczas zamordował trzy kobiety, ale też w siedmiu przypadkach miały one szczęście ujść z życiem.


    Genowefę napada latem, w biały dzień i dotkliwie rani prętem (kobieta jakimś cudem uchodzi z życiem). W Krystynę i w Bogumiłę wjeżdża… skradzionym żukiem - im również udaje się uniknąć śmierci. Tyle szczęścia nie ma 19-letnia Halina, którą Skorpion atakuje w Kokoszkach. Znaleziona w krzakach 14 listopada 1981 roku i przewieziona do szpitala w Gdańsku kona jeszcze przez cztery doby. W dniu napadu miała wyprawić swoje urodziny.

    Jedną z najbrutalniejszych i najgłośniejszych zbrodni Tuchlina jest zabójstwo 24-letniej Bożeny w Skarszewach. Dziewczyna kończy pracę o 20.30 i spieszy się do domu - ma liczne rodzeństwo, po śmierci ojca pomaga matce jak może. Skorpion uderza ją w głowę na chodniku, przeciąga przez jezdnię na drugą stronę i wraca jeszcze po torebkę, która wypadła Bożenie z ręki. W tym czasie dziewczyna odzyskuje przytomność, próbuje wstać. Oprawca zadaje jej kolejne ciosy i przerzuca przez murek, za którym zaczyna zdzierać z niej ubranie. Bożena próbuje się opierać, bełkocze, spadają więc na nią kolejne ciosy rozwścieczonego już zabójcy.

    _Chciałem je tylko unieruchomić - powie śledczym Paweł Tuchlin. - Gdyby się nie ruszały, nie musiałbym zabijać._


    Gdy oddala się od niej w stronę ulicy i ogląda za siebie, dziewczyna jeszcze się rusza. Od godziny 21.00 do północy kilka, a może nawet kilkanaście osób przechodzących nieopodal i mieszkających w okolicznych blokach słyszy dobiegające zza murku jęki Bożeny: „Mamo, mamusiu”. Tego wieczoru hucznie obchodzone są w wielu domach imieniny Marii. Ofiarę Skorpiona znajduje w końcu przed pierwszą w nocy trzech mężczyzn, którzy wychodzą z imprezy po alkohol. Jest już za późno. W momencie przyjazdu karetki Bożena nie żyje.

    Pamiętam jak robiliśmy wizję w Skarszewach - wspomni po wielu latach od tego zdarzenia podinsp. Stefan Chrzanowski. - Gdyby nie było zabezpieczenia milicyjnego, to doszłoby do samosądu. W klika osób nie dalibyśmy rady go uchronić.


    Fetyszysta

    Paweł Tuchlin był zdziwiony, że zabił tyle kobiet. Już w areszcie domagał się ich nazwisk i adresów, chciał do nich napisać i dowiedzieć się, czy to wszystko, co mu zarzucają, to prawda. Widział w dzieciństwie, jak ogłusza się świnie. Siły ciosów młotkiem, które zadawał kobietom, nie kontrolował. Twierdził, że oddychały, gdy je zostawiał.

    _Po osiągnięciu wytrysku ubierałem się, przeglądałem torebkę kobiety i zabierałem pieniądze, biżuterię, jedzenie. Przedmioty te miałem w domu, bawiłem się nimi albo dawałem żonie. Kiedy taka kobieta doszła do siebie i stwierdziła ich brak, to na pewno się martwiła. Ta myśl cieszyła mnie, ale nie wiem dlaczego - pisze w trakcie pobytu w areszcie._


    Oprócz pieniędzy, obrączek, zegarków, zdarzało mu się również zabrać wycięte z majtek skrawki materiału. Używał ich później jako chusteczek do nosa. Badania psychiatryczne potwierdziły, że u Tuchlina z biegiem lat wykształciła się parafilia. Najpierw był podglądaczem, potem ekshibicjonistą, wykształcił najprostsze formy kontaktu z kobietami, jak obnażanie się czy łapanie ich za krocze. Interesowały go przede wszystkim ich narządy rodne i seks oralny. Nie miał innego pomysłu na przekonanie kobiety do „pieszczot” niż ogłuszenie jej młotkiem.

    Co ciekawe, Skorpion był zbrodniczym alter ego zwykłego, niczym niewyróżniającego się mężczyzny. Paweł Tuchlin wiódł przeciętny żywot, sąsiedzi byli zdziwieni, że ten spokojny, nieśmiały człowiek dopuścił się takich czynów. Był dwuktornie żonaty. Obie kobiety twierdziły, że pożycie seksualne układało się normalnie. Co prawda czasem potrafił zachować się dziwnie, np. wyjść z domu w trakcie rozmowy albo nie reagować na pytania. Czasem uderzyć żonę. Ale który chłop tego nie robił? On sam nie był specjalnie szczęśliwy w małżeństwie: żony nie chciały uprawiać miłości francuskiej, a pierwsza w dodatku nie sprzątała w mieszkaniu i podobno go zdradzała. Wydaje się, że głębsze uczucia żywił jedynie w stosunku do synka (miał dwoje dzieci). Przed wykonaniem wyroku pojechał się z nim pożegnać i długo tulił w ramionach. Jednak nawet myśl o dziecku nie powstrzymała go wcześniej przed dokonywaniem okrutnych zbrodni. Liczyło się jedynie zaspokojenie potrzeb.

    Pogoda była jego wspólnikiem

    Paweł Tuchlin wyruszał na polowanie, gdy zmieniała się pogoda, a ciśnienie spadało. Stąd jedna z teorii, że ten groźny zabójca był baropatą. On sam mówił później, że zanim zaatakował, przez cały dzień odczuwał dziwny niepokój, podniecenie, którego nie potrafił i raczej nie chciał powstrzymać. Brał młotek, obwiązywał go bandażem, aby stal nie ziębiła ciała i chował za pasek. Znał na pamięć rozkłady jazdy, najdogodniejsze połączenia. Czasem godzinami jeździł po okolicy, zanim znalazł odpowiednią dziewczynę. I okazję, bo choć jego ofiarami padały zwykle młode, ładne i szczupłe kobiety, uroda nie była najważniejszym kryterium. Czasem wysiadał za którąś tylko dlatego, że w okolicy nie było nikogo, a ona szła sama.

    Ale warunki pogodowe sprzyjały zbrodniom Tuchlina również z innych względów. Mgła, która była częstym świadkiem jego przestępstw, ograniczała widoczność i pozwalała na szybkie, niezauważone opuszczenie miejsca zbrodni. Nie bez powodu atakował o świcie lub po zmroku. Deszcz, wiatr i śnieg wielokrotnie zniszczyły ślady, które po sobie zostawiał, skutecznie komplikując milicjantom dochodzenie. Gdy przybywali na miejsce, trudno było znaleźć jakikolwiek dowód.
    Podpis zabójcy

    Jak to możliwe, że przez siedem lat pozostał nieuchwytny? Przez cały ten czas, mimo że atakował w ten sam sposób, nikt nie połączył zabójstw kobiet z jednym sprawcą. Dziś wydaje się to nieprawdopodobne.

    _O nieuchwytności Skorpiona zaważyła i niedoskonałość technik wykrywczych i często czysty pech - mówi mec. Adrian Wrocławski. - Ale Tuchlin był również przebiegłym człowiekiem. Nie zostawiał wielu śladów. Pozostawała jedynie inwigilacja różnych środowisk, która była przeprowadzana bardzo dokładnie, a mimo to nie udawało się go namierzyć._


    Mec. Wrocławski tłumaczy, że przez swoje „rozpasanie” w ostatniej fazie morderczej działalności Skorpion zaczął pozostawiać na miejscach ataków konkretne i wartościowe ślady. Ostatecznie udało się powiązać je ze sobą. Bezpośrednią przyczyną, która wepchnęła go w ręce milicji nie było zabójstwo, ale… kradzież świń. Załadował je do żuka, którym przewoził później jedną z ofiar. Leśna droga była zabłocona, samochód utknął, Skorpion musiał uciekać pieszo. W porzuconym aucie znaleziono ślady świnskiego kału. Funkcjonariusze nie mieli jeszcze stuprocentowej pewności, że mordercą jest Tuchlin, ale krąg podejrzanych zawężał się. Pojechali po niego 31 maja 1983 roku pod pozorem wyjaśnienia kradzieży, w chlewie znaleźli skradzione prosiaki. Gdy skuli go w kajdanki, zaczął drżeć. Wiedział, że to koniec.

    Modus operandi, czyli ekspertyza dotycząca sposobu działania zabójcy po raz pierwszy w polskiej kryminalistyce została uznana jako dowód w sprawie. Fakt, że morderca atakuje o określonej porze, używa konkretnego narzędzia, zadaje ciosy w tył głowy, rozbiera ofiary i okrada je, zabiera swoje „trofea”. To wszystko zauważył, uporządkował i przypisał do jednej osoby dr Jerzy Wnorowski z Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego.

    Michał Pruski i Zbigniew Żukowski, dziennikarze „Głosu Wybrzeża”, którzy dostali „sprawę Skorpiona” na wyłączność, wspominali później, że zapytali go, co by zrobił, gdyby udało mu się wyjść na wolność. „Zapolowałbym” – miał odpowiedzieć.

    Biegli stwierdzili, że Paweł Tuchlin był poczytalny, gdy dokonywał zbrodni i może odpowiadać za nie przed sądem. Sąd zdecydował, że taki człowiek jak on może podlegać tylko jednej karze – trwałej eliminacji ze społeczeństwa. Był przedostatnim skazanym w Polsce, na którym wykonano karę śmierci. Paweł Tuchlin został powieszony 25 maja 1987 roku. Jeden z obrońców Tuchlina (miał ich aż trzech), mec. Marek Maj, mówił później, powołując się na wiarygodne źródło, że przed zamknięciem wieka trumny grabarze oddali do niej mocz.

    Choć proces Skorpiona był burzliwy: morderca m.in. wycofał swoje zeznania, twierdził, że to nie on zabijał, w końcu nie przyznał się do dwóch zarzucanych mu zbrodni, prosił nawet o operację zmiany płci, nie ma osoby, która mogłaby potwierdzić, że przez chwilę żałował tego, co robił.

    Przed wizjami lokalnymi, jeszcze w areszcie musieli dawać mu środki uspokajające, tak bardzo podniecały go same wspomnienia dokonanych morderstw – mówi Michał Pruski. – W rolę ofiar wcielała się pozorantka z milicji, drobna dziewczyna. Na wszelki wypadek Tuchlin dostawał młotek zrobiony ze styropianu.

    #seryjnimordercy
    #polska
    #kryminalne
    http://magazyn.wp.pl/artykul/polowal-z-mlotkiem-gdyby-sie-nie-ruszaly-nie-musialbym-zabijac
    pokaż całość

  •  

    The Axeman of New Orleans

    Seryjny morderca czynny w Nowym Orleanie (i okolicznych hrabstwach, w tym Gretnie) od maja 1918 roku do października 1919 roku. W szczytowym okresie wywołanej przezń paniki prasa donosiła o podobnych morderstwach dokonanych już w 1911 roku, ale ostatnie badania wykazały, że te sprawozdania należy postawić pod znakiem zapytania
    Pseudonim zabójcy wziął się z jego modus operandi - sprawca atakował swe ofiary siekierą. W niektórych przypadkach Kat wpierw otwierał siekierą drzwi do mieszkania ofiary. Zabójca nie został schwytany ani zidentyfikowany, chociaż morderstwa ustały równie tajemniczo, jak się zaczęły. Tożsamość mordercy jest nieznana do dziś, mimo że proponowano różne rozwiązania.

    Nie wszystkie ofiary Kata umierały, ale brutalność i zupełna przypadkowość jego ataków terroryzowała społeczeństwo. Niektóre wczesne ofiary Kata to Amerykanie włoskiego pochodzenia, w szczególności syn Pietro Pepitone, który kilka lat wcześniej zabił szantażystę, członka Black Hand, Paula Di Cristinę (Paolo Marchese); gazety donosiły, że w to zabójstwo mogła być zamieszana mafia (podobnie jak w przypadku Shotgun Mana). Jednakże późniejsze przestępstwa wyraźnie nie pasowały do tego profilu, ponieważ ujmowały znacznie szerszą część społeczeństwa. Do ofiar Kata należały m.in. kobieta w ciąży czy dziecko zabite w ramionach swojej matki. Wydaje się, że Kat czerpał inspirację z Kuby Rozpruwacza, ponieważ on (bądź ktoś podający się za niego) wysyłał gazetom kpiące listy, w których pisał o przyszłych zbrodniach i twierdził, że jest nadprzyrodzonym demonem "z piekieł".

    13 marca 1919 roku w gazetach został opublikowany list, rzekomo od Kata. W liście Kat napisał, że ponownie zabije kwadrans po północy 19 marca, ale nie zabije w miejscach, gdzie grupy muzyczne będą grały jazz. W nocy z 18 na 19 marca wszystkie sale taneczne w Nowym Orleanie były wypełnione do granic możliwości, a zespoły zawodowe i amatorskie grały jazz w setkach domów w mieście. Nikt nie zginął tamtej nocy.

    Nie wszyscy zostali zastraszeni przez Kata. Niektórzy dobrze uzbrojeni obywatele za pośrednictwem gazet wysyłali Katu zaproszenia, by ten odwiedził ich domy i przekonał się, kto zginie pierwszy. W jednym zaproszeniu zapraszający obiecywał zostawić Katu otwarte okno, uprzejmie prosząc o nieuszkodzenie drzwi.

    Colin Wilson spekulował, że Katem mógł być Joseph Momfre, mężczyzna zastrzelony w 1920 roku w Los Angeles przez wdowę po Mike'u Pepitonie, ostatniej znanej ofiary Kata. Teoria Wilsona była później często powtarzana. Jednakże Michael Newton przeszukał dokumenty policji i sądów oraz archiwalne numery gazet z Nowego Orleanu i Los Angeles i nie znalazł żadnego dowodu, że człowiek nazwiskiem "Joseph Momfre" (lub podobnym) został zaatakowany bądź zabity w Los Angeles. Newton nie znalazł także żadnych informacji, że pani Pepitone (gdzieniegdzie identyfikowana jako Esther Albano, a gdzie indziej jako "kobieta, która utrzymywała, że jest wdową po Pepitone") została aresztowana, sądzona lub skazana za takie przestępstwo, a nawet, że przebywała w Kalifornii. Newton zaznaczył, że nazwisko "Momfre" i jego warianty nie było w czasie zbrodni niezwykłym nazwiskiem w Nowym Orleanie. Newton przyznał, że rzeczywiście w Nowym Orleanie mogła przebywać osoba nazwiskiem Joseph Momfre lub Mumfre mająca przeszłość kryminalną bądź powiązana z przestępczością zorganizowaną, ale dane z tamtego okresu nie pozwalają na potwierdzenie tej informacji. Podkreślił także, że wyjaśnienia Wilsona są miejską legendą, i obecnie nie ma więcej dowodów na tożsamość mordercy aniżeli w czasie zabójstw.

    Jedna z domniemanych "wczesnych" ofiar Kata, włoska para nazwiskiem Schiambra, została zastrzelona przez intruza w ich domu w Lower Ninth Ward wczesnym rankiem 16 maja 1912 roku. Mężczyzna przeżył, a kobieta zginęła. W relacjach gazet główny podejrzany miał nazwisko "Momfre". Chociaż modus operandi sprawcy był inny niż Kata, to wtedy po raz pierwszy pojawiło się powiązanie Momfre z Katem.

    Ofiary

    1. Joseph Maggio – Włoch, właściciel sklepu spożywczego. Został zaatakowany w nocy 22 maja 1918 roku, gdy spał obok żony, Catherine w ich domu na rogu ulic Upperline i Magnolia. Przeżył atak, ale zmarł kilka minut po przybyciu jego braci, Jake'a i Andrew, którzy ze swojego mieszkania po drugiej stronie ulicy usłyszeli krzyki ofiar.

    2. Catherine Maggio – żona Josepha Maggio. Także została zaatakowana w nocy 22 maja 1918 roku. Zabójca przeciął gardła Josepha i Catherine brzytwą, potem zaś rozłupał im głowy siekierą. W wypadku pani Maggio rany szyi były tak głębokie, że jej głowa została nieomal odcięta od ciała.

    3. Louis Besumer – także właściciel sklepu spożywczego, zaatakowany wczesnym rankiem 6 czerwca 1918 roku wraz z kochanką Harriet Lowe. Został uderzony siekierą w prawą stronę głowy, tuż nad skronią. Mimo tych ciężkich obrażeń przeżył atak. Ponieważ Lowe wskazała go jako napastnika, został aresztowany. Spędził za kratami dziewięć miesięcy, by zostać uniewinnionym przez przysięgłych po dziesięciominutowej naradzie.

    4. Harriet Lowe – zaatakowana podczas przebywania w łóżku z Louisem Besumerem. Zabójca uderzył ją siekierą w lewą stronę czaszki, co wprawdzie nie zabiło pani Lowe, wywołało jednak częściowy paraliż twarzy. Lowe zmarła 5 sierpnia 1918 roku, dwa dni po operacji w trakcie której chirurdzy starali się usunąć paraliż.

    5. Pani Schneider – zaatakowana wczesnym wieczorem 5 sierpnia 1918 roku. W czasie ataku była w ósmym miesiącu ciąży. Uświadomiła sobie nagle, że stoi nad nią ciemna postać, po czym została kilkakrotnie uderzona w twarz siekierą. Została znaleziona przez męża, który wracał z pracy. W szpitalu doszła do zdrowia, a trzy tygodnie po ataku urodziła zdrową dziewczynkę.

    6. Joseph Romano – starszy mężczyzna mieszkający wraz z dwiema siostrzenicami, Pauline i Mary Bruno. 10 sierpnia 1918 roku dziewczęta zostały obudzone przez dziwne odgłosy, dochodzące z sypialni wuja. Gdy tam weszły, ujrzały uciekającego przez okno krępego osobnika o ciemnej karnacji, odzianego w ciemne ubranie i kapelusz z szerokim rondem. Pan Romano, mimo, że ciężko ranny w głowę, był w stanie przejść o własnych siłach do wezwanej karetki, jednak dwa dni później zmarł w szpitalu. Śledczy znaleźli na podwórzu zakrwawioną siekierę, odkryli też, że sprawca dostał się do domu zrobiwszy dziurę w tylnych drzwiach.

    7. Charles Cortimiglia – imigrant mieszkający wraz z żoną i dzieckiem na rogu Jefferson Avenue i Second Street w Gretnie. W nocy 10 marca 1919 roku sąsiad Cortimigliów, sklepikarz Iorlando Jordano, zaalarmowany dochodzącymi z ich mieszkania krzykami przybiegł na ratunek, by zastać tam ranną w głowę Rosie, tulącą do siebie ciało córeczki, Mary. Charles Cortimiglia leżał na podłodze, krwawiąc ze strzaskanej czaszki. Oboje odwieziono do Charity Hospital.

    8. Rosie Cortimiglia – żona Charlesa Cortimiglii. Została zaatakowana wraz z mężem w trakcie snu 10 marca 1919 roku, mając dziecko w rękach. Została ciężko ranna, ale przeżyła atak.

    9. Mary Cortimiglia – dwuletnia córka Charlesa i Rosie Cortimigliów. Została zamordowana 10 marca 1919 roku w trakcie snu w rękach jej matki, otrzymawszy jeden cios w kark.

    10. Steve Boca – właściciel sklepu spożywczego, zaatakowany siekierą przez intruza w trakcie snu 10 sierpnia 1919 roku. Boca przeżył atak. Intruz dostał się przez tylne drzwi, tak jak w przypadku innych ataków Kata.

    11. Sarah Laumann – dziewiętnastoletnia kobieta, zaatakowana w nocy 3 września 1919 roku. Otrzymała liczne ciosy siekierą w głowę, straciła również kilka zębów, mimo tego udało jej się przeżyć. Nie pamiętała niczego, co wydarzyło się podczas tamtej nocy.

    12. Mike Pepitone – zaatakowany w nocy 27 października 1919 roku. Jego żona została zbudzona przez hałas i dotarła do drzwi jego sypialni w momencie, w którym Kat uciekał. Pepitone został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł.

    #seryjnimordercy
    #kryminalne
    pokaż całość

  •  

    Cześć @kvoka @entliczek_pentliczek @Deadend @MusicURlooking4 @riley24 !

    Tak sobie myślę, że fajnie by było tworzyć wpisy z poszukiwanymi listami gończymi. Zdjęcie + opis dlaczego jest poszukiwany. Jest duże zainteresowanie waszymi wpisami. Może ktoś kogoś rozpozna, albo zna z okolicy i dopisze coś ciekawego. Co o tym myślicie? Ja się do pisania takich rzeczy nie nadaje a Wam to fajnie wychodzi.

    #kryminalne #kryminalistyka
    pokaż całość

    +: smierdzace-skarpetki, S............z +17 innych
  •  

    "Urodziłem się z diabłem we mnie. Nie mogłem zdusić w sobie potrzeby mordowania, tak jak poeta nie może powstrzymać w sobie inspiracji do tworzenia"

    -H.H.Holmes - Zbudował 3-piętrowy hotel, robiąc z niego labirynt tortur, pełen morderczych pułapek dla gości. Niektóre pokoje miały wbudowane w ściany lampy lutownicze, które służyły do podpalania ofiar, inne zamieniały się w komory gazowe. W większości znajdowały się również specjalne zsuwnie prowadzące do piwnic… prosto do sali tortur, krematorium i dwóch pieców, gdzie Holmes palił zwłoki. Prymitywne dzwonki alarmowe natychmiast informowały właściciela o próbach wymknięcia się z pokoju. Uciekający w pośpiechu goście natrafiali na schody prowadzące donikąd, ukryte przejścia, zapadnie i fałszywe windy, które prowadziły tylko w jedno miejsce - do piwnicy.
    Dokładna liczba ofiar nie jest znana, lecz podejrzewa się, że mogło ich być nawet ponad 200.

    Po więcej tego typu wypowiedzi i historii zapraszam na mój fanpage "Cytaty moderców" (。◕‿‿◕。)

    #reklama #ciekawostki #kryminalne #mordercy #cytaty #zbrodnia #ciekawerzeczy #zapraszam
    pokaż całość

  •  

    Co za poyebana akcja xD
    #ksiazki #kryminalne #mniesmieszy

    . . . kliknij, aby rozwinąć obrazek . . .

    źródło: 1543824313108.jpeg

Ładuję kolejną stronę...

Popularność #kryminalne

0:0,1:0,2:0,1:0,5:0,0:0,0:0,0:0,1:0,0:0,1:0,1:0,1:0,2:0

Archiwum tagów

Ch.126 : She's Thought About It | Fairy Tail 60 | One Piece 623