•  

    Nocna zmiana w nastawni.

    Był październik roku 1999. Rozpoczynała się nocna zmiana w nastawni kolejowej KD1, która jest częścią bocznicy kolejowej należącej do Kopalni Węgla Kamiennego “Dębieńsko”. O godzinie 22 na stanowisku zameldowała się 25 letnia dróżniczka Małgorzata Żarnowska. Mieszkała w Czerwionce-Leszczynach razem ze swoim mężem i kilkunastomiesięcznym dzieckiem. O Małgorzacie można było powiedzieć wiele dobrego, była ambitna, solidna, można było na niej polegać, a łączenie obowiązków zawodowych z macierzyństwem nie stanowiło dla niej problemu. Była także przezorna - nigdy nie wpuszczała do swojego miejsca pracy nieznajomych. Nie wiadomo, co stało się tamtej nocy z 26 na 27 października. Cokolwiek to było, rezultat był i nadal jest tragiczny.

    Pierwsze godziny pracy upłynęły Małgorzacie rutynowo, zamykała rogatki, sprawowała pieczę nad sygnalizacją i ruchem pociągów, wszystko skrupulatnie zapisując w dzienniku pracy. O 2:20 obok nastawni przejeżdża skład pociągu kopalni “Dębieńsko”. Załoga zna Małgorzatę, więc widząc zamknięte rogatki omija bocznicę pozdrawiając dziewczynę. Dziewięć minut później w dzienniku Małgorzata zostawia ostatnią w swoim życiu notatkę odnotowując tamten przejazd.

    Ta sama załoga wraca o godzinie 3:40. Tym razem nikt nie zamyka rogatek. Maszynistę zaskakuje ta niecodzienna sytuacja, postanawia zatrzymać skład i razem z resztą pracowników sprawdzić co się dzieję. W budynku nastawni nie było żywej duszy. Małgorzata nigdy nie opuściłaby miejsca pracy, bez żadnej informacji. Dlatego maszynista skontaktował się drogą radiową z nastawnią CWD1, lecz tam także nikt nie otrzymał żadnej wiadomości od kobiety. Pracownicy nastawni zadzwonili do męża Małgorzaty, który pracował na stanowisku sztygara w tej samej kopalni. Mężczyzna był pewien, że żona jest w pracy i nic nie wiedział o jej wyjściu. Kolejarze na własną rękę postanowili odnaleźć kobietę.

    Dwie godziny później dotarli do murowanego pojemnika na węgiel 70 metrów od nastawni KD1. To co tam zobaczyli, zostało w ich pamięci na zawsze. Na ziemi i miale węglowym leżały zwłoki Małgorzaty Żarnowskiej. Natychmiast zawiadomiono policję. Na miejscu pojawiła się ekipa policjantów kryminalnych z Rybnika, razem z prokuratorem. Rozpoczęły się oględziny miejsca zbrodni. Nie mogła zrobić tego sama. Wszyscy byli pewni jednego - padła ofiarą mordercy.

    Ciało Małgorzaty było obnażone. Kobietę przykrywał czarny sweter, wokół jej ust i nosa były ślady krwi. Wokół ciała znaleziono jej nóż i spinki do włosów. Sprowadzony na miejsce wyszkolony pies podjął trop, który prowadził wzdłuż torów. Policjanci odnaleźli tam portfel należący do Małgorzaty. Dalej trop się urwał. Ważnym śladem był odcisk ucha odnaleziony na jednej z szyb nastawni KD1 Zabezpieczono także reklamówkę z puszkami i butelkami odnalezioną niedaleko ciała, jednak nie udało się ustalić czy miała jakikolwiek związek z morderstwem.

    Sekcja zwłok wykazała, że bezpośrednią przyczyną zgonu kobiety były rozległe obrażenia wewnętrzne, wynikające z silnego ucisku klatki piersiowej i brzucha. Morderca działał ze szczególnym okrucieństwem, bił kobietę tępym narzędziem, dusił a chwile przej jej zgonem zgwałcił.

    W toku śledztwa przesłuchano ponad setkę osób z otoczenia Małgorzaty, pobierano materiał genetyczny, ubrania i ręczniki w poszukiwaniu krwi czy jakiegokolwiek śladu, który mógł okazać się przełomem w śledztwie. Powstały dwie wersje zdarzenia: był to napad rabunkowy, lub na tle seksualnym. W trakcie prowadzenia czynności policjanci wywnioskowali, że druga wersja jest bardziej prawdopodobna.

    30 grudnia 2000.r śledztwo umorzono, a bliscy nie skorzystali z możliwości zaskarżenia tego postanowienia sądu.

    Przełom miał nastąpić dwa lata później, kiedy rybnicka policja dostała informację jakoby jeden z osadzonych w Nowym Sączu przestępców przechwalał się współwięźniom, że to on dokonał morderstwa dróżniczki spod Rybnika. Te informację pozwoliły na ponowne wszczęcie śledztawa.

    Odnalezienie mężczyzny nie stanowiło żadnego problemu, ponieważ nadal znajdował się on w ośrodku zamkniętym. Podczas przesłuchania wyparł się jednak wszystkiego, a testy materiału genetycznego i porównanie odcisku ucha potwierdziło brak związku więźnia ze sprawą.

    Sprawę umorzono po raz kolejny ze względu na brak śladów, rodzina znowu nie starała się o wznowienie śledztwa. Śląska policja nadal bada okoliczności morderstwa dwudziestopięciolatki. Nie wyklucza się, że była to osoba ze środowiska Małgorzaty, która znała rozkład pociągów i wiedziała, że tego dnia kobieta będzie w nastawni sama. Możliwe, że to Małgorzata wpuściła ją do środka. Przedawnienie sprawy nastąpi w 2029 roku.

    Pozwólcie mi na pewne rozważania.
    Możliwe, że ślad ucha nie należał do mordercy, lecz do jedynego świadka. Co jeśli Małgorzata widząc, że do nastawni wchodzi obcy mężczyzna, jako sygnał alarmowy zamknęła rogatki. Ktoś z pracowników kopalni zatrzymał się na przejeździe. Wiedząc, że pociągi nie będą kursować przez kilka godzin wyszedł z samochodu i usłyszał odgłosy szamotaniny. Podszedł do nastawni, przycisnął ucho do szyby i wystraszył się tego co usłyszał lub zobaczył. To mało prawdopodobna wersja, ponieważ ta osoba nie miałaby powodu do ukrywania swoich zeznań. Chyba, że znała mordercę.

    #kryminalne #rybnik #morderstwo #sprawykriminalne

    Dla osób które wolą posłuchać:
    http://soundcloud.com/user-874874855/drozniczka-z-debienska

    Źródła:
    http://www.nowiny.pl/duzy-kaliber/121925-zabojca-zostawil-odcisk-ucha.html
    http://polskatimes.pl/z-archiwum-x-zabojstwo-25letniej-malgorzaty-na-terenie-kopalni-debiensko/ar/470797
    http://bezprzedawnienia.blogspot.com/2018/10/nocna-zmiana.html

    źródło: dróżniczka.jpg

    •  

      @derko123: myślałam ze to jakas wariacja pasty o serwerowni

    •  

      @derko123: apropos twojego dywagacji - jezeli byloby tak jak piszesz - dlaczego nigdy nie odnaleziono owego "swiadka"? jaki mialby powod by sie ukrywac

    •  

      @Azulana: dzisiaj już była na głównej 3 razy, to nie będę się powtarzał

    •  

      @gansevudei: mój wniosek jest oparty o wszystkie tekst jakie znalazłem w Internecie, nie mogłem tak łatwo dostać dostępu do akt. Może gdybym je przeczytał to wykluczyłbym moją wersję wydarzeń.

    •  

      @derko123: plusik leci :-)
      Dodam, że identyfikacja na podstawie śladów pozostawionych przez odbicie małżowiny usznej nazywa się fachowo otoskopią kryminalistyczną.
      P.S. również uważam, że gdyby to był odcisk ucha świadka zdarzenia to ta osoba by się prędzej czy później zgłosiła (sprawa na pewno była głośna) - z drugiej strony, różne już rzeczy w aktach widziałem ;-). Pozostają jednak, moim zdaniem, dwie najbardziej prawdopodobne opcje: a) jest to odcisk ucha sprawcy b) odcisk ucha osoby przypadkowej pozostawiony w innym czasie niż miało miejsce zajście.

    •  

      @IgorK: najprawdopodobniej jest to odcisk mordercy, który nasłuchiwał lub przyglądał się ofierze tuż przed napaścią. Mnie zastanawia, że rodzina nie walczyła bardzo o sprawiedliwość. Jednak może być to dla nich taka tragedia, że chcą o niej zapomnieć. Prowadzenie vendetty nie zwróci życia nikomu.

    •  

      @derko123:

      najprawdopodobniej jest to odcisk mordercy, który nasłuchiwał lub przyglądał się ofierze tuż przed napaścią

      Też uważam, że jest to bardziej prawdopodobne niż wersja, że jest to odcisk przypadkowej osoby, niezwiązanej ze sprawą.

      Mnie zastanawia, że rodzina nie walczyła bardzo o sprawiedliwość.

      Bez czytania akt jestem w stanie powiedzieć, że na 99,9999% sprawa była umorzone wobec niewykrycia sprawców. W praktyce oznacza to, że nie było już żadnych możliwych czynności procesowych do wykonania. Oznacza to też, że nadal prowadzone są przez Policję tzw. "czynności wykrywcze" w formie czynności operacyjno-rozpoznawczych (czyli mówiąc językiem laika taki policyjny wywiad). Jeśli te czynności wykrywcze przyniosą jakiś efekt (na przykład w postaci typowania sprawcy) to każde postępowanie umorzone w fazie in rem (czyli tam gdzie nie przedstawiono zarzutu) można w każdym momencie podjąć, aż do daty przedawnienia karalności, w sytuacji gdy pojawią się nowe możliwości dowodowe. W tej sprawie sytuacja taka miała już zresztą miejsce. Jeśli rodzinie ktoś to w mądry sposób wytłumaczył, to być może nie widzieli sensu w składaniu zażaleń na postanowienia o umorzeniu śledztwa.

    •  

      @IgorK: To by było logiczne. A sprawa została umorzona dokładnie tak jak powiedziałeś z braku możliwych czynności procesowych. Chodzi mi bardziej o to, że niektóre rodziny walczą o prawdę przez wiele lat, niestety zazwyczaj kończy się to dla samej rodziny bardzo źle - depresja i długi. Więc może rozsądniej jest sprawę zostawić i mieć nadzieje, że przypadkowo pojawią się nowe fakty.

    •  

      @derko123 moZe archiwum x to weźmie. Oby znaleźli sprawcę

    •  

      Chodzi mi bardziej o to, że niektóre rodziny walczą o prawdę przez wiele lat, niestety zazwyczaj kończy się to dla samej rodziny bardzo źle - depresja i długi. Więc może rozsądniej jest sprawę zostawić i mieć nadzieje, że przypadkowo pojawią się nowe fakty.

      @derko123: poza sytuacjami, gdzie mają miejsce ewidentne zaniedbania ze strony organów ścigania, rodzina ma zwykle bardzo ograniczone możliwości w kwestii ustalenia sprawcy. Na pewno byli przesłuchani i te informacje, które mogłyby pomóc już ujawnili.
      P.S. jeszcze jedna rzecz, bo mi umknęło. Zmieniły się przepisy o przedawnieniu (konkretnie art. 102 k.k.). Sprawa przedawni się po 40 latach a nie po 30, a więc w 2039 r.

      @kaziu12 policyjne "archiwa X" (bo jest więcej niż jedno) faktycznie robią fajne rzeczy i mają wyniki. W tej chwili to tak naprawdę jest kwestia typowania sprawcy i badań porównawczych (otoskopia i biologia).

    •  

      @IgorK może właśnie ktoś ze świeżym spojrzeniem dojrzy coś co umknęło innym. Liczę że tak się stanie w tym wypadku i dorwą go

    •  

      @derko123: > Pozwólcie mi na pewne rozważania.

      Możliwe, że ślad ucha nie należał do mordercy, lecz do jedynego świadka. Co jeśli Małgorzata widząc, że do nastawni wchodzi obcy mężczyzna, jako sygnał alarmowy zamknęła rogatki. Ktoś z pracowników kopalni zatrzymał się na przejeździe. Wiedząc, że pociągi nie będą kursować przez kilka godzin wyszedł z samochodu i usłyszał odgłosy szamotaniny. Podszedł do nastawni, przycisnął ucho do szyby i wystraszył się tego co usłyszał lub zobaczył. To mało prawdopodobna wersja, ponieważ ta osoba nie miałaby powodu do ukrywania swoich zeznań. Chyba, że znała mordercę.

      chyba odpada, tu masz trasę od najbliższego przejazdu do nastawni (chyba, że w 99 był gdzieś jeszcze jakiś przejazd wcześniej)
      http://www.google.pl/maps/dir/50.1566179,18.6633174/M%C5%82y%C5%84ska,+44-230+Czerwionka-Leszczyny/@50.1572694,18.6569676,16.5z/data=!4m9!4m8!1m0!1m5!1m1!1s0x47114a1b82505df9:0xc33e7d7a75f209fe!2m2!1d18.6558954!2d50.156908!3e0

      edit 1: kawałek dalej jest komisariat + jakiś czas temu(nie wiem czy w 1999) 50m od nastawni była straż miejska

    •  

      @MatiHanys: O dzięki bardzo, nie potrafiłem znaleźć dokładnego położenia tej nastawni na mapie. Ale czy to na pewno nastawnia KD1? Gdy jej nie znalazłem doszedłem do wniosku, że może być to budynek nie przy samej drodze, ale w głębi, bliżej samej kopalni. Dlatego napisałem, że któryś z pracowników, a nie przypadkowy kierowca.

    •  

      @derko123: w sumie możesz mieć rację, bo to jednak droga do CWD1, a według innego źródła opisującego sprawę:
      "Nie dziwi więc i to, że zdawała sobie sprawę z niebezpiecznych warunków pracy. Pracowała na stanowisku dróżnika nastawni kolejowej KD1, w obszarze skrzyżowania linii zakładowej i ogólnej"

      http://www.google.pl/maps/@50.157188,18.662718,3a,20.2y,96.95h,80.39t/data=!3m6!1e1!3m4!1sM5IyVU-fKAgvVSN5Gp96kg!2e0!7i13312!8i6656

      inne źródło:
      http://bezprzedawnienia.blogspot.com/2018/10/nocna-zmiana.html

    •  

      @derko123: Czy załoga pociągu została wykluczona z możliwości popełnienia tego przestępstwa? Moim zdaniem mieli wystarczająco dużo czasu, żeby to wszystko zrobić. Dzwoniąc do męża zapewnili sobie alibi, i niby dlaczego zaraz nie zgłosili sprawy na policję? Kto normalny przez 2 godziny przeszukiwałby teren, a przecież spokojnie w tym czasie mogliby podrzucić ten portfel kilkaset metrów dalej. Pies by nie pomógł, bo przecież i tak byli na miejscu zbrodni.

    •  

      @Pejnkiller: też nie mogę tego pojąć dlaczego po 2h zawiadomili policję, jeśli nie ma drużnika w miejscu pracy i nie ma kto opuścić barierek to powinno się powiadamiać przełożonego i policję
      ale 20 lat temu procedury mogły wyglądać inaczej

    •  

      @Pejnkiller: obok stacji przyjeżdżali w drodze do kopalni, gdzie dalej pracowali. Przesłuchano ponad 100 osób, ich na pewno też.

    •  

      @MatiHanys: w wypadku zaginięcia policja i tak by mogła coś zrobić dopiero po upływie kilku godzin jak nie dni. Postanowili nie siedzieć z założonymi rękami.

    •  

      @derko123: wygląda jak ta aktorka z filmów Vegi

    •  

      @derko123: w przypadku zaginięcia po wyjściu z domu lub z pracy, ale tutaj mamy zaginięcie człowieka odpowiedzialnego przez 8h za bezpieczeństwo przejazdu. nie wiem jak kiedyś, ale gdybym dziś zadzwonił, że przez przejazd przejechał pociąg, a barierki były podniesione to na pewno szybko by przyjechali zobaczyć dlaczego

    •  

      @MatiHanys weź pod uwagę, że to znajdowało się na terenie kopalni. Jednak rzeczywiście policja powinna być zawiadomienia natychmiast. Bez wglądu do akt nie dam rady jasno odpowiedzieć.

    •  

      @derko123: spróbuję się dokładnie dowiedzieć gdzie była ta nastawnia
      wiadomo, że bez wglądu do akt niczego nie wymyślimy, nasze pisanie nie rzuci nowego spojrzenia na sprawę
      nie wydaje Ci się jednak dziwne, że męża zawiadomili od razu (tak by wynikało z tekstu) a policję dopiero wtedy gdy znaleźli zwłoki?

    •  

      @derko123 ciekawe dlaczego rodzina nie chciala aby kontynuowac poazukiwabie sprawcy?

    •  

      @Kressska rozmawialiśmy o tym wcześniej w komentarzach, też mnie to zastanawiało.

    •  

      @Kressska: może nie chciała już do tego wracać, każdy taki powrót do sprawy to nie tylko szansa na znalezienie przestępcy, ale też rozdrapywanie ran związanych ze śmiercią bliskiej osoby

    •  

      @MatiHanys tak sobie myślę, ze ja bym nie chciala odpuścić. Mi przyszlo na myśl, ze mize mąż? Podejrzewal zdradę albo cos. Moze ktos inny, bliski?

    •  

      @MatiHanys możliwe że policja z Czerwionki została powiadomiona o zaginięciu. Wydaje mi się natrualmy że najpierw zadzwoniono do męża. Miała trochę ponad roczne dziecko 2 domu. Więc mogło wydarzyć się coś niespodziewanego.

      +: dynx
    •  

      @Kressska umorzenie postępowania nie oznacza zakończenia poszukiwania sprawcy. Robi się to faktycznie do czasu przedawnienia karalności (zob. jeden z moich postów powyżej).

    •  

      @derko123: jest wielkie prawdopodobieństwo, że dobrze zaznaczyłem KD1

      źródło: Beztytułu.png

    •  

      @MatiHanys: jeśli to prawda to moja wersja odpada

    •  

      @derko123: Może to głupie, ale zawsze zastanawiało mnie, jak wyglądało bezpieczeństwo takich pracowników przed epoką powszechnych komórek, kamer i komputerów, a przede wszystkim czy taka praca wymagała jakiejś specjalnej odwagi.

      Nie znam fachowej terminologii, ale budki z dróżnikami, jakieś posterunki rozsiane są po terenie całego kraju, często w najbardziej zapadłych dziurach, o których świat zapomniał.

      Taki dróżnik był przecież zdany chyba wyłącznie na siebie i w razie co nikt by mu nie pomógł.

      Czy praca dróżnika w latach 80. i 90. była jakoś nadzwyczaj niebezpieczna?

    •  

      @PrinsFrans Myślę że jest do dzisiaj, czasami sytuacja tych osób wygląda podobnie. Siedzą na zmiany w jednym pokoju budynku, który znajduje się przy drodze w lesie. Zasięg słaby. W razie ataku pozostaje tylko guzik alarmowy. Nie zawsze uda się go dosięgnąć. Poza ty jedna z terii nad spawa mówi, że Małgorzata wyszła na zewnątrz zapalić lub odetchnąć i wtedy doszło do napaści.

    •  

      zawsze zastanawiało mnie, jak wyglądało bezpieczeństwo takich pracowników przed epoką powszechnych komórek, kamer i komputerów, a przede wszystkim czy taka praca wymagała jakiejś specjalnej odwagi.

      @PrinsFrans: z jakiegoś powodu SOKiści mieli na wyposażeniu broń długą ;-)

    •  

      @Kressska Nie było wersji że zamordował ja kochanek. Wcześniej odwiedzał ja nocami, gdy coś poszło nie tak - zabił. Jednakże wątpię w to.

    •  

      @derko123: Zastanawia mnie ta reklamówka z puszkami i butelkami. Jeśli były to butelki po wodzie czy puszki po napojach, to faktycznie, można by to pominąć, oczywiście po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nie ma na tym śladów należących do ofiary. Jeśli jednak były to opakowania po alkoholu, to operator nastawni raczej takich śmieci nie "wygenerował". Wątpliwe, żeby człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym umilał sobie czas strzelaniem browarków. Skoro więc reklamówka nie była własnością ofiary, to czyją? Może zawierała fanty jakiegoś menela-zbieracza złomu? Niezrównoważonego psychicznie menela-zbieracza złomu? I tu przychodzą mi do głowy dwie opcje z tym niezrównoważeniem w tle. Pierwsza to próba wymuszenia pieniędzy, która zamieniła się w morderstwo i gwałt, bo szajba odbiła w wyniku odmowy. Dziewczyna wyszła z nastawni zapalić/złapać trochę świeżego powietrza, wtedy przypałętał się menel. Wiedział, że dziewczyna jest tu o tej porze sama. Próbował wysępić fajki/pieniądze, a kiedy odmówiła, uderzył ją (czymś - np. jakimś żelastwem, którym grzebał w śmieciach), ona straciła przytomność, a że korba odbiła na dobre, to dokończył "dzieło". Opcja druga to tło czysto seksualne, a rabunek dokonany przy okazji. Menel mógł być kimś w rodzaju Pękalskiego. Wiedział, że w nastawni pracuje młoda dziewczyna, "zakochał się" w niej, postanowił więc ją zabić (albo "tylko" pozbawić przytomności) i zgwałcić. Być może obserwował przez jakiś czas nastawnię i dzięki temu dowiedział się, że bywają noce, podczas których jego przyszła ofiara jest tam sama. Odcisk ucha powstał albo na etapie przygotowań (przyszedł, podsłuchał, ale coś go spłoszyło), albo tuż przez zbrodnią (podsłuchiwał, aby upewnić się, czy faktycznie jest sama). Dalej jak w opcji pierwszej - ona wyszła przed budynek, on zaatakował i wyparował. Dlaczego targał ze sobą reklamówkę z fajansem, planując zbrodnię? Piorun go wie, ale skoro mówimy o niezrównoważonym menelu, to tytana umysłu na myśli raczej nie mamy. I tu pojawia się sprawa noża. Wyjaśniono, do kogo należał? Może był to nóż ofiary, który miała tam dla (złudnego) poczucia bezpieczeństwa i zwyczajnie nie zdążyła/nie potrafiła/nie chciała go użyć? Idąc tym tropem równie dobrze to hałas wywołany przez ten fajans z reklamówki mógł wywabić ofiarę z nastawni. Wzięła ze sobą nóż, gość go zobaczył (groziła mu nim?), włączył mu się psychoagresor no i efekt jak w dwóch poprzednich opcjach.

      @PrinsFrans Jeżdżę czasem trochę po Polsce i sam miewałem takie przemyślenia. Pamiętam, kiedyś wracałem w środku nocy ze zlecenia, bodajże gdzieś na wschodzie kraju. Wjechałem w zadupie totalne i ostateczne, z jednej strony las, z drugiej strony pola, a w pewnym momencie same pola. Mijałem co prawda tabliczki z nazwami miejscowości, ale nigdzie w pobliżu tych miejscowości nie widziałem. Jedyny oświetlony i ruchomy obiekt to moja "krwawa piuntka" (wtedy czerwony Civic V ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), a jedyny żywy obiekt to ja wewnątrz "krwawej piuntki". Dość długo jechałem, kiedy zauważyłem jakąś grupkę świateł na horyzoncie. Przejazd. Strzeżony, z zaporami i kanciapą dróżnika. Po środku cholernego niczego. Jakiś kilometr od przejazdu dopiero mała wieś. Pomiędzy przejazdem a wsią - znowu cholerne, czarne jak smoła limbo. I tak sobie pomyślałem, że gość przecież jest tu tak bardzo "na widelcu", jak nikt nigdy nigdzie nawet nie. Nawet gdyby próbował wezwać pomocy, to dziesięć razy go tu zatłuką, zanim ktokolwiek przyjedzie. No bo kto? W "pobliskiej" wsi nie usłyszą. Ktoś, kto odbierze radiotelefon też pewnie jest w cholerę daleko. Może pilnuje jakaś firma ochroniarska i facet ma tam coś w rodzaju napadówki? Może i ma, tylko jak wyżej - zanim dojedzie patrol, to naprawdę sporo czasu może minąć.

    •  

      Wątpliwe, żeby człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo w ruchu kolejowym umilał sobie czas strzelaniem browarków.

      @SP_Alfa_Kilo: akurat przypadków pijanych dróżników/dróżniczek było całkiem sporo.

      Przykład

Gorące dyskusje ostatnie 12h

Advertisement
Baixar toque para celular | Ninja Slayer From Animation English Subbed | Rudy Youngblood